Sobota – niedziela

Reklama

Nie wiem, dlaczego telewizja publiczna nie wybiera sobie prezesa na zasadzie audiotele. Powiedzmy, kandydaci przez tydzień mieszkają razem w domu Wielkiej Siostry, widzowie poznają ich poglądy, charaktery, poziom kultury osobistej, zainteresowania i poczucie humoru. A potem głosują, na, powiedzmy, najbardziej kompetentnego, a reszta zostaje w domu Wielkiej Siostry pod kluczem na całą kadencję urzędującego prezesa. I kłopot z głowy.

Poniedziałek

Minister(ka) pracy ostrzega: ciąża albo zdrowie, wybór należy do Ciebie.

Wtorek

„For He is a jolly good fellow, for He is a jolly good fellow... which nobody can deny... and so say all of us...”. To na cześć naszego kochanego Jerzego Buzka. (Tłumaczenie dla polskich eurodeputowanych: www.learnenglishnieszczesnytumanie.com.pl).

Środa

To jednak tydzień dobrych wiadomości: Paweł Graś oświadczył, że nie jest niemieckim szpiegiem. Uff. Natomiast dziedzic pruski, przepraszam, prezes państwowego banku, Pruski, został odwołany. I to było chyba tak: minister skarbu chce go odwołać, a minister finansów zatrzymać albo odwrotnie. Czy naprawdę o losie prezesa banku musi decydować bitwa ministrów? Nie lepsze byłoby audiotele? Kto ma być prezesem PKO BP: Pruski, Joanna Brodzik czy może jednak Leo Beenhakker? Wyślij SMS o treści... Nie byłoby też źle wybrać tą drogą kuratora – jego wejście do tele zapowiedział sam minister Grad (oby nie zapomniano o bezpośredniej transmisji!).

Czwartek

Tym razem audiotele wskazało, że polskim prezydentem będzie Aleksandra Kwaśniewska, wygra w tzw. cuglach z Donaldem Tuskiem. Jest jakiś szkopuł w tym, że pani Kwaśniewska nie chce być politykiem. Tak oto zamyka się kwadratowe koło: naród nie chce, aby prezydentem został polityk. Polityk to sobie może najwyżej zostać przewodniczącym Parlamentu Europejskiego.

Piątek

O mamo, ale się rypnąłem! Jolanta, nie Aleksandra. Jolanta!

Przepraszam panią Aleksandrę Kwaśniewską z Kozienic, która wskutek mojego błędu została posądzona przez sąsiadów o to, że będzie prezydentem i cały dzień przyjmowała męczące wizyty – wiecie, co i komu ma załatwić w Warszawie. Ludzie, nie chodźcie do pani Oli.

Chodźcie do pani Joli.