Dziennik Gazeta Prawana logo

"Inteligencja zamieniła się w fachowców"

12 października 2007, 16:08
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Nowoczesna inteligencja, o której najtrafniej pisze Ryszard Legutko, jest powołana do świadczenia usług z racji specjalistycznej wiedzy, jaką dysponuje - pisze w "Fakcie" prof. Marcin Król. To kolejny głos w dyskusji o polskiej inteligencji.
Dyskusja na temat roli polskiej inteligencji, jaka ostatnio przetoczyła się przez łamy "Faktu", ujawnia przede wszystkim kompletnie anachroniczne podejście do tego zagadnienia. Otóż zarówno Richard Pipes, jak i Andrzej Nowak piszą o takiej inteligencji, jaka istniała na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Opisują to tak, jakby taka sama inteligencja z tymi samymi zadaniami istniała dzisiaj.

Wtedy inteligencja była potrzebna i to bardzo. Jej podstawowym celem i zadaniem było edukowanie społeczeństwa do funkcjonowania w warunkach demokracji i wolności publicznej. Obecnie nie jest to już jej zadaniem. I nie widzę inteligentów czy też intelektualistów, którzy by sobie takie zadanie stawiali.

Nowoczesna inteligencja, o której najtrafniej pisze Ryszard Legutko, jest powołana do świadczenia usług z racji specjalistycznej wiedzy, jaką dysponuje. W naukach społecznych obowiązuje definicja inteligencji jako tej, która wykonuje określoną pracę za pieniądze płacone jej z podatków obywateli. Praca ta polega na krytycznym i uważnym obserwowaniu życia publicznego i posługiwaniu się swoją wiedzą. Przez to pokazuje, jakie sprawy są najważniejsze, co rozwiązano dobrze, a co źle.

Inteligent nie jest wąskim ekspertem, lecz człowiekiem obejmującym szerokie horyzonty, myślącym często szerzej niż politycy zajęci doraźnymi sprawami i sporami, specjalistą od projektów społecznych, rozległych wizji i porządkowania priorytetów.

Zgadzam się z tymi krytykami inteligencji, którzy dostrzegają w niej skłonności do pychy wobec mniej wykształconych. W demokracji jest to niedopuszczalne. Jednak demokracja nie jest ustrojem odmiennym od innych, dlatego że wszyscy obywatele wiedzą wszystko i są równie mądrzy w odniesieniu do wszystkich spraw. Obywateli - w uważnym i krytycznym przypatrywaniu się władzy i społeczeństwu - wyręcza inteligencja. Po to jest i po to jest potrzebna, a nawet niezbędna.
Istnieją jednak dwa kłopoty.

Pierwszy, jak zwracają uwagę krytycy inteligencji, polega na tym, że łatwo z pozycji człowieka, który wie, bo dysponuje wiedzą, przejść na pozycję człowieka, który uważa się za namaszczonego, wyposażonego w misję czy też jedynego mądrego. I to się tak polskiej jak i całej zachodniej inteligencji niejednokrotnie zdarzało. Trzeba więc być roztropnym (a nie tylko inteligentnym) i rozumieć, że w demokracji inteligencja pełni jedynie funkcje służebne.

Jednak, i na tym polega drugi kłopot, inteligencja wypełnia swoją rolę wtedy, kiedy jej głos dociera zarówno do społeczeństwa, jak i do klasy politycznej.
Wysoko rozwinięte demokracje nieustannie korzystają z opinii inteligencji. Wystarczy spojrzeć na poziom intelektualny ludzi otaczających prezydenta Busha czy premiera Tony'ego Blaira. Ci przywódcy, którzy sami niekoniecznie są bardzo inteligentni, wiedzą, że rada inteligentów jest im potrzebna, ba, niezbędna. Dlatego potrzebna i niezbędna, że sami nie zjedli wszystkich rozumów, że istnieje takie zjawisko jak podział pracy i że w ramach tego podziału pracy inteligencja jest od doradzania i krytykowania.

Niestety, w Polsce nie tylko aktualna władza, a aktualna władza w wyjątkowo wysokim stopniu, lekceważy wiedzę i wydaje się sądzić, że sama wie wszystko. Nic dziwnego, że inteligencja czuje się sfrustrowana i niepotrzebna, że coraz częściej słyszymy głosy o udaniu się na emigrację wewnętrzną (ostatnio mówiła o tym publicznie Jadwiga Staniszkis), bo inteligencja znajduje się w głupiej sytuacji, kiedy jest opłacana za wykonywanie określonych społecznych i publicznych zadań, a potem nikt jej nie słucha, a nawet ją totalnie krytykuje. To zupełnie tak samo, jakby redakcja "Faktu" zamawiała u mnie teksty, płaciła za ich napisanie i nie publikowała. Raz tak się może zdarzyć, ale jeżeli byłby to stan permanentny, czułbym się co najmniej dziwacznie.

Dlatego spór o rolę inteligencji w przeszłości nie ma już żadnego znaczenia, lepiej mówić o roli ludzi wiedzy (socjologów, filozofów, politologów, ekonomistów, prawników itd.) w teraźniejszości.
Władza wykonawcza, która niczego od nich nie chce, sama się kompromituje, bo nie jest w stanie dobrze rządzić, zaś władza ustawodawcza nie jest w stanie uchwalać dobrego prawa. A zatem inteligencja to służba taka sama jak rządzenie, to wykonywanie za pieniądze określonej funkcji w społeczeństwie. Jeżeli ta funkcja nie jest poważnie traktowana i dobrze wykonywana, stan państwa i społeczeństwa jest znacznie gorszy.
Marcin Król, filozof, historyk idei
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj