Dziennik Gazeta Prawana logo

"Premier stracił na upolitycznieniu TVP"

12 października 2007, 16:11
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Myślałem, że facet, który widzi obrzydliwość upartyjnionych przez postkomunistów mediów i ma odwagę od lat o tym mówić, będzie choć trochę inny od poprzednich premierów" - pisze w "Fakcie" Michał Karnowski.

Premier się zmienia, ale wciąż pozostaje zaskakująco szczery. W sobotnim wywiadzie dla "Faktu" Jarosław Kaczyński stwierdza: "Myślałem, że facet, który to wszystko rozumie i w dodatku ma odwagę to napisać, to niezły kandydat. Broniłem go tak długo, jak się dało. Ale Wildstein postanowił uprawiać politykę na zasadzie - wszystkim, którzy go powołali, w pysk".

Zrewanżuję się także szczerością: Myślałem, że facet, który widzi obrzydliwość upartyjnionych przez postkomunistów mediów i ma odwagę od lat o tym mówić, będzie choć trochę inny od poprzednich premierów. Doświadczył wielu wyjątkowo niesprawiedliwych i brutalnych ataków, także tych inspirowanych przez służby specjalne. Ale niestety, z niezrozumiałych powodów dziś, już po zdobyciu władzy, chce on zrobić z TVP to samo, co zrobił z nią Robert Kwiatkowski. Tyle że z innym partyjnym znakiem.

Ale problem nie tylko w Bronisławie Wildsteinie. Nie o odwołanego prezesa TVP chodzi tu bowiem przede wszystkim. Istotą sprawy jest osoba jego następcy - prezydenckiego polityka, przeniesionego wprost z Pałacu Prezydenckiego, na dodatek w wyniku wulgarnego targu między koalicjantami. Targu, w czasie którego nie pojawiła się nawet odrobina hipokryzji, która jest, jak wiadomo, hołdem składanym cnocie.

Po prostu, jak przyznaje premier, koalicjanci zażądali i koalicjanci dostali. A i PiS pewnie trochę się przy okazji podtuczy.

Czy jednak teraz media i dziennikarze będą choć trochę bardziej lubili szefa rządu? Czy bijące z wywiadu dla "Faktu" poczucie żalu, że tak niewielu publicystów w 100 procentach podziela diagnozy Kaczyńskiego, ulegnie zmianie? Wątpliwe. Dziennikarze i dziennikarki TVP może będą trochę bardziej XXXX, ale czy naprawdę o to chodzi? Czy to cokolwiek zmieni? Zostanie przekonany? Ze słów premiera wyłania się zadziwiający wniosek, że odpowiedzią na niezrozumienie, a często także nieuczciwość mediów mu wrogich mają być publiczne media urządzone według klucza partyjnego. To zła odpowiedź. Oto na nieprawość reakcją jest także nieprawość.

Śmieszne są padające przy okazji argumenty o pluralizmie w postaci programu dla Sławomira Sierakowskiego (swoją drogą ciekawe, czy się skusi) lub deklaracje odłożenia na bok przez prezesa Urbańskiego jego politycznych powiązań. Bo te słowa uciekają od oczywistego faktu, że po coś tej zmiany dokonano. Nie powołano na miejsce Wildsteina innego dziennikarza lub menedżera - powołano polityka. I nie zrobiono tego ot, tak sobie, ale dlatego, że Samoobrona i LPR chciały - jak mówią - poprawy wizerunku. Jeśli wierzyć premierowi, że ten nacisk zagrażał koalicji, to przecież on nie ustanie. Przebieg całej całej operacji wyraźnie wskazuje, że jej finałem będzie telewizja propagandowa. Telefony od polityków znów zaczną dzwonić.

To smutna i na swój sposób szokująca puenta doświadczeń Kaczyńskich z mediami. I tych dziennikarzy, którzy nigdy nie dali zgody nas bycie pacynkami w partyjnym teatrze. To obraza dla tych wszystkich, którzy przez lata krytykowali dominację w TVP i Polskim Radiu jednego środowiska. Ale nie po to przecież, by jednych funkcjonariuszy zastąpili inni. To wreszcie zaprzeczenie obietnicom wyborczym. Bo wcale nie jest tak, jak mówił Tomasz Sakiewicz, że nigdy nikomu Prawo i Sprawiedliwość nie obiecywało niezależnych mediów publicznych.

Wystarczy sięgnąć książeczki "PiS: Program 2005. IV Rzeczpospolita - sprawiedliwość dla wszystkich". W rozdziale ósmym poświęconym kulturze narodowej przeczytamy: "Zapewnimy uwolnienie mediów publicznych od nacisków politycznych oraz zobowiążemy je do rzeczywistej realizacji misji w dziedzinie edukacji i kultury". No, to żeście panowie uwolnili! Gratulacje.

Ciekawe, co pan premier powie, gdy za kilka lat inny ośrodek polityczny usadowi swojego polityka w TVP. I wyemituje coś w rodzaju paszkwilu na Kaczyńskich z 2001 roku, pt. "Dramat w trzech aktach". Do jakich wartości pan się wtedy odwoła? I co najważniejsze - kto panu uwierzy?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj