- pisze m.in. we wstępie prof. Andrzej Chwalba.
Wśród wielu dramatycznych historii zmagań, które toczyły się na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej autor opisuje m.in. mało znany epizod, czyli atak gazowy w okolicach Woli Szydłowieckiej, Bolimowa i Sochaczewa.
W 1915 roku front na tych terenach utknął. Żołnierze niemieccy i rosyjscy tkwili na przeciw siebie w okopach.
- czytamy w książce.
Wiosną 1915 r. pierwsi uderzyli Niemcy, wojska rosyjskie stawiały jednak zacięty opór.
- pisze prof. Chwalba.
Atak gazowy nastąpił 31 maja.
Niemcy "do 12 tys. butli wtłoczyli 264 tony ciekłego chloru, czyli prawie dwa razy więcej niż chwilę wcześniej na froncie zachodnim pod Ypres".
- czytamy w "Wielkiej Wojnie Polaków 1914 - 1918".
- wspominał polski generał w rosyjskiej służbie Eugeniusz de Henning Michaelis.
Jak opisuje prof. Chwalba "efekty użycia gazu były przerażające".
czytamy.
zanotował jeden z oficerów.
Ofiarą ataku padła też natura: drzewa, ptaki, zwierzęta domowe.
Wg. prof. Chwalby Niemcy zagazowali ponad 1000 Rosjan, a 3000 ranili. Po bitwie w wojsku rosyjskim zapanowała psychoza gazowa, jednak nie zmusiło to Rosjan do kapitulacji.
Wynalazca gazu, niemiecki chemik Fritz Haber, przyszły noblista miał być zachwycony efektami. Ofiary ataku trafiły m.in. do szpitali w Warszawie.
- wspominała Maria Lubomirska.
- czytamy w książce.
Jak pisze prof. Chwalba, Niemcy w okolicach rzeki Rawka jeszcze dwukrotnie użyli gazu. 12 czerwca 1915 r., bez szczególnych efektów, oraz w nocy z 6 na lipca.
.
Koniec 1915 r. przyniósł przełom, jeśli chodzi o obronę przed atakami gazowymi.
.