Dziennik Gazeta Prawana logo

Bunt pięknych i mądrych

12 października 2007, 16:10
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Czasem warto czytać wypowiedzi polityków. Poseł PO Rafał Grupiński ogłosił poparcie dla dziennikarskiego "buntu" przeciw lustracyjnym oświadczeniom. Zajął stanowisko zupełnie odwrotne niż jego klubowy kolega Paweł Śpiewak - pisze Piotr Zaremba, publicysta DZIENNIKA.
Śpiewak pamięta, że ustawa lustracyjna to dzieło co najmniej w tym samym stopniu PiS co Platformy. Grupiński w nawale obowiązków chyba o tym zapomniał.

Ciekawe jest co innego. Grupiński z rozbrajającą szczerością objaśnia w rozmowie z "Rzeczpospolitą" motywy autorów dziennikarskiego protestu. "Jest on raczej sprzeciwem wobec wizji świata sformowanej przez PiS, a nie wobec samej lustracji. (...) Ta odmowa jest pochodną braku akceptacji dla sposobu instrumentalizowania człowieka w systemie prawnym".

Bingo! Pozostanie wprawdzie tajemnicą Grupińskiego. Dlaczego, skoro oświadczenia są symbolem "instrumentalizowania", głosował - wraz z prawie całym Sejmem, poza SLD - za obowiązkiem ich składania przez świat dziennikarski. Ważne jest co innego - Grupiński uchwycił może najważniejszy motyw tej coraz głośniejszej akcji.

Nie twierdzę bynajmniej, że on sam w jakikolwiek sposób za nią stoi. To się narodziło w gronie samych dziennikarzy, którzy są i czują się znacznie potężniejsi niż którakolwiek z partii. Polityk Platformy po prostu zauważył to, co powinien zauważyć każdy. I był bardziej szczery niż autorzy "antyoświadczeniowego" manifestu oraz ci, którzy się do nich zgodnie z logiką lawiny przyłączają.

Szukanie paraliżu
Czy tym motywem jest sprzeciw wobec samej lustracji? Na pewno znaczna część sygnatariuszy oświadczenia to jej oponenci, czasem jak w przypadku Wojciecha Mazowieckiego czy większości dziennikarzy "Gazety Wyborczej" - zagorzali i wieloletni. Ale przecież ta ustawa - skądinąd pełna wad i sprzeczności, jak wiele innych praw, których przestrzegamy - opisuje co najmniej trzy ścieżki lustracyjne.

Dlaczego szczególnie straszne miałoby być poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o przeszłość dziennikarza na podstawie oświadczeń, a nie na przykład umieszczanie jego nazwiska na bezdusznych listach sporządzanych przez IPN, gdzie nie ma objaśnienia, kto i co tak naprawdę robił. Mnie się wydaje, że to już raczej te listy (których przeciwnikiem byłem od początku) mogą być okazją do ludzkiej krzywdy. Albo z jakich to powodów bardziej sympatycznym - z punktu widzenia przeciwników lustracji - miałoby być grzebanie w ich teczkach przez innych dziennikarzy?

Oczywiście, dla przeciwników lustracji oświadczenia są najpraktyczniejszym narzędziem służącym sparaliżowaniu i ośmieszeniu lustracji w ogóle. Bo przez moment coś zależy od nich samych. Nie mogą zakazać umieszczenia się na IPN-owskiej liście. Nie mogą zamknąć innym dostępu do swojej teczki. Mogą próbować zabsurdalizować trzecią procedurę, która jest najbardziej mechaniczna i nieubłagana. Bo listy mogą być niekompletne. Bo ktoś może nie sięgnąć po teczkę kogoś innego. Natomiast oświadczenia są - przynajmniej w teorii - zobowiązaniem dla IPN. Szukajcie aż znajdziecie.

