Dziennik Gazeta Prawana logo

"George nie zadzwonił..."

20 stycznia 2009, 12:31
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Kwaśniewski i Kaczyński byli gotowi zrobić dla Busha wszystko, ryzykując nawet popsucie stosunków Polski z najważniejszymi krajami UE. Tymczasem Bush zapomniał nawet o ich istnieniu, kiedy żegnał się z przywódcami nie tylko Rosji, Niemiec czy Francji, ale nawet Danii czy Grecji - pisze w gorzkim komentarzu Cezary Michalski.

Prezydent Bush przed odejściem wykonał sporo rytualnych telefonów. Pożegał się ze światowymi przywódcami, których uważa za swoich osobistych przyjaciół lub których kraje uważa za ważnych partnerów Ameryki. Wyraził im "wdzięczność za życzliwość, jaką obdarzyli jego” i rządzony przez niego kraj. Zadzwonił nie tylko do przywódców światowych mocarstw czy do polityków z krajów sąsiadujących z USA, ale także do Danii, Grecji itp. W sumie kilkanaście telefonów.

Ale do Polski . Ani do żadnego z braci Kaczyńskich, którzy obdarzyli go jednostronną miłością i zaufaniem. Ani do ministra Waszczykowskiego, który pomagał Amerykanom jak umiał w ich negocjacjach z polskim rządem w sprawie tarczy. Ani nie zadzwonił do nikogo z obecnego rządu RP, który wynegocjował z Amerykanami wstępną umowę w sprawie tarczy, mającej przecież być elementem obrony USA na naszym terytorium.

Nie będę z tej okazji palił gwiaździstego sztandaru ani rzucał butem w stronę ambasady USA. Ale trudno mi nie zauważyć, że to jest gorzka lekcja, , drugą Wielką Brytanią czy drugim Meksykiem. Wystarczy, że będziemy blokować integrację europejską, utrudniając tym samym powstanie kolejnego silnego podmiotu politycznego, z którym USA musiałoby się dzielić władzą nad światem. Wystarczy, że będziemy na każde skinienie Waszyngtonu, a wówczas staniemy się amerykańskim lotniskowcem, ze wszystkimi zaletami tej sytuacji.

Otóż nie, Kwaśniewski był gotów na każde skinienie Waszyngtonu, a Lech Kaczyński do tej pory blokuje integrację europejską, odmawia ratyfikacji traktatu lizbońskiego, uprawia antyeuropejską propagandę, nawet jeśli odpowiedzialność za nią zwala potem na Jacka Kurskiego. Zatem . Zadzwonił do Putina, ale nie do Lecha Kaczyńskiego, mimo że Lech Kaczyński nadal wierzy w to, że Ameryka to imperium dobra, a Rosja to imperium zła, tak jak wszyscy w to wierzyliśmy w latach 80. A tu tymczasem Pan Bóg żegna się z Panem Lucyferem ciepłym osobistym telefonem, wysoko nad głowami ludzi wierzących w to, że politykę uprawia się w języku Apokalipsy św. Jana.

Może zatem gra w Unię Europejską, gra w jak najgłębszą i jak najszybszą integrację, jest dla Polski jedyną geopolityczną grą, którą warto traktować poważnie? W najlepszym razie, jeśli ekipa Baracka Obamy i Hillary Clinton rzeczywiście zdoła odbudować i wzmocnić atlantycką wspólnotę Zachodu, polska gra w Europę nie będzie grą przeciwko Ameryce. Ale , od obłoczka mgły, przez który istoty nieco bardziej materialne podają sobie ręce i wykonują telefony.

Piszę o tym wszystkim bez cienia "antypolskiej” satysfakcji, ale ku nauce naszych braci Sarmatów. Może kiedyś Polska będzie nieco silniejsza, może kiedyś zamiast użerać się ze sobą, będziemy potrafili lepiej ze sobą współpracować, a świat to zauważy. Ale która jest czymś realnym, w której można się bezpiecznie uczyć polskiej polityki, od której dostaliśmy nasz spóźniony o pół wieku, ale ciągle Polsce potrzebny, Plan Marshalla. Lepsze to, niż stawianie pierwszych politycznych kroków w tym zdziczałym świecie pod osłoną mitu uprzywilejowanych dwustronnych stosunków polsko-amerykańskich. Mitu, który jest od początku do końca fałszywy.

Może kiedy wybuchnie jakaś nowa zimna wojna i Ameryka będzie potrzebowała narodu najemników za friko, na granicy jakiegoś nowego imperium zła, a może nawet za linią frontu - wtedy znowu zobaczymy wielkie amerykańskie telewizyjne widowiska, emitowane na cały świat i wspierające cierpiącą Polskę. Amerykański prezydent będzie telefonował do przywódcy polskiego podziemia albo wysyłał do niego zaszyfrowane maile. A my będziemy wychodzić na ulice z imieniem jakiegoś kolejnego amerykańskiego prezydenta na ustach. Ale ja za taką przyszłością dla Polski, Europy ani dla świata wcale nie tęsknię. Więc, póki co, . Który w swoim kajeciku z telefonami może nawet i ma Aleksandra Kwaśniewskiego czy Lecha Kaczyńskiego, ale na pozycji pięćdziesiątej, a nie na drugiej, czy choćby piętnastej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj