Dziennik Gazeta Prawana logo

Konfident Piłsudski

5 marca 2016, 08:30
Ten tekst przeczytasz w 16 minut
Córka marszałka Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska i prezydent Lech Wałęsa podczas otwarcia wystawy marszałka Józefa Piłsudskiego w Belwederze
Córka marszałka Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska i prezydent Lech Wałęsa podczas otwarcia wystawy marszałka Józefa Piłsudskiego w Belwederze/PAP Archiwalny
Skąd my to znamy. Aby przywrócić niepodległość Polsce, Józef Piłsudski nie cofał się przed współpracą z wywiadem austriackim i pobieraniem pieniędzy od tajnych służb. Potem zadbał o to, by niewygodne dokumenty nie ujrzały światła dziennego.

Fotografia była stara, do tego zniszczona – z pewnością od wielokrotnego pokazywania i obracania w palcach. Czarno-biała. Na niej dwaj mężczyźni, jeden obok drugiego. Ten z czarnym wąsem, w wojskowych butach z cholewami i płaszczu to Józef Piłsudski, drugi to Jan Wałęsa, gospodarz z Popowa niedaleko Dobrzynia nad Wisłą. Zdjęcie miało być dowodem na to, że Jan – oprócz tego, że rolnik, to także członek Polskiej Organizacji Wojskowej – uratował w 1920 r. naczelnika przed ścigającymi go Kozakami, kiedy armia polska wycofywała się przed bolszewikami nad Wisłę. Ponoć dziadek Jan narzucił na Piłsudskiego strój kobiecy, a oddział kozacki pognał dalej. Tak przynajmniej rodzinną opowieść i starą fotografię zapamiętał wnuk Lech. Wyniesiony z domu szacunek do marszałka najchętniej okazywał, kiedy już został prezydentem. Porównania do Józefa Piłsudskiego, jakimi obdarzano go w towarzyskich rozmowach czy publikacjach prasowych, sprawiały mu wyraźną przyjemność.

8803906-jozef-pilsudski-ze-sztabem-w.jpg
Józef Piłsudski ze sztabem w Kielcach, rok 1914

– wyjaśnia Mariusz Urbanek, historyk i autor książki „Piłsudski bis” analizującej podobieństwa między Wałęsą z początków III RP a Piłsudskim z czasów II RP. Ale jak dodaje, największa różnica między oboma politykami wyraźnie rysuje się dopiero teraz, przy spojrzeniu z większego dystansu historycznego. – – wylicza. – – podkreśla. Piłsudski, jego zdaniem, nigdy by nie dopuścił do takiej sytuacji. Przede wszystkim nie odpychał i nie zrażał do siebie tych, z którymi w 1914 r. ruszał na front. – – dodaje Urbanek.

Dlatego marszałek bez szwanku wychodził z opresji, jakim teraz nie może sprostać Lech Wałęsa.

Płonące teczki

– skarżył się historyk i publicysta Władysław Pobóg-Malinowski w liście z grudnia 1961 r. do gen. Kazimierza Sosnkowskiego, założyciela piłsudczykowskiego Związku Walki Czynnej, szefa sztabu Legionów Polskich i przyjaciela Józefa Piłsudskiego. Pobóg-Malinowski próbował ustalić, jak przed I wojną światową przebiegała współpraca komendanta z austriackim wywiadem Kundschafts-Stelle (HK-Stelle). – pisał.

Piłsudski nie musiał sam zacierać śladów po swoich kontaktach z oficerami cesarskich służb. Miał od tego odpowiednich ludzi, poza tym sprzyjały mu okoliczności. Operacja niszczenia teczek osobowych, donosów i rejestrów tajnych agentów rozpoczęła się w Wiedniu w październiku 1918 r., kiedy imperium Habsburgów chwiało się w posadach. Trzeba jednak przyznać, że wywiad austriacki do końca pozostał lojalny wobec swoich współpracowników. Zadbał o to gen. Maximilian Ronge, szef Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego, który nakazał zniszczenie wszystkich archiwów, nie tylko w centrali, ale przede wszystkim w terenowych oddziałach, m.in. we Lwowie, w Lublinie, Kielcach, Piotrkowie oraz w Przemyślu i Krakowie, gdzie Piłsudski prowadził rozmowy z oficerami wywiadu.

8803844-jozef-pilsudski-siedzi-w-aucie.jpg
Józef Piłsudski (siedzi w aucie) w Kielcach w roku 1914

Archiwa, skrzynia za skrzynią, szły do pieca. Spalono rejestry wszystkich agentów, rejestry Oddziału Informacyjnego zawierające 300 tys. pozycji oraz 2 tys. kart ewidencyjnych tajnych współpracowników – pisał dr Ryszard Świętek w książce „Lodowa ściana. Sekrety polityki Józefa Piłsudskiego 1904–1918”. Z dymem poszły niemal wszystkie materiały, które mogły potwierdzić powiązania przyszłego marszałka z wywiadem austriackim. Generał Ronge pomyślał nawet o zatarciu śladów we wpisach w dziennikach podawczych Biura Ewidencyjnego, na podstawie których można by potwierdzić sam fakt kontaktowania się konkretnych osób z oficerami wywiadu. Nikt wtedy nie bawił się w zamazywanie nazwisk konfidentów. Po prostu powycinano je żyletkami.

