BARBARA KUDRYCKA*: Nie jestem zwolennikiem komercjalizacji studiów. Niektórzy usiłują sprowadzić nasz projekt do prostej zmiany systemu finansowania uczelni i studentów. Tymczasem próbujemy
wprowadzić zmiany dużo ważniejsze. Polskie uczelnie powinny jak najszybciej stać się konkurencyjne względem uczelni zagranicznych. Chcemy doprowadzić do tego przez konkurencyjne mechanizmy
funkcjonowania uniwersytetów. Tak by o osiągnięcia naukowe, dydaktyczne i wyniki studiów rywalizowali w zdrowy sposób ze sobą pracownicy naukowi, dydaktyczni, a nawet sami studenci. Od momentu
wejścia do Unii Europejskiej zaostrza się konkurencja na rynku szkolnictwa wyższego. Duża część najzdolniejszych młodych ludzi wybiera uczelnie poza Polską. Poza tym wchodzimy w okres niżu
demograficznego, który trwać będzie 13 lat. Nasze reformy, które nazwaliśmy wspólnie „Partnerstwem dla wiedzy” mają na celu przeciwdziałanie sytuacji, w której coraz
więcej najlepszych maturzystów wyjeżdżać będzie na studia za granicę, a na rynku pozostaną tylko uczelnie najlepsze i być może najsłabsze, czyli te najmniej wymagające. Chcemy to
osiągnąć poprzez poprawę jakości kształcenia i pracy naukowej na uniwersytetach, aby studenci z innych krajów przyjeżdżali do Polski, a nie odwrotnie. W wielu krajach UE wprowadzone zostały
reformy dużo głębsze, więc zagrożenia są również większe.
Takie zmiany, które pozwolą zdywersyfikować źródła finansowania polskich wyższych uczelni i przyznać priorytet najlepszym: studentom, uczonym, zespołom badawczym, wydziałom czy całym
uniwersytetom. Chcemy odejść od socjalistycznego modelu „wszystkim po równo”, bo ten model się w Polsce nie sprawdził. To on właśnie odpowiedzialny jest za zmniejszenie
aktywności twórczych środowiska akademickiego, które ma wielki potencjał, w 70 proc. odpowiada za obecny stan nauki w Polsce. A więc zachowania ciągłości pracy dydaktycznej finansowana
będzie na dotychczasowych zasadach, a wszelki rozwój – w konkursach.
Model, który obecnie mamy, ma charakter pośredni, a więc nie w pełni rynkowy. Wdrażamy konkurencję wszędzie tam, gdzie jest to możliwe w tym systemie. W sytuacji istnienia dwóch sektorów
szkolnictwa wyższego (publicznego i niepublicznego) w drodze konkursów na równych prawach mogą już uzyskiwać fundusze na badania własne, kierunki zamawiane, poprawę potencjału dydaktycznego
etc. W założeniach do reformy staramy się wszczepić większą konkurencję także w innych sferach np. większą konkurencję w zakresie osiągnięć naukowych studentów. Dlatego proponujemy,
aby na możliwość studiowania drugiego kierunku na koszt państwa zapracowali swoimi ocenami i osiągnięciami naukowymi. Chcemy też zwiększyć wartość nagród ministra i stypendiów naukowych
kierowanych do studentów. Proponujemy "Diamentowy Grant" dla stu najlepszych studentów, którzy ukończyli licencjat, umożliwiający im prowadzenie badań na poziomie
doktorskim.
Prof. Szacki ma rację. Uniwersytety powinny przekazywać studentom przede wszystkim uniwersalną, ogólną wiedzę. Ale chodzi też o to, aby wiedza ta oparta była na najnowszych badaniach. Wąska specjalizacja studiów z pewnością nie jest najlepszym rozwiązaniem. Dlatego proponujemy, aby jednostki z uprawnieniami habilitacyjnymi miały prawo samodzielnie kształtować kierunki i programy studiów. Dzięki temu powinno powstać więcej oryginalnych kierunków o charakterze interdyscyplinarnym i międzywydziałowym. Poza uniwersytetami mamy jednak także politechniki, uczelnie medyczne czy też artystyczne, nie mówiąc o zawodowych. Tam w większym stopniu niż na uniwersytetach należy też dbać o to, by studenci nabyli określone, potrzebne w zawodzie umiejętności.
