Postanowiłem wtrącić do trwającej na łamach "Faktu" dyskusji mężów uczonych o inteligencji swoje trzy grosze. Dla mnie inteligencja to po prostu sprawność umysłu, natomiast bardzo nie lubię socjologicznego określenia "inteligencja" w odniesieniu do grupy społecznej - pisze publicysta Maciej Rybiński.
To jest rosyjski wynalazek (konkretnie Wissariona Bielińskiego), dokonany w warunkach stanowego jeszcze społeczeństwa carskiej Rosji dla sklasyfikowania ludzi
nienależących do tradycyjnych grup w państwie feudalno-urzędniczym.
Moja niechęć do tego pojęcia bierze się też stąd, że wielu tzw. inteligentów to ludzie nieinteligentni, to znaczy pozbawieni zdolności samodzielnego myślenia i ukrywający tę ułomność w bezpiecznym schronieniu zachowań stadnych i myśli standardowych, czyli banałów. Z tego powodu pewnie nie przyjęło się u nas zachodnie określenie warstwy twórczej - intelektualiści.
A teraz o naszej inteligencji. Za kryterium przynależności przyjęło się brać wykształcenie. Doktor, a jeszcze bardziej profesor, to z definicji musi być inteligent, który z racji tytułów ma prawo mądrzyć się na każdy temat i jest traktowany jak autorytet. Te autorytety pochodzą jednak z PRL-u. W czasach Władysława Gomułki obrony prac doktorskich były obowiązkowo ogłaszane w prasie. Wtedy zacząłem kolekcjonować co smakowitsze. Za Gierka, wobec gigantycznej produkcji doktorów nauk, zniesiono ten obowiązek i obwieszczenia o doktoratach publikował tylko wewnętrzny biuletyn Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego.
Poufny, ale ja go dostawałem od zaprzyjaźnionego rektora. Mam piękną kolekcję tytułów doktoratów polsko-ludowych i parę przytoczę, żeby czytelnicy mogli sobie wyrobić zdanie o poziomie utytułowanej naukowo inteligencji. Badania cytometryczne żołnierzy z moczeniem nocnym; Badania nad oceną poprawności wykonania własnych ruchów tanecznych; Brodawki językowe u naczelnych; Ciała obce w przełyku w materiale szpitala więziennego; Czasowa wydajność ogierów państwowych; Czynnik organizacyjny jako źródło wypadków w hutnictwie żelaza i stali; Czynniki warunkujące przyrost sprawności narciarskiej; Dochodzenie rozbojów; Dynamika kosiarek w aspekcie metodyki badań; Fizyko-chemiczne i smakowo-zapachowe cechy serów poddanych działaniu prądu stałego; Formy gry w palanta na obszarze Polski; Koneksje wyższych rzędów (tę pracę bym wznowił); Mierzenie stopy życiowej; Niektóre zagadnienia farmakologicznego leczenia alkoholików w świetle własnych doświadczeń (szczerze); O sprężaniu ustrojów ciągłymi układami cięgien; Przenoszenie nadwrażliwości późnego typu u świnek morskich; Rozbój w polskim prawie karnym (odważne); Rozwój fizyczny i sprawność fizyczna funkcjonariuszy ZOMO; Sezonowość spożycia ludności wiejskiej w woj. krakowskim (niesmaczne); Trema u jąkających się; Wartości i normy etyki funkcjonariusza MO; Wpływ moczu schizofrenika na hodowlę kropidlaka czarnego; Wpływ sesji egzaminacyjnej na stan pochwy studentek środowiska wrocławskiego; Zagadnienie płaskostopia u górników (nie mogę się powstrzymać - pracę napisał mgr Chromy); Zbrodnie wojenne w rozwoju prawa polskiego.
To jest fundament, na którym opiera się polska inteligencja i jej pozycja w społeczeństwie. Oczywiście ta jej cześć, która się doktoryzowała i habilitowała. Więc czegóż tu wymagać i kręcić nosem.
Moja niechęć do tego pojęcia bierze się też stąd, że wielu tzw. inteligentów to ludzie nieinteligentni, to znaczy pozbawieni zdolności samodzielnego myślenia i ukrywający tę ułomność w bezpiecznym schronieniu zachowań stadnych i myśli standardowych, czyli banałów. Z tego powodu pewnie nie przyjęło się u nas zachodnie określenie warstwy twórczej - intelektualiści.
A teraz o naszej inteligencji. Za kryterium przynależności przyjęło się brać wykształcenie. Doktor, a jeszcze bardziej profesor, to z definicji musi być inteligent, który z racji tytułów ma prawo mądrzyć się na każdy temat i jest traktowany jak autorytet. Te autorytety pochodzą jednak z PRL-u. W czasach Władysława Gomułki obrony prac doktorskich były obowiązkowo ogłaszane w prasie. Wtedy zacząłem kolekcjonować co smakowitsze. Za Gierka, wobec gigantycznej produkcji doktorów nauk, zniesiono ten obowiązek i obwieszczenia o doktoratach publikował tylko wewnętrzny biuletyn Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego.
Poufny, ale ja go dostawałem od zaprzyjaźnionego rektora. Mam piękną kolekcję tytułów doktoratów polsko-ludowych i parę przytoczę, żeby czytelnicy mogli sobie wyrobić zdanie o poziomie utytułowanej naukowo inteligencji. Badania cytometryczne żołnierzy z moczeniem nocnym; Badania nad oceną poprawności wykonania własnych ruchów tanecznych; Brodawki językowe u naczelnych; Ciała obce w przełyku w materiale szpitala więziennego; Czasowa wydajność ogierów państwowych; Czynnik organizacyjny jako źródło wypadków w hutnictwie żelaza i stali; Czynniki warunkujące przyrost sprawności narciarskiej; Dochodzenie rozbojów; Dynamika kosiarek w aspekcie metodyki badań; Fizyko-chemiczne i smakowo-zapachowe cechy serów poddanych działaniu prądu stałego; Formy gry w palanta na obszarze Polski; Koneksje wyższych rzędów (tę pracę bym wznowił); Mierzenie stopy życiowej; Niektóre zagadnienia farmakologicznego leczenia alkoholików w świetle własnych doświadczeń (szczerze); O sprężaniu ustrojów ciągłymi układami cięgien; Przenoszenie nadwrażliwości późnego typu u świnek morskich; Rozbój w polskim prawie karnym (odważne); Rozwój fizyczny i sprawność fizyczna funkcjonariuszy ZOMO; Sezonowość spożycia ludności wiejskiej w woj. krakowskim (niesmaczne); Trema u jąkających się; Wartości i normy etyki funkcjonariusza MO; Wpływ moczu schizofrenika na hodowlę kropidlaka czarnego; Wpływ sesji egzaminacyjnej na stan pochwy studentek środowiska wrocławskiego; Zagadnienie płaskostopia u górników (nie mogę się powstrzymać - pracę napisał mgr Chromy); Zbrodnie wojenne w rozwoju prawa polskiego.
To jest fundament, na którym opiera się polska inteligencja i jej pozycja w społeczeństwie. Oczywiście ta jej cześć, która się doktoryzowała i habilitowała. Więc czegóż tu wymagać i kręcić nosem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl