MACIEJ WALASZCZYK: Czy obecna sytuacja z premierem Waldemarem Pawlakiem, który po niecałych dwóch latach trwania koalicji PSL z Platformą Obywatelską dał wyraźny sygnał, że mu się w niej coraz mniej podoba, czegoś panu nie przypomina?
LESZEK MILLER: Taka wypowiedź Waldemara Pawlaka musiała się prędzej czy później pojawić.

Reklama

Dlaczego?
Polskie Stronnictwo Ludowe od dawna choruje na poważną przypadłość, którą można określić jako chęć bycia jednocześnie w koalicji rządzącej i opozycji, co wiąże się z możliwością czerpania korzyści zarówno z jednej jak i drugiej sytuacji.

W czasach, kiedy pan był premierem, ludowcy od początku przejawiali taką przypadłość? Czy raczej ujawniła się ona dopiero wtedy, gdy pojawiły się kłopoty?
Pewne symptomy były widoczne już od samego początku, bo w ówczesnym PSL funkcjonowała dosyć wyraźna grupa działaczy ludowych, którzy w żadnym razie nie chcieli tej koalicji w kontekście naszego głównego celu jakim była integracja europejska. Tacy działacze, jak Janusz Dobrosz, Janusz Wojciechowski, Bogdan Pęk, od początku koalicję SLD i PSL starali się torpedować. Dzisiaj premier Donald Tusk jest w bez porównania lepszej sytuacji, bo tej grupy w Stronnictwie już nie ma. Jednak przypadłość funkcjonowania na dwóch frontach, czyli właśnie zarówno w opozycji, jak i w koalicji, pozostała.

Jak się to objawiało?
Coraz częściej można było zaobserwować taką sytuację, że to, co zostało ustalone podczas posiedzenia Rady Ministrów, było później kontestowane podczas posiedzenia klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego. Detonatorem wyjścia partii Jarosława Kalinowskiego z koalicji z Sojuszem było głosowanie klubu PSL nad ustawą wprowadzającą winiety. Najpierw ludowcy poparli ją jako projekt rządowy, a potem klub PSL głosował przeciw niej. Dlatego uznaliśmy wtedy, że nie da się pracować z koalicjantem, który jest totalnie nieprzewidywalny.

Jak pan ocenia, który motyw jest dzisiaj silniejszy? Ten pryncypialny sprzeciw Waldemara Pawlaka przeciw wyprzedaży resztek majątku narodowego i krytyka zmiany stanowiska premiera w sprawie podwyżki podatków? Czy może obrona pozycji PSL w instytucjach i urzędach?
PSL pozostaje dzisiaj jedyną partią klasową. Tak więc dla ludowców interesy polityczne, społeczne i gospodarcze własnego środowiska są zawsze najważniejsze. Kierownictwo tej partii zdaje sobie sprawę, że zapotrzebowanie polskiej wsi na Polskie Stronnictwo Ludowe pojawia się wtedy, gdy PSL te interesy realizuje. Stąd opór ludowców przeciw reformie KRUS, która w ich ocenie naruszyłaby interesy pewnej części mieszkańców wsi. I choćby z tego punktu widzenia Stronnictwo zawsze będzie zwracało uwagę na takie problemy i interesy i podporządkowywało wszystko pilnowaniu, by nikt ich nie naruszył.

Co radziłby pan teraz premierowi: twardo bronić podjętych decyzji, czy iść na kompromis i ratować koalicję? Słowem, utrzymać spokój za wszelką cenę?
Ludzie, którzy mają decydujący głos w Platformie Obywatelskiej i PSL powinni szybko się spotkać i przygotować protokół rozbieżności, a więc wypisać te wszystkie kwestie, które są przyczyną napięć i ustalić graniczną datę ich realizacji. Z taką jednak konkluzją, że partner, który pierwszy złamie takie ustalenia, da drugiemu wolną rękę do zachowań takich, jakie uzna za stosowne, i zgodzi się na poniesienie ich politycznych konsekwencji. Chociaż z drugiej strony premier Donald Tusk pewnie doskonale wie, że istnieje alternatywa dla koalicji z ludowcami.

Myśli pan o Sojuszu Lewicy Demokratycznej?
Przecież poza ludowcami większość parlamentarną można zbudować tylko z SLD oraz zawrzeć nieformalny układ z grupą czterdziestu kilku posłów niezrzeszonych. Tusk pewnie zdaje sobie sprawę, że nie jest skazany na PSL.

Dlaczego akurat teraz Pawlak udzielił tego wywiadu „Newsweekowi”, w którym krytycznie odniósł się do zachowań premiera i PO? Co to tak na prawdę oznaczają jego słowa?
To bierze się z faktu, że w opinii Pawlaka i jego kolegów kryzys gospodarczy może się pogłębić, że jesień może okazać się bardzo trudnym czasem dla Polaków, dlatego pora przekazać dalej sygnał, który jasno pokaże, że Ludowcy nie zamierzają brać za to wszystko odpowiedzialności.

Kiedy, w miarę konkretnie, można się więc spodziewać rozpadu koalicji rządowej? Jaki będzie dostatecznie mocny pretekst do jej zerwania przez partię Pawlaka?
Gdyby złe tendencje w polskiej gospodarce się pogłębiły, to oni zawsze będą mogli powiedzieć: „A nie mówiliśmy? Przecież przestrzegaliśmy i napominaliśmy naszego koalicjanta, który pozostał głuchy na nasze słuszne apele? Nie mamy najmniejszego zamiaru firmować kryzysu własnym szyldem”. Być może PSL szykuje się już do ewakuacji, by partner po prostu wypchnął je z koalicji.

Czekają więc na dogodny moment, by do tego doprowadzić i sprowokować konflikt z Platformą?
PSL nie było nigdy skore do takiego spektakularnego i demonstracyjnego opuszczania koalicji rządzącej, w której z SLD było już dwa razy. Takie zachowanie zawsze utrudniało im sytuację polityczną, bo – jak powiedziałem – cechą ludowców jest chęć bycia w koalicji i pozostawania jednocześnie jedną nogą w opozycji.

Od czego więc zależy dalszy udział PSL w obecnej koalicji?
Dziś jednak wszystko zależy od tego, co stanie się jesienią, od stanu gospodarki, nastrojów Polaków i odporności ich kieszeni na ekonomiczne wstrząsy. Być może, gdyby zła sytuacja gospodarcza gwałtownie się pogłębiła, to ludowcy byliby skłonni zaryzykować i wyjść z koalicji, a nie tylko tworzyć sytuację trudną do zniesienia i dawać Platformie Obywatelskiej pretekst do ich wypchnięcia.