Uniwersytet powinien niwelować nierówności poprzez różnego rodzaju systemy stypendialne. Chcielibyśmy, żeby rozwinął się rynek stypendiów zewnętrznych dla studentów fundowanych
– jak ma to już miejsce – przez samorządy lokalne, ale także przez pracodawców i przedsiębiorców, biznes, organizacje pozarządowe.
Oderwanie uczelni od rynku pracy jest szczególnie krytykowane w naszym kraju przez pracodawców i przedsiębiorców. Tę sytuację trzeba szybko zmienić. We wspomnianych przeze mnie założeniach
reformy planujemy m.in. wprowadzenie możliwości kształcenia wspólnego z pracodawcą, kształcenia na zamówienie pracodawcy, a także włączenie praktyków z organizacji gospodarczych do procesu
dydaktycznego na kierunkach o profilu zawodowym. To szczególnie politechniki, a także szkoły zawodowe, powinny kształcić pewne umiejętności potrzebne pracodawcom. Jeśli weźmiemy pod uwagę,
że na przykład biznesmen, który ma firmę budującą mosty, musi korzystać z najnowszych technologii budowlanych, aby nie wypaść z rynku polskiego i europejskiego, to z pewnością jest
zainteresowany zatrudnieniem u siebie studentów, którzy znają najnowsze technologie budowy mostu.
Nie jest aż tak dobrze, aby szkolenia mogły rozwiązać sprawę. Pracodawcy skarżą się, że studenci uczą się rozwiązań niestosowanych już od lat w praktyce, w wielu dziedzinach zmieniają
się nie tylko urządzenia, których obsługi można nauczyć się na kursach, ale cały system myślenia o możliwościach ich wykorzystywania. Nie możemy pozwolić, aby młodzi absolwenci uczelni
stwierdzali, że studia, które ukończyli, nie przygotowały ich do późniejszej pracy. Wydaje mi się, że najlepszym przykładem są tu uczelnie medyczne. Trudno sobie wyobrazić absolwenta
medycyny, który posiadałby tylko i wyłącznie teoretyczną wiedzę bez praktyki w szpitalu, która nauczyłaby go stawiać nie tylko medyczne diagnozy, ale również korzystać z coraz bardziej
zaawansowanej aparatury medycznej.
Ale te metody powinny zostać wprowadzone na innych kierunkach studiów – nie tylko na uczelniach technicznych, ale też chociażby na prawie, socjologii, administracji, gdzie studenci
uczeni są wiedzy bardzo teoretycznej, a tymczasem potrzebne są również praktyczne umiejętności. Zdarza się bowiem, że absolwent studiów prawniczych lub administracyjnych nie potrafi nawet
napisać pisma procesowego lub decyzji administracyjnej. Dlatego doceniając szczególną wartość uniwersytetu w kształceniu humanistycznym i społecznym, uważam, że poza ogólną, uniwersalną
wiedzą i kreatywnym myśleniem może lepiej kształcić określone umiejętności, np. metody prowadzenia badań socjologicznych przez socjologów czy też pisania artykułów na
dziennikarstwie.
Ponieważ zmiany dotyczą jedynie uczelni, których profile wymagają innych umiejętności niż te, które zawarte są w ocenach na świadectwie maturalnym. Przykładowo ocena z WF-u nie może być
podstawą do przyjęcia na uczelnię sportową. Podobnie jest z uczelniami artystycznymi. Wprowadzając oceny z matury jako podstawy do przyjęcia na uczelnię wyższą, ówcześni decydenci
zapomnieli o specyfice niektórych uczelni i dziś mamy do czynienia z tym, że AWF musi za każdym razem występować do ministerstwa o zgodę na przeprowadzenie dodatkowych testów dla kandydatów
na studia.
