Lustracyjny ochłap został rzucony. Zgodnie z oczekiwaniami tych, którzy wypuścili tego legislacyjnego bubla, głosy w dyskusji, jaka się rozpętała, zostały zepchnięte na pozycje skrajne. Kto za, a kto przeciw lustracji. Kto się stawia pyszałkowato ponad prawem, kto podnosi zacny sztandar obywatelskiego nieposłuszeństwa, a kto jest rycerzem prawdy, kto ma coś do ukrycia, a za kim stoi piękny życiorys.
W zgiełku i wrzawie znacznie słabiej słychać pytanie, co ta ustawa ma zmienić. Wiele wskazuje na to, że nic. Prócz sprowadzenia jatki na esbeckie kwity. Złożę oświadczenie lustracyjne. Zgodnie z prawdą napiszę w nim, że nigdy na nikogo nie donosiłem. Los, rok urodzenia oszczędziły mi konieczności stawania przed dylematem, z którego wielu moich kolegów wychodziło z godnością i odwagą, a wielu innych z połamanym życiorysem i piętnem kapusia.
Szanuję prawo, ale szanuję też prawo do sprzeciwu wobec przepisów co najmniej wątpliwych. Pewnie każda z kilkudziesięciu osób podpisanych pod protestem umieszczała tam swoje nazwisko z wielu powodów. Dla jednych to przede wszystkim łamanie domniemanie niewinności, dla innych ustawowe łamanie przekreślanie życiorysów. Dla mnie to bunt przeciw złemu i niewykonalnemu i partackiemu prawu. Podział, w który usiłuje się wepchnąć środowisko, jest tyle jawny, co nieuczciwy. To nie jest podział wobec lustracji w jakiejkolwiek formie. Czytelnik, widz i słuchacz powinien wiedzieć o dziennikarzu wszystko, co wpływa na odbiór tekstu czy audycji. Bez dwóch zdań także to, co wiąże się z przeszłością. Z tym, czy istnieje chociażby cień podejrzenia, że dziennikarzowi teksty dyktuje ktoś jeszcze, że nie ma obaw, że pytania w telewizyjnych przesłuchaniach są podszeptywane przez esbeka grożącego trzymanymi w czarnej teczce hakami. Wreszcie, że dziennikarz sam, z obawy przed kompromitującymi faktami z przeszłości, nie stosuje autocenzury, nie filtruje swoich tekstów przez sito swoistego relatywizmu.
Tyle tylko, że te tyleż słuszne, co oczywiste prawdy, z pewnością nie przyświecały ojcom ustawy lustracyjnej, bo wtedy nie wypuściliby z pewnością takiego legislacyjnego potworka. Prezes Polskiego Radia Krzysztof Czabański zapowiada na łamach DZIENNIKA, że tych, którzy oświadczeń nie złożą, zwolni z pracy. Wielu innych nie zamierza jednak wyciągać wobec sprzeciwiających się żadnych konsekwencji.
To jest konstytucyjna równość wobec prawa. Politykom wyborcy płacą za solidne prawo, takie, które pozostawia możliwie najmniej wątpliwości. Tutaj jest dokładnie odwrotnie. Zapisano w ustawie normy niewykonalne. Jeśli karą za odmowę oświadczenia lustracyjnego ma być zakaz wykonywana zawodu, to pojawia się pytanie, kto ma go egzekwować.
Jeśli redaktor naczelny dopuści tekst do druku lub dziennikarza przed mikrofon i kamery, to nie ma zapisu, który by mu tego zabronił. Nie wiadomo, kogo ta ustawa dotyczy. Prawnicza wyobraźnia speców z Wiejskiej nie ogarnęła tak podstawowej kwestii jak to, kto jest dziennikarzem. O ile w przypadku kilkudziesięciu najbardziej znanych nazwisk i osób utrzymujących się wyłącznie z dziennikarstwa sprawa jest oczywista, o tyle wobec armii współpracowników już nie. Kto będzie weryfikował listy zobowiązanych do składania oświadczeń? Prawnicy od dawna zgadzają się, że martwe prawo demoralizuje najbardziej. I tutaj tak będzie.
Tyle, że tego nikt dziś nie chce słuchać. W "zerojedynkowej" politycznej rzeczywistości nie ma miejsca na takie rozterki wykształciuchów, nie ma też przestrzeni dla rozważań, jak bardzo ta prawnicza fuszerka psuje stosunek i kulturę norm i zapisów. Dziś trzeba winnych albo niewinnych. Czystych albo kapusiów. Zwolenników i przeciwników zaglądania do archiwów. Najlepiej z IPN-owskiej glejtem lustracyjnej moralności.
Ale właśnie dlatego złożę oświadczenie lustracyjne. Po to, żeby nikt w tej debacie nie spychał mnie w miejsce, w którym nie mam ochoty tkwić. Żeby nikt nie przypisywał mi pyszałkowatości i odgrywania primadonny. Żeby nie być przedmiotem lustracyjnej licytacji na radykalizm. Żeby Platforma Obywatelska przestraszona wizją oskarżenia o trzymanie z dziennikarzami, nie ścigała się z Prawem i Sprawiedliwością na potępieńcze głosy wobec ludzi pióra.
Ale też palcem w bucie nie kiwnę przeciw tym dziennikarzom "Faktów" w TVN, którzy oświadczenia lustracyjnego nie złożą.