TOMASZ POMPOWSKI: Niektórzy obserwatorzy mówią o nowej polityce Rosji. Dowodem na to mają być ostatnie przyjazne sygnały Rosji wobec Europy odnośnie problemu embarga nałożonego na Polskę. Czy te zwiastuny "odwilży" dają panu nadzieje na zwycięstwo w sprawie Michaiła Chodorkowskiego?

ROBERT AMSTERDAM: Zupełnie nie zgadzam się z tymi ocenami. Stan, w którym dziś znajduje się Rosja, nazywam „biurokratycznym nihilizmem”. W czasach Związku Sowieckiego myślało się tam tylko dniem teraźniejszym – wbrew propagandzie nikt tam nie zamierzał tworzyć długoterminowego planu. Kraj był zarządzany doraźnie – poprzez centralne planowanie. Partia robiła wszystko, żeby obywatele mieli wystarczająco trosk na co dzień i nie myśleli o jutrze. I pod tym względem do dziś nic tam się nie zmieniło. Urzędników interesuje tylko to, gdzie, ile i jak szybko mogą coś ukraść, a nie ile uczciwie zarobią. Na Zachodzie opinia publiczna nadal tego nie chce zrozumieć.

Widać tymczasem ostry zwrot Rosji do najgorszych czasów terroru. Odradza się archipelag Gułag. Wraca system niezwykle dotkliwych, aspołecznych kar polegających na wywożeniu ludzi z dala od bliskich. Tworzone są kolonie karne, które niemal niczym nie różnią się od łagrów. Po osądzeniu i wysłaniu więźniów na długoletnie wyroki słuch po nich ginie. Czym zatem ten system się różni od tego z czasów Breżniewa? W kręgach rządzących i wielu strukturach tego państwa odradza się po prostu mentalność z tamtego czasu.



Jak ta breżniewowska mentalność się przejawia?

Będę mówił bez ogródek. Sprawa Jukosu jest częścią aktualnej polityki Rosji – to papierek lakmusowy sytuacji tam panującej. Ludzie z tą firmą związani albo już nie żyją, albo zostali wtrąceni do więzień. Tylko niektórym udało się zbiec. Prawnik Jukosu „Wasyli” Aleksemian przebywa od 9 lat w areszcie moskiewskim. Sam Michaił Chodorkowski trafił do kolonii oddalonej kilkaset kilometrów od rodzinnego domu – pod granicę chińską. Celem było odcięcie go od rodziny i znajomych, osamotnienie i przekonanie, że jest już tylko na łasce i niełasce państwa. Zarówno w sprawie Chodorkowskiego, jak i Jukosu rosyjskie sądy wykonują polecenia sił rządzących w Rosji. A im zależy na dalszym przetrzymywaniu w więzieniu osób, które były pracownikami i menedżerami tej firmy. Chodzi o to, żeby nie wyszła prawda o ciemnych interesach ludzi rządzących na Kremlu. Dlatego rosyjskie władze zdecydowały się zniesławić Chodorkowskiego poprzez postawienie mu zarzutów o przestępstwa podatkowe, które zostały popełnione przez zupełnie innych ludzi. To standardowa technika wykorzystywana przez KGB w czasach, gdy jej szefem był Jurij Andropow. Trzeba pamiętać, że Chodorkowski, podobnie jak i Jukos, zapłacili największe podatki do kasy państwa rosyjskiego. Stawianie mu zarzutów niepłacenia podatków to akt zniesławiania go.



Sytuacja, w której znalazł się Chodorkowski, jest tragiczna, ale to jeszcze nie wystarczy, żeby mówić o odradzaniu się w Rosji terroru. Tym bardziej że przed uwięzieniem szef Jukosu należał do grupy uprzywilejowanej.

To tylko dowodzi, że żadna społeczna pozycja nie chroni dzisiaj przed represjami. Oprócz renesansu gułagów wraca praktyka brania ludzi jako zakładników państwowych. Porywają ich organa milicji za zgodą sądu pod byle pozorem. Potem przetrzymuje się taką osobę, wymuszając na innej, żeby oddała się w ręce systemu sprawiedliwości.



Wie pan o takich sytuacjach?

Ofiarą takiej praktyki padła na początku grudnia ubiegłego roku młoda radczyni prawna Jukosu. Swietłana Bachmina trafiła za kraty po serii całonocnych przesłuchań, w których próbowano wymusić na niej zeznania obciążające jej zwierzchników. Została aresztowana wcześnie rano w obecności swoich dzieci. Postawiono jej zarzuty o przestępstwa popełnione jakoby siedem lat temu, kiedy miała 28 lat i dopiero zaczynała pracę w Jukosie po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Przez dziewięć dni prowadziła głodówkę, bo od chwili aresztowania nie zezwolono jej nawet raz zadzwonić do dzieci (w wieku trzech i ośmiu lat). Zarzuty były sfabrykowane.Ten przypadek jest dowodem na to, że rosyjskie państwo bierze zakładników. Prokurator się zresztą do tego przyznał. Chodziło o to, żeby wymusić przyjazd jej zwierzchnika, który schronił się przed zemstą władz w Londynie. Bachmina została skazana na 7 lat więzienia i wywieziona do kolonii więziennej w Permie. Podobnie jak Chodorkowski przebywa bardzo daleko od rodziny. Biurokraci rosyjscy nie tylko kradną kapitał firm takich jak Jukos, ale ich pracowników biorą jako swoich zakładników. To w pewnym sensie „terroryzm państwowy”. Ten przypadek powinien zostać opisany przez Kafkę. Dołączam się do takich wielkich działaczy na rzecz poszanowania praw człowieka w Rosji jak Władimir Bukowski, którzy alarmują, że widzimy odradzanie się mentalności sowieckiej.



Czy to nie są zbyt daleko idące uogólnienia? Wielu ludzi, zarówno w Rosji, jak i na Zachodzie, powiedziałoby, że ma pan antyrosyjską fobię.

Skądże znowu. Cenię sobie dorobek kultury rosyjskiej i mam wielu przyjaciół wśród Rosjan. Mówimy jednak o obecnych władzach na Kremlu i Łubiance. Sam doświadczyłem na własnej skórze odradzającego się zamordyzmu z najgorszych czasów Breżniewa, a może i Stalina. Zostałem aresztowany i deportowany z Rosji. Stało się to we wrześniu. O pierwszej nad ranem wtargnęło do mojego pokoju kilku pracowników FSB. Chcieli, żebym pojechał z nimi na komisariat. Odmówiłem i powiedziałem, żeby brali mnie siłą. Zauważyłem przy tym, że jeden z funkcjonariuszy ma włączony mikrofon. Dostałem 16 godzin na opuszczenie Rosji. Zawlec mnie na komisariat się nie odważyli.

Za każdym razem, kiedy ja lub moi koledzy prawnicy byliśmy prześladowani przez FSB, robiliśmy zdjęcia. Najścia na nas traktowaliśmy jako akty agresji politycznej. W końcu FSB zaczęła być ostrożna i nie stwarzała sytuacji, które mogłyby ściągnąć na nich krytykę. Jednak po tym ostatnim zatrzymaniu i usunięciu z Rosji jak dotąd nie udało mi się tam wrócić. A teraz po tym co stało się z Litwinienką, można powiedzieć, że jeśli grozi ci coś w Rosji, to nie jesteś również bezpieczny poza jej granicami.