Dziennik Gazeta Prawana logo

Goryle w kaskach

17 czerwca 2009, 12:11
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
W Rwandzie poczułem się jak w domu albo jak w sowieckim pociągu, a to przecież prawie to samo. Ledwo co wszedłem do autobusu, a pasażerowie wyciągnęli jajka na twardo, pojawiła się też - słowo daję - herbata w butelce po wódce. Ech, łza się w oku zakręciła.

A tak na marginesie, czy naprawdę nie można by jakoś upamiętnić postaci peerelowskiego urzędnika w delegacji - z jajkiem na twardo obieranym na gazecie, z herbatą w butelce po wyborowej? To zadanie godne Muzeum Narodowego.
Ale nie będę państwa przekonywał, że Rwanda to taki Peerel, tylko w lepszym klimacie. Są bowiem poważne różnice. Otóż rwandyjski reżim, mniej więcej tak samo demokratyczny jak rząd gen. Jaruzelskiego, trzyma się wiary. Co ja mówię: trzyma się, on ją krzewi tak, że bardziej nie można! Otóż za jakiś tydzień rozpocznie się tu wielodniowa uroczystość chrztu goryli. Kilkanaście sztuk całkowicie dzikich małoletnich człekokształtnych dostanie, jak co roku, w asyście prezydenta Paula Kagame i najważniejszych oficjeli, nowe imiona. Uroczystość nazwano chrztem mimo protestów Kościoła. Pomysły zachodnich antropologów, by przyznać gorylom i szympansom - naszym najbliższym krewnym - przynajmniej część praw człowieka, trafiają, jak widać, na podatny grunt. Nie wiadomo tylko, dlaczego akurat w Rwandzie i czy postępowym naukowcom chodziło akurat o prawa chrześcijan, ale mniejsza z tym.
Na pierwszy taki cyrk prezydent zaprosił miejscowe duchowieństwo. Ponieważ głowie państwa, w trosce o głowy własne, się nie odmawia, więc i kler się stawił. Biedni misjonarze (to oni prowadzą parafie w górach, gdzie żyją goryle) do dzisiaj padają ofiarą żartów kolegów, dopytujących, czy ich parafianie skończyli już z poligamią albo czy płacą choć podatek kościelny, skoro za wizytę u siebie każą bulić turystom po 500 dolarów. No i czy Jego Ekscelencja ojciec chrzestny zobowiązał się pomóc w wychowaniu potomstwa w duchu katolickim.
Ale niech nie narzekają. Wszak religia jest stale obecna w życiu Rwandyjczyków. Weźmy takie boda boda, czyli motocyklowe taksówki, operujące w całym kraju. Służą one nie tylko do szybkiego i taniego przemieszczania się (zwłaszcza w zatłoczonych wielkich miastach Afryki Wschodniej są niezastąpione), ale i do rozwoju życia duchowego. Krótkie akty strzeliste w rodzaju: "Jezus, Maria!”, albo "O Boże!”, na widok tego, co wyprawiają kierowcy, są bowiem nieodmienną częścią podróży tym środkiem lokomocji.
W Rwandzie, kraju cywilizowanym, obowiązkowym wyposażeniem pasażera uczyniono kask. To nieprawda, że pamięta on czasy belgijskich kolonizatorów, ale to prawda, że wymyślił go niezły figlarz. Kask ów nie chroni bowiem przed niczym, ale efekt jest taki, że jeśli którejś z podróży boda boda nie przeżyję, to będę w tym kasku wyglądał jeszcze głupiej niż za życia. Zapewniam państwa, że to możliwe.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj