Fritz cytowany przez "Deutche Welle" ocenia, że uchwalenie "lex Tusk" przez Sejm przywołało "atmosferę procesów pokazowych w czasach stalinowskich".

Koniec "rabatu" dla Polski

Wszczęciem przez KE na tym tle postępowania wobec Polski "władze są bardzo zaskoczone. Wielu przedstawicieli obozu rządowego spodziewało się konsekwencji dopiero po wyborach parlamentarnych na jesieni" – zauważa komentator "Welt am Sonntag".

Reklama

Jego zdaniem zarówno reakcja KE na "lex Tusk", jak i wcześniejszy wyrok TSUE odnośnie praworządności dowodzą, że Unia "nie ustąpiła i nie będzie ustępować Polsce i że skończył się rabat, z którego rząd w Warszawie korzystał w pierwszych miesiącach po rosyjskiej inwazji na Ukrainę".

Według Fritza Bruksela doceniła czołową rolę Polski w pomocy Ukrainie, jednak polski rząd nie potrafił wykorzystać swoich pięciu minut. "Nie był i nie jest w stanie lub nie chce przekształcić pozytywnej roli wobec Ukrainy w konstruktywną politykę wobec Europy i do rozwiązania konfliktu o praworządność. W Brukseli, a także w Waszyngtonie przestano zwracać uwagę na Polskę. Amerykanie jako pierwsi wyraźnie skrytykowali lex Tusk".

"Polski rząd od lat depcze nie tylko polskie prawo, lecz także prawo UE. Unia nie może występować jako wspólnota demokratycznych państw, jeżeli nie jest demokratycznie skonsolidowana. Nie tylko jej członkowie, ale także jej przeciwnicy nie będą traktowali jej poważnie. KE musi być teraz twarda wobec Polski. Może tego dokonać okazując pewność siebie, gdyż dysponuje instrumentem władzy, jakim są pieniądze. A te są, jak wiadomo, najbardziej skuteczne" – podsumowuje korespondent "Welt am Sonntag".

Reklama

Nadzieje po marszu 4 czerwca

"Prawicowo-konserwatywny rząd PiS znów przeforsował kontrowersyjną ustawę. Jej celem jest osłabienie opozycji kierowanej przez byłego przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska" – pisze z kolei na łamach wydawanej przez SPD "Vorwärts" Karolina Golimowska.

Według autorki marsz 4 czerwca "wyzwolił bardzo pozytywne emocje i daje nadzieję na zmiany".

"Społeczeństwo pozostaje jednak podzielone" – ubolewa Golimowska.