Dziennik Gazeta Prawana logo

"Rządzący na ostrym wirażu"

12 października 2007, 15:51
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
"Rząd jest na wirażu. Rządowa limuzyna wjechała w zakręt, nie uznając za stosowne nawet lekko przyhamować. Tym razem jednak zakręt okazał się ostrzejszy niż poprzednie" - pisze Kamil Durczok, szef "Faktów" TVN.
Mimo pozorów dyscypliny gabinet Jarosława Kaczyńskiego rozłazi się. Jak bardzo jest źle, widać po harcach wicepremierów. Roman Giertych pozwala sobie na gry, o których jeszcze kilka miesięcy temu nie śmiałby pomyśleć. Andrzej Lepper sprawia wrażenie, jakby nie bał się ani premiera, ani wyborów. Kto stracił autorytet? Od wielkości do groteski jest zdumiewająco blisko.

Pierwsze miesiące rządu to "ochy" i "achy" nad geniuszem strategicznym Jarosława Kaczyńskiego, nad tajnym planem, na końcu którego jest ostateczne zwycięstwo wielkiej prawicowej formacji rządzącej ze społecznym błogosławieństwem przez długie lata. Zamiast genialnego planu dostaliśmy kulawą i wstydliwą koalicję z awanturnikami Leppera i ideologami Giertycha. Ze źle skrywanym zniesmaczeniem Jarosław Kaczyński objaśnił Polakom, dlaczego kuma się z warchołami. A nad słowną ekwilibrystyką premiera unosiło się stare hasło Wałęsy: "Nie chcę, ale muszę". Reperacja Rzeczpospolitej odbywa się więc w towarzystwie Łyżwińskiego, Hojarskiej i Beger. Nie warto się pastwić nad kompanią, z którą premier buduje IV Rzeczpospolitą. Festiwal bon motów i określeń, którymi opisuje się koalicjantów PiS, też nie ma większego - poza językoznawczym - sensu. Ale jeśli Jarosław Kaczyński chce uprzedzić katastrofę, musi bacznie prześledzić historię koalicyjnego małżeństwa z przymusu. Bez problemów znajdzie w niej początki kryzysu, w którym tkwi dziś głębiej niż kiedykolwiek.

Drugi powód, dla którego rząd jest na ostrym wirażu, to taktyka. Bracia Kaczyńscy w naturalny sposób uznali starcie i kryzys za podstawowe narzędzie w swoim politycznym warsztacie. Rozpętać konflikt i kontrolować przebieg walki, a kiedy przybiera niekorzystny obrót, uciekać, wszczynając awanturę gdzie indziej. Głośniejszą, ostrzejszą, brutalniejszą i bardziej spektakularną. Pewnie specjaliści od politycznej kuchni długo będą analizować, jak sprytnie kryzys wokół Dorna i Sikorskiego został "przykryty" aferą z kardiochirurgiem z MSWiA. A kiedy dyskusja niebezpiecznie zaczęła się koncentrować wokół wątpliwego zarzutu zabójstwa i tego, że być może CBA i prokuratura przesadziły, pojawił się raport WSI. I zdominował publiczną dyskusję do dziś. To skuteczna metoda, która ma jedną wadę - znudzi się. Prędzej czy później ludzie będą mieli dość igrzysk. Kolejne oskarżenia, zwłaszcza po rozdętym do niezrozumiałych granic raporcie Macierewicza, będą robiły coraz mniejsze wrażenie. Ani agenturalność, ani prawdziwe czy wymyślone afery nie będą ludzi ekscytowały wiecznie. Już zresztą nie ekscytują tak jak kiedyś. Tylko premier zdaje się tego nie dostrzegać.

Ze zdumiewającą podejrzliwością tropi spiski i demaskuje układy, atakuje media i ekologów, rozdaje certyfikaty moralności. Ocenia, pochwala, oskarża, gani. Tyle że wszystko to robi coraz mniejsze wrażenie. W tym dziele dewaluowania własnych haseł warto się na chwilę zatrzymać przy raporcie z likwidacji WSI. Jest czymś zdumiewającym, jak koalicja na własne życzenie rozbroiła ten pocisk. I nie myślę nawet o pladze przecieków, które towarzyszyły likwidacji wojskowych służb. Problemem było raczej misterium odprawione wokół tajnego jeszcze dokumentu. Opowiadanie o mackach, setkach albo tysiącach agentów ulokowanych dosłownie wszędzie. To był tak intensywny proceder, że ludzie uznali w końcu, że agenci naprawdę są wszędzie. Także w ich miejscu pracy, wśród znajomych, może bliskich. Z szeroko otwartymi oczami czytałem potwierdzające to wyniki badań. "Agent jest obok mnie" - ponad połowa pytanych uważała to za całkiem normalny i prawdopodobny stan. Tak rozdęty balon musiał rozpaść się na mnóstwo słabo widocznych kawałków. I oczywiście skierował dyskusję na temat tego, jak raport powstawał, a nie co zawiera. Dokument jest amatorski, niechlujny, sporo w nim błędów. Długo potrwają jeszcze spory, jak bardzo szkodzi polskim służbom. Ale bezdyskusyjnie pokazuje sygnały zła, patologii i braku kontroli. I warto się nad tym pochylić.

Tyle że wrzawa, która wybuchła na własne życzenie autorów raportu, skutecznie przesłania meritum. Czy ktoś dziś pyta, jaka powinna być kontrola nad służbami, czy pytamy, jak sprawdzać fundusze służb, czy spieramy się o to, kto powinien pilnować, żeby nie stały się państwem w państwie?

Nie, bo ktoś dla doraźnych politycznych interesów ujawnił, że agentami i oficerami byli ambasadorowie, dziennikarze, a także ci, którzy z WSI nie mieli nic wspólnego. Ale taka widać uroda aktywności Antoniego Macierewicza. Ani prezydent, ani premier temu urokowi oprzeć się nie potrafią.

Raport dla powagi i autorytetu prezydenta i premiera może mieć fatalne skutki. Jeśli potrwa jeszcze przez chwilę wrzawa wokół uzupełniania dokumentu i skreślania kolejnych nazwisk, najbardziej ucierpi głowa państwa. A na stawianie pytania, czy było warto, będzie już za późno. Strat nie da się odrobić.

Być może jest tak, że rządu już nie ma. Tylko z gabinetu w Alejach Ujazdowskich tego nie widać. Premier w mediach widzi głównie wroga. Część aktywności poświęca straszeniu, ruganiu i demaskowaniu dziennikarskich spisków. Zastanawia się nad tym, kto inspiruje dziennikarzy, tak jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Nie przyjmuje do wiadomości, że dziennikarza może zainspirować każdy. I tylko od uczciwości osobistej i zawodowej zależy, czy tekst, który powstanie, będzie prawdziwy, napisany rzetelnie, po weryfikacji informacji, sprawdzeniu ich wiarygodności i zbadaniu źródeł. Ale takiej analizy premierowi wykonać się już nie chce, bo burzyłaby jego polityczną logikę. Szef rządu otoczył się szczelną kurtyną - pewnie z obawy, że ktoś chce przejrzeć jego polityczne plany. Kłopot w tym, że póki jej nie rozsunie, nie będzie widział, co tak naprawdę dzieje się wokół. I nawet nie zauważy, kiedy rządowy pojazd wypadnie z drogi.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj