W nocy z 22 na 23 marca po ponad dwuletnich dramatycznych zmaganiach z chorobą nowotworową zmarł prof. Paweł Wieczorkiewicz. Był wybitnym historykiem o rozległych zainteresowaniach, niezwykle cenionym przez studentów nauczycielem akademickim, barwną postacią, a dla mnie od ponad dwudziestu lat przede wszystkim wypróbowanym przyjacielem. Moim zdaniem zarówno ze względu na wszechstronność prowadzonych badań nad stalinizmem, jak i oryginalność i trafność formułowanych tez z powodzeniem może być porównywany do największych znawców problemu takich jak Robert Conquest, Richard Pipes czy w Rosji Dymitrij Wołkogonow. Niestety, ze względu na nieznajomość w świecie naszego języka nie miał szans zaistnieć szerzej na naukowej arenie międzynarodowej.
Ale . Właśnie w tym wypadku formułował najbardziej kontrowersyjne tezy, które przysparzały mu przeciwników czy wręcz wrogów zarówno na lewicy (nie tylko tej o silnych korzeniach peerelowskich), jak i na prawicy wśród niektórych reprezentantów martyrologiczno-bogoojczyźnianej wizji polskiej historii najnowszej. Zwłaszcza u części ludzi, w tym części kolegów historyków.
Przekonywałem krytyków, iż byłoby bardzo źle, gdyby Paweł miał pozostać w pamięci nie jako uroczy, wrażliwy, ciepły, przyjazny ludziom człowiek, a zarazem troskliwy opiekun naukowy wielu studentów i doktorantów, krytyczny obserwator otaczającego nas świata, obdarzony darem wnikliwej i jakże często trafnej analizy, wybitny znawca dwudziestowiecznej historii Polski, a jedynie jako autor może nie do końca przemyślanych, niekiedy nazbyt wyostrzonych, a czasem kompletnie chybionych sądów i hipotez, których zapewne nie prezentowałby w pełni formy. Bardzo nie chciałbym tego i jako historyk, i jako przyjaciel Pawła, który był człowiekiem trochę w starym stylu: refleksyjny, krytyczny, sceptyczny, zawsze z pewnym dystansem wobec siebie samego i ogromnym poczuciem humoru.
Jednocześnie ten uczony, erudyta, mentor i mistrz dla wielu młodych ludzi był idealnym partnerem do poważnych dyskusji o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, ale i do historycznych plotek, towarzyszem wielu przyjacielskich spotkań, w których często bywał duszą towarzystwa. Był znawcą sportu i fanatycznym wręcz kibicem piłkarskim, a także miłośnikiem oraz znawcą kina (sam zresztą kilkakrotnie pojawiał się w epizodycznych rolach na ekranie). Przed kilkudziesięcioma seansami w telewizji „Kino Polska” w ramach cyklu "Poprawka z historii" kompetentnie wygłaszał wprowadzające komentarze, w których prezentował nieprzeciętną wiedzę z zakresu historii polskiego filmu.
? Posiadał też swoje własne pasje i hobbystyczne zainteresowania. Jak już wspomniałem, zajmował się profesjonalnie historią wojskowości, ale może szczególnie fascynowały go wojny morskie. Jest zresztą autorem ich potężnej dwutomowej historii. Równocześnie pasjami gromadził całe armie żołnierzyków i namiętnie składał modele samolotów i okrętów. Pod tym względem był zresztą - jak chyba każdy kolekcjoner - kompletnym maniakiem.
Po Pawle pozostały mądre, ważne i bardzo nam potrzebne książki. Pozostali też liczni uczniowie. Pozostała wreszcie wśród wielu z nas dobra pamięć. Ja sam czuję się bardzo opuszczony, straciłem bowiem kogoś niezwykle mi bliskiego. Dopiero w czasie naszej ostatniej, jak się okazało, rozmowy miesiąc temu zrozumiałem, że ze wszystkich znanych mi osób właśnie z Pawłem najlepiej dyskutowało mi się o mechanizmach władzy w PRL i zasadach jej podległości Moskwie, o roli w państwie PZPR i jej kolejnych pierwszych sekretarzach.