Co więcej - przeciwnicy lustracji stosowali przez cały czas jedną i tę samą taktykę - oprotestowywać to, co jest w danej chwili najbardziej aktualne. W 1999 roku właśnie wprowadzana procedura zwracania się do IPN o status pokrzywdzonego została obwołana antyludzką i poniżającą. W 2006, ponieważ prolustracyjny parlament chciał się z nią właśnie rozstać, okazała się nagle źrenicą swobód. Oświadczenia trzeba składać zaraz, teraz, więc należy je zwalczać. Listy będą pojutrze, więc dopiero wtedy staną się okazją do jeszcze bardziej rozdzierających protestów. A prawo grzebania jednych dziennikarzy w materiałach dotyczących innych? Już słyszę uszami wyobraźni ten lament, gdy reporterzy - przykładowo - "Newsweeka" dotarliby do papierów kogoś z "Polityki". Już widzę najkrwawsze argumenty o zdziczeniu.

Zwolennicy, ale przeciwnicy
Tyle że - powtórzę raz jeszcze - oświadczenia są równocześnie najłagodniejszym, najbardziej sprzyjającym ludziom lustrowanym elementem całego mechanizmu. Bo to w następstwie ich złożenia możemy zaskarżyć werdykt IPN do sądu. Bo przed tym sądem nie musimy dowodzić naszej niewinności, ale to państwo musi nam dowieść winy. Obowiązek ich składania wprowadzała nowelizacja prezydenta Lecha Kaczyńskiego uznana jeszcze niedawno dość powszechnie (także przez środowiska niechętne lustracji) za bardziej liberalną, przyjmowana wręcz z ulgą. Nie słyszałem jakoś wtedy namiętnych debat na jej temat. A przecież dziennikarze wczytują się w prawo - przynajmniej niektórzy. Znali tę zasadę już choćby dlatego, że obowiązuje ona od lat inne wolne zawody - na przykład adwokatów.

W tym kontekście szczególnie zabawna jest obecność w szeregach protestujących osób, które deklarowały się zaledwie przed tygodniem jako zwolennicy lustracji. Na przykład Monika Olejnik ogłosiła taki swój pogląd w "Dzienniku" w ubiegłą sobotę w wywiadzie z Robertem Mazurkiem. Także Tomasz Lis głosił przez lata, że jest zwolennikiem lustracji dziennikarzy, choć cywilizowanej. Dziś przyłączają się do protestu, dyskredytując lustracyjne oświadczenia jako zagrożenie dla praw i godności dziennikarza. Co jednak proponują w zamian? Jaka forma sprawdzenia przeszłości swojego środowiska - nie co do prawnych szczegółów, a co do zasady - mogłaby ich zadowolić? Mam wrażenie, że gdy ktoś, kto wychodzi poza rolę komentatora wydarzeń, próbuje stać się organizatorem obywatelskiej kampanii, powinien nam to wytłumaczyć.

Jedno z dwojga. Albo Lis i Olejnik są zwolennikami lustracji, ale zawsze nie tej, która obowiązuje w danym momencie. Albo ulegają owczemu pędowi, nie chcąc sprawiać przykrości reszcie środowiska. Tak jak pewien mój kolega po fachu, który podpisał protest przeciw czemuś tam, ale kiedy zwróciłem mu uwagę na sprzeczność tego tekstu z jego wcześniejszymi deklaracjami, szepnął przepraszająco: wiesz, ale ktoś z moich przyjaciół poprosił mnie o podpis.

To wszystko przekonuje mnie, że spór nie toczy się z pewnością o wady tego konkretnego prawa - jak twierdzą sami dziennikarze i liczne postaci wspierające protest - a o samą zasadę. Trzeba by więc wrócić do jego źródeł. Do debaty, dlaczego nasze życiorysy powinny być przejrzyste. Do dyskusji o tym, że ważny dziennikarz może być postacią mającą stokroć większy wpływ na rzeczywistość niż - przykładowo - lustrowany podsekretarz stanu. O tym, że mamy przywileje - na przykład prawo do zachowania tajemnicy dziennikarskiej - które uprawniają państwa do pytania, czy jesteśmy uwikłani własną biografią czy nie. Argumenty można mnożyć. Tym należy się zająć, a nie retorycznymi pytaniami czy oświadczenia w sprawie własnej przeszłości są - czy nie są zgodne z konstytucją. Dla bardzo ważnych środowisk w Polsce każda forma lustracji będzie sprzeczna z konstytucją.

