Dziennik Gazeta Prawana logo

Ludzie z gruzów, czyli warszawscy Robinsonowie. Jednym z nich był Czesław Lubaszka

1 sierpnia 2019, 06:38
Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Czesław Lubaszka 2
Czesław Lubaszka 2/Media
Nazwisko "Lubaszka" kojarzy się mieszkańcom stolicy głównie z chlebem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że po upadku Powstania Warszawskiego założyciel piekarni Czesław Lubaszka był jednym z warszawskich Robinsonów.

Gdy zakończyła się wojna, znalazł gdzieś okno, drzwi, wstawił je i tak urządził swoje pierwsze mieszkanie przy Siennej. Po czterech dniach odnalazła się żona, wkrótce krewni i znajomi. Lokal zamienił się w przytułek.

Jedną z pierwszych piekarń w lewobrzeżnej Warszawie uruchomił w lutym 1945 roku. Piec w suterenie przy Śniadeckich 19 pozwalał mu na produkcję 300 kilogramów chleba na dobę. Potem prowadził piekarnię na Burakowskiej i w końcu na Żoliborzu. Po jego pieczywo zawsze stała długa kolejka. Po latach do kontynuowania piekarniczej tradycji przekonał syna Krzysztofa i córkę Teresę, a oni jego wnuki. Tradycję zamierza kontynuować również najmłodsze pokolenie.

12496155-czeslaw-lubaszka.jpg
Czes

"Królestwo bez poddanych"

Tak zakończyła się historia Czesława Lubaszki, warszawskiego Robinsona. A jaki był jej początek? I kim w ogóle byli mieszkańcy "Rzeczpospolitej Gruzów"?

wyjaśnia Wacław Gluth-Nowowiejski, autor książki "Nie umieraj do jutra", w której sportretowani zostali ludzie żyjący na zgliszczach stolicy.

""- pisze w swojej książce "Nie umieraj do jutra".

Dlaczego Robinson? - - mówi Gluth-Nowowiejski.

- wyjaśnia.

Piwnica przy Twardej 40

"" - tak Gluth- Nowowiejski opisuje Lubaszkę.

Jego kompanami zostali 30-letni zrzutek spadochronowy Kazimierz Jaworski oraz Wania, żołnierz Armii Czerwonej, który uciekł z niewoli i dostał się do Warszawy, gdzie zatrudnił się jako chemik w prywatnym zakładzie na Siennej.

Zaczęli od szukania kryjówki. Musiała być bezpieczna i w miarę dobrze wyposażona. Wybrali piwnicę przy Twardej 40, w której mieścił się dawniej skład broni akowskiej. Nie miała, co prawda okna, ale był do niej dostęp powietrza. Zgromadzili cały arsenał broni, zamaskowali wejście, aby wyglądało na naturalne zwalisko.

12496187-okladka-ksiazki-nie-umieraj.jpg
Ok

Z okolicznych domów przynieśli kołdry, koce, garnki, nawet maszynkę spirytusową. - opowiada Gluth-Nowowiejski. 

Od 8 października, kiedy to zabarykadowali się w kryjówce, spędzali w niej i noce, i dni. "Czas zabijali głównie spaniem, by nie tylko czekać. Ale w opuszczonym, wyludnionym i cichym mieście wciąż nasłuchiwali, czy wyzwolenie już blisko" - pisze autor "Nie umieraj do jutra".

Pewnego dnia wyszli z kryjówki i cudem uniknęli spotkania z Niemcami. Bo też Niemcy po upadku powstania na dobre zadomowili się w Warszawie, często przechodzili nad głowami Robinsonów w piwnicach i suterenach, czy w pobliżu ich kryjówek.

Wania zabija Niemca

Grupa Lubaszki w pewnym momencie musiała zmienić kryjówkę. Przyczyny były dwie. Jedna to choroba Jaworskiego, z której szczęśliwie wyszedł dzięki podawanemu mu lekarstwu produkcji troskliwych kolegów, czyli gruzoglukozie (zrobionej z cukru, wody i gruzu). Druga to stała obecność Niemców na zajmowanym przez nich terenie. Kolejną kryjówką stała się piwnica w zbombardowanej oficynie.

