Polsce i Polakom potrzebna była prawda o sprawie arcybiskupa Wielgusa, ponieważ tylko prawda może podbudować naród, podbudować Polskę zgodnie z najlepszymi tradycjami z przeszłości i dać następnym pokoleniom nadzieję na przyszłość - pisze w "Fakcie" Robert Moynihan.
Bo w tym przypadku stawką jest sam naród, Polska, jej tożsamość, jej życie. I tylko prawda może być zdrowym środkiem prowadzącym do tej możliwej, pięknej,
przepełnionej nadzieją przyszłości.
Ale to musi być w końcu cała prawda. Bo łatwo jest powiedzieć "po prostu prawda", ale niezmiernie trudno jest odkryć "prawdę, całą prawdę i tylko prawdę", jak my, Amerykanie, mówimy składając przysięgę przed rozprawą. Bo prawda często bywa niepełna i manipulowana, i tak bardzo przemieszana z fałszem. To, co ludzie nazywają prawdą, często nie jest całą prawdą. Dlatego musimy być rozważni i mądrzy, a to jest trudne. Gdy emocje sięgają zenitu, rozwaga i mądrość to ich pierwsze ofiary.
W ostatnich tygodniach arcybiskup Wielgus został publicznie oskarżony o to, że przez ponad 20 lat kolaborował z komunistycznymi służbami specjalnymi, informując je o działalności Kościoła katolickiego. Wielgus zaprzeczał tym zarzutom. Mówił, że w czasach komunizmu miał kontakty z tajnymi służbami, ale nigdy nie współpracował aktywnie przeciwko Kościołowi. Twierdził również, że dokumenty są fałszywe. W końcu się przyznał.
By osądzić jego postępowanie, musimy poznać całą prawdę. Myślę, że z moralnego punktu widzenia niedopuszczalne byłoby szpiegowanie i donoszenie na kolegów, natomiast przekazywanie spostrzeżeń natury ogólnej na temat kondycji Kościoła lub informacja o tym, co się usłyszało w Kurii, prawdopodobnie nie wzbudziłoby zastrzeżeń, chyba że ktoś brał za to pieniądze.
Nie znam Wielgusa. Nie wiem, co zrobił ani dlaczego. Ale znam papieża Benedykta XVI. I znając papieża Benedykta, mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie, żeby wybrał na to stanowisko Wielgusa, gdyby wcześniej wiedział, że ten w czasach komunizmu postępował jak zdrajca, sprzedawczyk lub tchórz.
Zakończyłbym więc w ten sposób: niech prawda wyjdzie na jaw. Ale niech to będzie cała prawda. Dla przyszłej Polski.
Dr Robert Moynihan, redaktor naczelny miesięcznika "Inside the Vatican"
Ale to musi być w końcu cała prawda. Bo łatwo jest powiedzieć "po prostu prawda", ale niezmiernie trudno jest odkryć "prawdę, całą prawdę i tylko prawdę", jak my, Amerykanie, mówimy składając przysięgę przed rozprawą. Bo prawda często bywa niepełna i manipulowana, i tak bardzo przemieszana z fałszem. To, co ludzie nazywają prawdą, często nie jest całą prawdą. Dlatego musimy być rozważni i mądrzy, a to jest trudne. Gdy emocje sięgają zenitu, rozwaga i mądrość to ich pierwsze ofiary.
W ostatnich tygodniach arcybiskup Wielgus został publicznie oskarżony o to, że przez ponad 20 lat kolaborował z komunistycznymi służbami specjalnymi, informując je o działalności Kościoła katolickiego. Wielgus zaprzeczał tym zarzutom. Mówił, że w czasach komunizmu miał kontakty z tajnymi służbami, ale nigdy nie współpracował aktywnie przeciwko Kościołowi. Twierdził również, że dokumenty są fałszywe. W końcu się przyznał.
By osądzić jego postępowanie, musimy poznać całą prawdę. Myślę, że z moralnego punktu widzenia niedopuszczalne byłoby szpiegowanie i donoszenie na kolegów, natomiast przekazywanie spostrzeżeń natury ogólnej na temat kondycji Kościoła lub informacja o tym, co się usłyszało w Kurii, prawdopodobnie nie wzbudziłoby zastrzeżeń, chyba że ktoś brał za to pieniądze.
Nie znam Wielgusa. Nie wiem, co zrobił ani dlaczego. Ale znam papieża Benedykta XVI. I znając papieża Benedykta, mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie, żeby wybrał na to stanowisko Wielgusa, gdyby wcześniej wiedział, że ten w czasach komunizmu postępował jak zdrajca, sprzedawczyk lub tchórz.
Zakończyłbym więc w ten sposób: niech prawda wyjdzie na jaw. Ale niech to będzie cała prawda. Dla przyszłej Polski.
Dr Robert Moynihan, redaktor naczelny miesięcznika "Inside the Vatican"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|