Ale jeżeli nawet się z tym zgodzić, to również zgodzimy się, że światłe społeczeństwo lepsze jest od ciemnego. A jak to się dzieje, że ludzie są światli? Nieliczni zdobywają wiedzę ogólną po amatorsku, ale ogromna większość w szkole. Można więc postawić tezę, że to, jak światłe jest społeczeństwo, zależy przede wszystkim od poziomu ogólnej edukacji w szkole.

Reklama

Ponadto, znany podział na ludzi wiedzy i ludzi usług jest ogromnie niebezpieczny, bo wszystko zależy od tego, co się rozumie przez wiedzę. Jeżeli wiedza to na przykład umiejętność inwestowania na giełdzie czy prowadzenia dobrych public relations, to nie widzę żadnej większej różnicy między taką wiedzą a wiedzą dobrego stolarza lub ślusarza. Czym innym natomiast jest ogólna wiedza o świecie i umiejętność korzystania z niej przy najróżniejszych działaniach w najrozmaitszych sferach życia zawodowego i publicznego. Rozumieją to doskonale w licznych krajach, gdzie stawiają na możliwie ogólną i szeroką edukację szkolną, bo potem do zawodu (maklera czy ślusarza) da się przyuczyć, a wiedzy ogólnej niezdobytej na poziomie szkolnym, nawyku czytania i dobrego wysławiania się, nawyku myślenia w kategoriach ogólnych, szerokich, a nie partykularnych i wąskich już się człowieka dorosłego nie da nauczyć.

Z tego wynikają bardzo negatywne wnioski dotyczące projektów skrócenia ogólnego kształcenia o dwa lata i potem prowadzenia edukacji specjalistycznej.

Ponadto projekty te opierają się na fałszywym założeniu, że obecny program szkolny jest zły i zbyt trudny. Że zły - to niewątpliwe, ale że zbyt trudny - tylko dlatego, że zły. Zresztą o trudności świadczy w znacznym stopniu poziom pytań na maturze państwowej, który - w dziedzinach, na jakich się nieco znam - był ostatnio zatrważająco niski, co sprawiło że na studia idą tłumy niedokształconej młodzieży, niedokształconej właśnie z zakresie wiedzy ogólnej. I w ten sposób niszczymy polską inteligencję.

Oczywiście, można uznać, że najlepiej by było, gdyby nasi hydraulicy i bankowcy znaleźli zatrudnienie w całej Unii Europejskiej, a Polska stała się krajem produkującym rzemieślników różnego typu, bez żadnej szerszej wyobraźni. Możemy wybrać sobie taką specjalizację w ramach struktur europejskich, ale najpierw zapytałbym polskie społeczeństwo, czy rzeczywiście akceptuje takie priorytety.

Na pytanie o to, po co jeszcze jest nam inteligencja chowana w szkołach, które uczą i polskiego, i matematyki, a przede wszystkim myślenia o świecie, można dać jeszcze jedną odpowiedź, tym razem z zakresu polityki. Otóż im mniej światłe jest społeczeństwo, tym większe zagrożenie sukcesami populizmu.

Odpór populizmowi mogą dać tylko ludzie, którzy wiedzą, że wszystko jest bardzo skomplikowane, a nie ci, którzy znając się jedynie na swoim fachu, sądzą, że polityka i życie publiczne są tak proste jak giełda lub ślusarstwo. Nie ma pewności, czy pojedynczy światły obywatel jest demokracji potrzebny, ale jest pewność, że nie ma skutecznej demokracji bez dominacji światłego społeczeństwa. W tym przypadku zdobywana w szkole wiedza ogólna służy zrozumieniu, że życie publiczne pełne jest tak wielu sprzeczności, iż zmuszeni jesteśmy dogadywać się w możliwie dobrej wierze. Ponadto wiedza ogólna, czyli inteligencja, pozwala nam wyobrazić sobie, że ktoś inny może mieć zupełnie inne poglądy niż my, możemy się z nim nie zgadzać, ale mimo to możemy uznawać, że jest przyzwoitym człowiekiem.

Kształcenie inteligencji ogólnej powinno mieć charakter ustawiczny, ale naturalnie okres szkolny jest najważniejszy nie tylko z racji powstawania korzystnych lub niekorzystnych nawyków, ale także dlatego, że do Gombrowicza lub historii wypraw krzyżowych olbrzymia większość z nas już nigdy potem nie sięgnie. A bez Gombrowicza - traktowanego naturalnie jako przykład - żyć po ludzku, czyli w sposób światły, się nie da, bo nie da się zrozumieć otaczającego nas świata, jak i bez wiedzy o wyprawach krzyżowych.

To znaczy może i będziemy się w nim skutecznie poruszali i zarabiali dużo pieniędzy, ale nie znajdziemy w tym innego sensu niż ten, jaki wynika z pieniędzy. Wiem, że świat dąży do coraz większej specjalizacji i że najpiękniejszy model ludzkiego życia, czyli model światłego dyletanta, jest już raz na zawsze przegrany. Jednak mimo wszystko nie reformujmy szkoły i nie mnóżmy specjalistów, czyli ciemnych dyletantów, których nic nie obchodzi. Innymi słowy, nie wystarczy być ekspertem, trzeba być jeszcze znającym świat człowiekiem, a ta reforma tę wiedzę o świecie radykalnie by zminimalizowała.