I wielka niespodzianka! Za sprawą Wani odkryli, że niedaleko nich znajduje się druga grupa Robinsonów.

Ich rosyjski towarzysz zniknął pewnej nocy i długo nie wracał. Pozostała dwójka postanowiła spakować się i uciekać, bo byli przekonani, że wpadł w ręce Niemców i może ich wydać. Nagle usłyszeli strzał. Kiedy wybiegli z ukrycia, okazało się, że to Wania zabił Niemca. Po ukryciu ciała i powrocie do oficyny, opowiedział im o swoim odkryciu mieli obok sąsiadów!. Byli na niego bardzo źli.

Wściekłych na nieostrożnego kompana wzruszyło wyznanie Wani: "Toż ja wasz druh, wasza sprawa dla mnie święta. Do was właśnie biegłem z informacją o tych ludziach z przeciwka i ten czort się napatoczył".

Osobliwa transakcja

Powoli kończyły się zapasy. Zapuszczali się coraz dalej, ale wracali z niczym. - mówi Gluth-Nowowiejski.

12496219-waclaw-gluth-nowowiejski.jpg
Wac

Podczas jednej z takich nocnych eskapad spotkali kilkuosobową grupę innych Robinsonów. Wśród nich Jakuba Wiśnię, Żyda ze stołecznego getta, który w powstańczej Warszawie znalazł jednak azyl (po uwolnieniu więźniów na Gęsiówce przez batalion "Zośki"), a po upadku powstania ze względu na widoczne pochodzenie znowu musiał się ukrywać. Towarzyszyło mu siedmiu mężczyzn i dwie kobiety. Spotkanie z grupą Lubaszki uratowało im życie. Dokonali bowiem osobliwej transakcji. Grupa Lubaszki za pięć bochenków chleba, dostała w zamian Marysię z żydowskiej grupy. W ten sposób zyskali nieocenioną pomoc w zajęciach kulinarnych. Pierwszy wspólny wieczór zakończył się uroczystą kolacją z przypiekanej kaszy.

Wódka z denaturatu

Najtrudniejszym dniem dla wszystkich Robinsonów była Wigilia. Do ich uszu dochodziło kolędowanie Niemców, a oni siedzieli w ciszy, często płacząc jak dzieci.

Lubaszce i Jaworskiemu wcale też nie pomógł pomysł chemika Wani, by z denaturatu zrobić wódkę dla kolegów. Jego eksperymenty okazały się na szczęście nieudane.

Artyleryjska kanonada stawała się coraz głośniejsza Czołgi jadące od strony Alei Jerozolimskich jako pierwszy zauważył Wania. Jesteśmy wolni! krzyczał wniebogłosy.

Żegnając się z Jaworskim, wzruszony Lubaszka powiedział: "Naucz się chodzić od nowa, jak człowiek!".

"Ten sposób kociego, bezgłośnego poruszania się, by nie zwabić Niemców, jeszcze długo pozostanie w Robinsonach nawykiem" - tak ten sposób chodzenia opisuje w książce Gluth-Nowowiejski.

Młody żołnierz w polskim mundurze wyciągnął z plecaka i podał Lubaszce zapasowe buty. Ten, zrzucając kożuchy, którymi miał owinięte stopy, zapytał go, jaki dziś dzień. 17 stycznia 1945 r. Lubaszka odpowiedział z powagą: Ten dzień przejdzie do historii.

Kazimierz Jaworski po pobycie w kryjówce na Twardej 40, podobnie jak Lubaszka, doszedł do siebie, Jakub Wiśnia tuż po wojnie prowadził popularną wśród mieszkańców stolicy knajpkę przy Twardej, potem przez wiele lat pracował w Warszawskich Zakładach Gastronomicznych. Losy Wani nie są znane.

Wacław Gluth-Nowowiejski, jest autorem książki "Nie umieraj do jutra". Podobnie jak Czesław Lubaszka był jednym z warszawskich Robinsonów. Mając 18 lat walczył w Powstaniu Warszawskim, jako żołnierz Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej w stopniu kaprala podchorążego. Dowodził drużyną zgrupowania "Żmija" na Żoliborzu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj