Arkadiusz Gołębiewski wyjaśnia, że dokumentując prace na Powązkach, chciał pokazać okrucieństwo komunistycznego systemu. - Są to relacje młodych archeologów i antropologów, którzy bez wielkich słów i ideologii w przejmujący sposób opisują potworności komunizmu - wyjaśnia reżyser.

Film dokumentuje pracę grupy młodych ludzi, dla których jest ona niezwykłym wyzwaniem emocjonalnym. Eksperci opowiadają, jak trudno było im się zmierzyć z wydobywaniem zbezczeszczonych szczątków oraz z wielkimi nadziejami najbliższych ofiar na odnalezienie ojców czy braci. W poniedziałek film pokazany został po raz pierwszy dziennikarzom, w warszawskim kinie Atlantic o godz. 20 odbył się oficjalny pokaz dokumentu połączony z debatą.

Witold Mieszkowski, syn zamordowanego na Rakowieckiej i pochowanego na "Łączce" komandora Stanisława Mieszkowskiego, uważa, że największą siłą tego filmu jest właśnie emocjonalny przekaz młodych ludzi.

Dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej doktor Andrzej Zawistowski wyjaśnia, że film opowiada o prawdzie lat 40. i 50. ubiegłego wieku oraz o tym jakie znaczenie tamte wydarzenia mają dzisiaj. Okazuje się - mówi doktor Zawistowski - że Polska ciagle ma dług wobec ludzi, którzy kiedyś walcząc o niepodległość oddali życie i zostali skazani na zapomnienie.

Prace na terenie cmentarza powązkowskiego w Warszawie - tak zwanej „Łączce” - eksperci Instytutu Pamięci Narodowej i Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa rozpoczęli w lipcu 2012 roku. W pierwszym etapie prac odnaleziono szczątki 117 osób zamordowanych przez stalinowskich oprawców. Do tej pory udało się zidentyfikować 7 osób. Kolejny etap prac ma rozpocząć się w kwietniu.