DZIENNIK IDEI jest już instytucją. Po Johnie Grayu i Richardzie Perle’u, których gościliśmy zaledwie przed miesiącem, Warszawę odwiedził na nasze zaproszenie Norman Podhoretz - człowiek, który przed ćwierćwieczem rozpoczął amerykańską rewolucję konserwatywną - pisze Robert Krasowski, redaktor naczelny DZIENNIKA.
Zaproszenie do debaty z Podhoretzem przyjęli Ryszard Legutko i Radek Sikorski, ludzie w dzisiejszej Polsce bardzo wpływowi, którym idee konserwatywne są bliskie. Ale o
tym, że DZIENNIK IDEI jest instytucją potrzebną, przekonał tłum, jaki wypełnił wczoraj uniwersytecką aulę przy Krakowskim Przedmieściu. A nawet pikietujący przed budynkiem i próbujący
przerwać dyskusję przedstawiciele lewicowej młodzieży i "Robotniczej Demokracji", którzy chcieli przy tej okazji zademonstrować swoją niechęć do polityki amerykańskiej, a
także do człowieka, który na całym świecie jest uważany za jednego z jej czołowych ideologów.
Istotnie, słynny esej Podhoretza "Dlaczego byliśmy w Wietnamie" odegrał przed laty w USA rolę detonatora. Obudził amerykańskie elity polityczne z drzemki, w jaką wtrąciła je wietnamska katastrofa. Był jednym z sygnałów, że Ameryka zrywa z ostrożnym izolacjonizmem. I będzie się angażowała w rozwiązywanie globalnych konfliktów. Czasami niestety będzie także odpowiedzialna za ich eskalację. Bo oczywiście twardy konserwatyzm Podhoretza, promowana przez niego agresywna polityka amerykańskiego interesu i globalnej ideologii neokonserwatywnej miała też swoje cienie.
I można się z nim spierać o to, czy słowa o IV wojnie światowej i o zagrażających nam „islamofaszystach” realistycznie opisują zagrażające dziś Zachodowi niebezpieczeństwo, czy też prowadzą do zaostrzenia światowego konfliktu. Wczoraj w Warszawie taki spór miał miejsce. W otwartej, swobodnej dyskusji, w której na równych prawach wzięli udział przyjaciele i wrogowie Ameryki.
Istotnie, słynny esej Podhoretza "Dlaczego byliśmy w Wietnamie" odegrał przed laty w USA rolę detonatora. Obudził amerykańskie elity polityczne z drzemki, w jaką wtrąciła je wietnamska katastrofa. Był jednym z sygnałów, że Ameryka zrywa z ostrożnym izolacjonizmem. I będzie się angażowała w rozwiązywanie globalnych konfliktów. Czasami niestety będzie także odpowiedzialna za ich eskalację. Bo oczywiście twardy konserwatyzm Podhoretza, promowana przez niego agresywna polityka amerykańskiego interesu i globalnej ideologii neokonserwatywnej miała też swoje cienie.
I można się z nim spierać o to, czy słowa o IV wojnie światowej i o zagrażających nam „islamofaszystach” realistycznie opisują zagrażające dziś Zachodowi niebezpieczeństwo, czy też prowadzą do zaostrzenia światowego konfliktu. Wczoraj w Warszawie taki spór miał miejsce. W otwartej, swobodnej dyskusji, w której na równych prawach wzięli udział przyjaciele i wrogowie Ameryki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|