Kryptonim „R”

Co ciekawe, Józef Piłsudski nigdy nie wypierał się zawierania układów z Austriakami. Przyznając się do kontaktów z oficerami armii habsburskiej, uprawiał jednocześnie sprytną grę niedomówień.

– pisał osadzony w niemieckiej twierdzy w Magdeburgu Józef Piłsudski w liście do księcia Zdzisława Lubomirskiego w lipcu 1918 r. – przekonywał przyszły naczelnik państwa.

A jak było w rzeczywistości? – – wytyka prof. Tomasz Nałęcz, historyk dwudziestolecia międzywojennego i były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Piłsudski przez cały okres współpracy z zagranicznymi wywiadami – nie tylko z austriackim, ale też z japońskim – stawiał siebie w pozycji partnera. Przychodził z konkretną ofertą i w zamian oczekiwał korzyści. Pierwszy kontakt ze służbami austriackimi nawiązał 29 września 1906 r. Zgłosił się wówczas na umówione spotkanie do ekspozytury HK-Stelle w Przemyślu i przedstawił jako przywódca Polskiej Partii Socjalistycznej działającej w Królestwie Polskim. Towarzyszył mu Witold Jodko-Narkiewicz, jego bliski współpracownik i współzałożyciel Frakcji Rewolucyjnej PPS. Jak zapisał potem w raporcie do szefa Sztabu Generalnego w Wiedniu uczestniczący w rozmowach płk Franz Kanik, Polacy zaproponowali usługi wywiadowcze przeciwko Rosji w zamian za . Ponadto Piłsudski i Jodko-Narkiewicz przedstawili argument, który ostatecznie przekonał austriackiego oficera, że warto rozpocząć negocjacje. 70 tys. uzbrojonych ludzi, jakich według zapewnień obu rewolucjonistów mogli wystawić w ramach PPS, a w razie otwartej walki – nawet 200 tys. Nieważne, że były to liczby wyssane z palca, płk Kanik o tym nie musiał wiedzieć. Najważniejsze, że obaj rewolucjoniści brzmieli wiarygodnie, a Piłsudski miał nadzieję, że w razie zgody Austro-Węgier mógłby liczyć na umundurowanie i broń dla tych mitycznych 70 tys. bojowników.

8803781-jozef-pilsudski.jpg
Józef Piłsudski

Jednak dopiero pod koniec 1908 r. Biuro Ewidencyjne Sztabu Generalnego wróciło do rozmów. Dokumentów na ten temat brak, zachował się jedynie lakoniczny wpis w rejestrze cudzoziemców odwiedzających Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Wiedniu: . Mniej więcej w tym czasie w aktach wywiadu HK-Stelle zaczęto określać ludzi z PPS kryptonimem „Konfident R”. „R” jak „rewolucyjny”. Kierownictwo Polskiej Partii Socjalistycznej, w tym Józef Piłsudski i Walery Sławek, używało pseudonimu „Stefan”. Współpraca szybko nabierała rozpędu, „Konfident R” stał się cennym źródłem informacji wywiadowczych na temat Rosji, a wkrótce agent „Stefan” zaczął otrzymywać środki na prowadzenie działalności rewolucyjnej w Królestwie Polskim.

Jak podkreśla prof. Wiesław Jan Wysocki, historyk i prezes Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, bez kontaktów Piłsudskiego ze służbami monarchii austro-węgierskiej nie byłoby możliwe założenie Związku Strzeleckiego we Lwowie ani krakowskiego Towarzystwa „Strzelec”, późniejszych zalążków Legionów Polskich. –– ocenia prof. Wysocki kwestię współpracy przyszłego komendanta z HK-Stelle. – – wtóruje mu prof. Tomasz Nałęcz. – – podkreśla. – – dodaje prof. Wysocki.

Gdzie jest generał?

Jednak mimo szczytnych celów, jakie jej przyświecały, oraz faktu, że pozwoliła Piłsudskiemu odbudować niepodległe państwo polskie, sprawa współpracy z austriackim wywiadem ciągnęła się za nim jeszcze długo. Niewykluczone też, że pośrednio stała się powodem najbardziej tajemniczego morderstwa politycznego II Rzeczypospolitej.