Planowane zmiany miały na celu deregulację uciążliwych dla uczelni i wydziałów procedur administracyjnych – zatwierdzania przez ministra wniosków uczelni o przeprowadzenie
wewnętrznego egzaminu na studia. W ramach deregulacji nie będą one musiały występować o zgodę na przeprowadzenie takich egzaminów.
To prawda. Nie ma jednak niebezpieczeństwa, że wszyscy maturzyści będą musieli zdawać dodatkowe egzaminy na studia. Z tym wiąże się jeszcze jedna zmiana. Chcemy, żeby na dyplomach
ukończenia studiów było godło uczelni, żeby każda uczelnia sama odpowiadała za własną markę i prestiż. A więc może się zdarzyć, że na najbardziej prestiżowym kierunku studiów to
senat uczelni rozstrzygnie, że na studia na tym wydziale należy zaprosić najwybitniejszych maturzystów i przeprowadzić dodatkowy test kompetencyjny. Inaczej nie będzie szans na wykreowanie
wybitnych zespołów badawczych, które składać się przecież muszą z najbardziej cenionych naukowo profesorów, ale także najbardziej utalentowanych doktorantów i studentów.
Ależ wręcz przeciwnie. Równość szans polega na tym, że wszystkim daje się równe szanse konkurowania o pewne przywileje czy też uprawnienia. Szansa dana jest wszystkim, ale korzystać z
przywilejów mogą już tylko ci, którzy spełnią określone warunki. Dzisiaj korzystać ze studiów bezpłatnych mogą ci, którzy mieli lepsze od innych oceny na maturze. Jeśli ktoś,
korzystając z równych szans, nie spełni warunku i nie zda testu kompetencyjnego, wtedy będzie mógł studiować na innej uczelni przyjmującej na studia bez egzaminu. Warto również pamiętać,
że przy niżu demograficznym bardzo rzadko uczelnie będą rzeczywiście wprowadzać dodatkowe egzaminy. Już w tej chwili uczelnie zabiegają o każdego studenta – także na studiach
dziennych. A potem profesorowie narzekają, że coraz słabsi studenci tam studiują.
Temu służy między innymi system punktów ECTS, które będą szły za studentem, a za tymi punktami, a więc za studentem – finansowanie. Dzięki temu systemowi maturzysta, który nie ma
wysokich ocen na maturze, nie zda testu kompetencyjnego i zacznie studiować na słabszej uczelni, gdzie objawi się jego talent, będzie mógł zmienić szkołę na lepszą. Mam świadomość tego,
że zdolności nie muszą być od razu widoczne na maturze ani na egzaminie wewnętrznym, który też może być niemiarodajny. Dlatego przyznajemy studentom więcej punktów ECTS, niż wynika z
liczby semestrów, aby student mógł bezkosztowo zmienić uczelnię lub gdy stwierdzi, że wybrał kierunek niezgodny z jego talentami czy oczekiwaniami, będzie mógł zmienić również
bezkosztowo kierunek studiów.
Bardzo trudno jest mi komentować matury i ich wartość dla uczelni. Znam opinie profesorów, którzy twierdzą, że jakość studentów się obniża. Ale myślę, że to ma związek raczej ze
zmianą skali i liczby studentów. Jeśli teraz mamy ponad 50 proc. maturzystów, którzy idą na studia, a kiedyś było to 7 proc., to na pewno trafiają się lepsi i gorsi. Wyraźnie widać, że
uczelnie konkurują ze sobą o studentów i my chcemy doprowadzić do tego, żeby konkurowały nie tylko o każdego studenta, ale głównie o dobrego, bo dzięki temu naprawdę wykształcą się
elitarne uczelnie i prawdziwe elity. Wysoki poziom scholaryzacji służy bowiem w sposób nieoceniony wzrostowi jakości kapitału ludzkiego w Polsce, ale w żadnym państwie elita nie stanowi 50
proc. społeczeństwa.
_______________________________________
* BARBARA KUDRYCKA jest ministrem nauki i szkolnictwa wyższego