Zasępieni komentatorzy TVN 24 sugerują, iż „ktoś w końcu powinien Wałęsę przejąć pod kontrolę” (Lisicki), albowiem „utracił azymut” (Rolicki). Można by to uznać za przyczynek do znanej od wieków prawdy o bezrozumności i kapryśności łaski mediów i polityki. I można by na tym poprzestać, gdyby nie fakt, że to przekręcające się nad Wałęsą koło Fortuny pokazuje ciekawy kawałek prawdziwej polityki. Najpierw, gdy idzie o mechanizm takich kampanii. . Wygodnie było każdy atak na Wałęsę – im bardziej brutalny, tym lepiej – kwalifikować, jako zmowę pisowskich „moralnych karłów”.
Lizusostwo wobec nietuzinkowej postaci stało się więc maską dla walki o władzę. Można z pewnością obronić hipotezę, że Wałęsa w platformianej propagandzie nie byłby tak wielki jak był, gdyby nie dominująca potrzeba PO rozprawienia się z Kaczorami. Tak jak .
. Polityczny instynkt Wałęsy wiódł go zawsze w stronę poszukiwania trzeciej siły, quasi-rewolucyjnej odmowy legitymizacji status quo, bez względu na to, jakie ono dzisiaj jest. Ba... przecież Lechu zasłynął z tego, że był nawet „za i przeciw” swoim własnym rządom! Jeśli zbliżają się wybory, to Wałęsa szuka nowej niszy, w której mógłby coś zagrać. Zrobić siusiu do oficjalnej kropielnicy. Że to jest kłopotliwe dla rządzących, a czasem przybiera kształt awanturniczy? I cóż z tego? Przecież jak ktoś się bierze za sojusz z Wałęsą, to znać musi wałęsowską teorię zderzaków. Myślę, że tym, kto się po Rzymie nie dziwi, ani nie wpada w pokusę nazbyt łatwych potępień – jest Donald Tusk. Zagrał Wałęsą, wiedząc, że musi to mieć swoją cenę. . Może bardziej niż wszyscy inni politycy europejscy razem wzięci, skoro buduje pierwszą w historii partię paneuropejską, czyniąc tym samym milowy krok ku politycznej integracji kontynentu. Ale Ganley jest żywiołowo antyelitarny i antytechnokratyczny. Tak samo jak Wałęsa. I tak samo jak Wałęsie – na nieco awanturniczy sposób – marzy mu się wymiecenie dotychczasowej elity, z jej mało ludową doktryną „europeizmu” (jak zgrabnie ową ideologię określił Vaclav Klaus). . Aby się tego dowiedzieć, wystarczyło słuchać niedawnych wywodów Wałęsy w europejskiej Radzie Mędrców, której intelektualny klimat tak go już irytował, iż publicznie rozważał możliwość odejścia. Bo Wałęsę trzeba po prostu chcieć rozumieć. I wtedy nie ma się ochoty brać udziału ani w powracającym w Polsce wałęsowskim kulcie ( WA-ŁĘ-SA-WA-ŁĘ-SA !!!), ani w antywałęsowskich histeriach (BO-LEK-BO-LEK !!!).