Wojna, tylko z kim?
Ale też - i tu powrót do Grupińskiego - mam inne niemiłe wrażenie, które oczywiście dowieść dużo trudniej. Mogę się tylko powoływać na słowa posła PO i na własną intuicję. Czy tu chodzi istotnie tylko o lustrację? Czy ta wojna - przy całej ponadczasowej determinacji oponentów lustracji pod każdymi rządami - byłaby aż tak gwałtowna, gdyby nie obecna koalicja? Sami inicjatorzy protestu też zresztą to czasem, choć pośrednio, przyznają. Czy gdyby Polską rządziła dziś koalicja - powiedzmy - PO-PSL i gdyby próbowała wykonywać to samo prawo, Jacek Żakowski mówiłby o "nie swoim państwie"? Może tak. Może każdy rząd próbujący wykonywać lustracyjne przepisy byłby dla niego i wielu innych władzą obcą, nieomal okupacyjną. Ale może chodzi (też? przede wszystkim?) o upokorzenie Kaczyńskiego i jego ekipy. Za wszystko! Za "wykształciuchów" (do pojęcia tego nawiązują buntujący się w ślad za dziennikarzami naukowcy), za "łże-elity", za "hołotę". Za wszystkie prawdziwe i urojone nieprzyjemności, jakich część polskich elit doznała od tej władzy.

W tej wojnie trudno odróżnić profesora czy dziennikarza, który czuł się naprawdę urażony niefortunnymi nieraz, a czasem bezsensownie brutalnymi wywodami lubiącego "głośno myśleć" premiera (słynna KPP na temat "Gazety Wyborczej") od innego dziennikarza lub profesora, który będzie bronił III RP jak niepodległości, bo to fragment jego biografii. Bo to ona dała mu realne korzyści albo tylko poczucie dumy i nie życzy sobie zmiany jej na inne państwo. IV RP staje się skądinąd coraz bardziej fantomem, a agresja Kaczyńskiego jest odwrotnie proporcjonalna do jego skuteczności. Ale to bynajmniej nie łagodzi emocji jego wrogów.
Jeśli moja diagnoza jest słuszna, wpływowe środowiska fundują nam gorszący spektakl, w którym - odwrotnie niż chce tego Grupiński - to debata o kształcie prawa staje się narzędziem czysto politycznej rozgrywki. Jest to w dodatku kampania nie tylko gorsząca, ale i prawdopodobnie przeciwskuteczna. Od dawna bowiem głoszę pogląd, że gdyby nie wrzaskliwe i przerysowane argumenty wielu znaczących intelektualistów i - zwłaszcza - dziennikarzy, Prawo i Sprawiedliwość zostałoby już rozliczone przez część wyborców z własnych błędów, niespełnionych obietnic, a czasem i wchodzenia w brzydkie buty poprzedników.

Teraz kolejnym argumentem na rzecz tej władzy będzie wrażenie, że wrogie jej środowiska próbują nam fundować dwa rodzaje prawa - dla pospólstwa i dla elit. Co gorsza, będzie to przeświadczenie w znacznej mierze uzasadnione. Bo przecież nawet jeśli można wynaleźć karne przepisy, które pozwolą ukarać redaktora Michnika za to, że nie zwolnił trzech czwartych swojej redakcji, wszyscy wiedzą, że nikt nie będzie próbował ich używać. Ludzie mądrzy i piękni odniosą chwilowy triumf nad władzą brzydką i przaśną. A może nad czymś więcej? A może nad zasadami? To zwycięstwo będzie więc pyrrusowe.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj