Kilku z nich objawiło się w 2005 roku. Objawienie wyglądało w kilkunastu przykładach identycznie, co by znaczyło, że miało charakter nadprzyrodzonej interwencji siły wyższej i nic nam do tego. Oto biednym jak mysz kościelna lubelskim studentom, którzy w życiu groszem nie śmierdzieli, ktoś wpłacił różnie – od dwunastu do dwudziestu tysięcy złotych. Magicy, jako istoty żywiące się strawą wyłącznie duchową, kwotą ową wzgardzili. Nie żeby była marna, wręcz przeciwnie, takiego szmalu w życiu na koncie nie mieli (co potwierdziła później prokuratura), wręcz przeciwnie, była zbyt wielka. Na chleb, wodę, sadło borsucze i poranną rosę – tak sobie imaginuję ekwipunek magika – zawsze im starczało.
Tak w każdym razie uważa prokurator Agnieszka Duszyk, której to dociekliwej pani naczelnik z Radomia wróżę wielką przyszłość w niezawisłym wymiarze sprawiedliwości. To ona umorzyła postępowanie w sprawie nielegalnego finansowania kampanii wyborczej Palikota, które to śledztwo rozpoczęli jacyś niewierzący w magię i nieznający lubelskiej tradycji sztukmistrzów rygoryści.
Czemu jak pijany płota czepiam się tych sztukmistrzów? Ano sam byłem studentem, do dziś znam paru i jakoś nie mogę uwierzyć w autoryzowaną przez prokurator Duszyk wersję wydarzeń. Śmiem nawet twierdzić, że normalny student znalazłby kilka bardziej pociągających sposobów na spożytkowanie tego szmalu. Jeśli tak, to niech się pani pilnie pofatyguje z moczem do analizy.
Donald Tusk sprawę Palikota oddaje prokuraturze (meldujemy posłusznie, że już załatwione, panie
premierze), a przy okazji kwituje zastrzeżenia opozycji i PSL do pomysłów odebrania im finansowania z budżetu. "Nie bardzo rozumiem, dlaczego uważają, że jak nie dostaną subwencji,
będą skazani na zachowania korupcyjne? Skąd taka nadmierna szczerość w ustach liderów PiS-u, że oni nie wyobrażają sobie innego życia?" - dziwi się Tusk, który sobie
wyobraża.
Cóż, pokazał mu Palikot jak sobie radzić mamy.