Ryszard Świętek w książce „Lodowa ściana” rozpatruje jeden ze scenariuszy, według których kpt. Włodzimierz Ostoja-Zagórski, początkowo oficer wywiadu austriackiego, a następnie szef sztabu Legionów Polskich, wszedł w posiadanie teczki zawierającej najważniejsze dowody na współpracę komendanta z HK-Stelle. Miały tam być dwie umowy wywiadowcze, jakie Józef Piłsudski miał zawrzeć z kpt. Józefem Rybakiem, kierownikiem krakowskiej ekspozytury przed 1914 r. Co prawda wydane w roku 1953 r. wspomnienia Rybaka dotyczące agenturalnej przeszłości marszałka i przedstawiające go jako szpiega obcego mocarstwa mogą rodzić pytania o ich wiarygodność, ponieważ prawdopodobnie zostały sfałszowane przez bezpiekę, niemniej ich autor był przed wojną cenionym i zdolnym oficerem wywiadu. Niewykluczone, że to właśnie on przekazał w sierpniu 1914 r. na ręce kpt. Włodzimierza Zagórskiego, wtedy już szefa sztabu Legionach i prywatnie zagorzałego przeciwnika Piłsudskiego, oprawioną w zielone płótno teczkę z umowami wywiadowczymi. Świętek przypuszcza, że również mjr Ludwik Morawski, który kierował krakowską placówką HK-Stelle w latach 1914–1918, mógł znać te dokumenty i być może nawet oddał je kpt. Zagórskiemu. Ten ostatni w trakcie jednej z rozmów przyznał, że dysponuje dowodami na pobieranie przez komendanta Legionów pieniędzy od austriackiego wywiadu. Ponoć jeden z kwitów, wystawiony na 20 tys. marek i podpisany przez Piłsudskiego, miał trafić do Wincentego Witosa, który zbierał kompromitujące materiały na polityków. Trudno dziś jednak potwierdzić te rewelacje. Faktem jest, że zielona teczka spoczęła wkrótce w sejfie w Belwederze, a po wybuchu II wojny światowej wraz z innymi cennymi dokumentami wywieziono ją do Rumunii. Dziś znajduje się w innym sejfie, w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku.

8803812-jozef-pilsudski-na-odpoczynku.jpg
Józef Piłsudski "na odpoczynku w Otwocku", sierpień 1915 r.

Faktem jest również, że Morawski i Zagórski stracili życie w tajemniczych okolicznościach. Ppłk Ludwik Morawski został zastrzelony 6 lipca 1920 r. przez nieznanego sprawcę, kiedy wyszedł na podwórze kwatery dowództwa w Czarnym Ostrowie. Na pytanie o losy gen. Włodzimierza Zagórskiego próbuje odpowiedzieć Andrzej Ceglarski w wydanej właśnie książce „Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe”. Generał zaginął 6 sierpnia 1927 r., tuż po zwolnieniu z więzienia w Wilnie, do którego trafił po tym, jak opowiedział się przeciwko Piłsudskiemu podczas zamachu majowego. Witos pisał we wspomnieniach, że Zagórski został zamordowany przez fanatycznych zwolenników Piłsudskiego. Ceglarski o uprowadzenie eskortowanego w pociągu Zagórskiego i współsprawstwo w zabójstwie oskarża najbliższych towarzyszy marszałka – Aleksandra Prystora, który po kilku latach objął stanowisko premiera, późniejszego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, byłego adiutanta Piłsudskiego płk. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego oraz byłego legionistę mjr. Wacława Kostka-Biernackiego.

– komentuje prof. Tomasz Nałęcz. – – podkreśla. Andrzej Ceglarski uderza w książce w jeszcze ostrzejsze tony.– pisze, podkreślając, że sprawa tajemniczego zabójstwa ma drugie dno. Jest nim walka o ocalałe z pożogi 1918 r. dokumenty austriackiego wywiadu. – argumentuje autor „Sprawy generała Zagórskiego”.

Afera teczkowa

Dokumenty tajnych służb miały w II Rzeczypospolitej siłę rażenia o wiele większą niż w III RP. Zdarzało się, że przecieki i donosy stawiały któregoś z polityków w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji, podobnie jak stawiają i dziś.

Przy użyciu teczki zniszczono i doprowadzono do śmierci posła Sylwestra Wojewódzkiego, byłego legionistę i bliskiego współpracownika Walerego Sławka. Wojewódzki, znany z radykalnych poglądów, od 1924 r. stał na czele silnie lewicującej Niezależnej Partii Chłopskiej. 28 stycznia 1927 r. w związanym ze środowiskiem piłsudczykowskim dzienniku „Głos Prawdy” ukazał się artykuł o pośle Wojewódzkim z wybitym tłustą czcionką oskarżeniem: . Tekst zarzucał szefowi NPCh, że pod przykrywką własnej partii prowadzi komunistyczną działalność, jednocześnie współpracując z II Oddziałem Sztabu Generalnego, czyli wywiadem. Uderzenie było mocne, bo kompromitowało posła Wojewódzkiego zarówno na scenie politycznej, jak i w oczach partyjnych rewolucjonistów. Choć informacje zawarte w artykule zostały obalone przed sądem, zdruzgotany Wojewódzki postanowił opuścić Polskę. W czerwcu wsiadł na statek płynący do Leningradu, a u celu podróży został aresztowany za szpiegostwo i rozstrzelany w marcu 1938 r.

Trudno ocenić, jak skończyłaby się podobna afera, gdyby do wiadomości publicznej przekazano dowody na współpracę Józefa Piłsudskiego z wywiadem austriackim. Albo co gorsza, również popisane przez niego pokwitowania odbioru pieniędzy. – – zauważa prof. Tomasz Nałęcz. – – podkreśla i dodaje: – .

Mariusz Urbanek ocenia to jednak w nieco innym wymiarze. – – uważa. –

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj