Teksty na temat inteligencji, które ukazały się w ostatnich dniach na łamach "Faktu", pokazują parę istotnych problemów. Cykl zaczyna się od wywiadu z prof. Richardem
Pipesem, który opisuje radykalizm inteligencji. Zwraca uwagę, że inteligencja jako warstwa tworząca utopie, próbująca przewodzić społeczeństwu, jest symbolem zacofania. Nieprzypadkowo
pojawiła się na peryferiach Europy.
Zgadzam się jednak z profesorem Andrzejem Nowakiem, który mówi, że dzieje polskiej inteligencji są szczególne. Na przełomie XIX i XX wieku przejęła ona odpowiedzialność za społeczeństwo.
To mocno ujawniło się w 20-leciu międzywojennym - wtedy to inteligencja była grupą najbardziej propaństwową, bez której w gruncie rzeczy nie byłoby możliwe odzyskanie przez Polskę
niepodległości, ale też budowa i zarządzanie państwem. To hamowało jej utopijne skłonności.
Czasami odróżnia się inteligencję we wschodniej Europie od intelektualistów w innych częściach świata. Ci pierwsi są traktowani jako fenomen, warstwa, która rości sobie prawo do wpływania
na bieg wydarzeń. Pozostali, ci na całym świecie, zajmują się wyłącznie tworzeniem idei.
Radykalny intelektualista z Europy Wschodniej, który pojawia w tekstach profesorów Nowaka i Legutki, uważa, że uzyskał szczególny dostęp do prawdy i w związku z tym ma szczególne przywileje.
Twierdzi, że wszyscy inni są uwikłani, kierują się interesami - tylko on reprezentuje uniwersalne wartości i ma prawo do przywództwa. Ten typ intelektualisty powstał w okresie oświecenia, do
dziś jest jednak bardzo rozpowszechniony.
Rację ma prof. Pipes, który mówi o grupie amerykańskiej inteligencji - pisarzach, profesorach uniwersyteckich, że też mają skłonności do radykalizmu i abstrakcyjnego widzenia świata.
Kilka dni temu byłem na wykładzie pewnej znanej francuskiej intelektualistki. Gdy omówiła problemy filozoficzne i przeszła do tematów politycznych, uderzająca była jej naiwność i nieciekawe
w sumie moralizatorstwo. Potwierdza się więc wzór intelektualisty, jako osoby chcącej mieć monopol na prawdę i dobro.
Jednak inteligencja w szerszym ujęciu, traktowana jako osoby wytwarzające idee, niekoniecznie musi być związana z taką postawą. Żadne społeczeństwo nie może się przecież obejść bez
ludzi, którzy tłumaczą i interpretują procesy społeczne, oraz wyrażają poglądy ludzi. Postawa opisywana np. przez prof. Legutk, a więc postawa intelektualisty-nauczyciela, który lekceważy
ludzi, wynika z pewnej bardzo szczególnej samooceny. Potrzebujemy ludzi, którzy są w stanie analizować rzeczywistość, wyjaśniać ją. Nie chodzi tu o postawę mentora, kogoś stawiającego
się ponad społeczeństwem, lecz kogoś, kto usiłuje pomóc zbiorowości czy jednostce w odpowiedzi na pytania, które ich nurtują. Taka rola jest niezbędna w każdym społeczeństwie. I taką
powinna wypełniać inteligencja.
Większość tekstów w "Fakcie" o inteligencji dotyczy spraw polskich. Charakteryzując polską inteligencję po 1989 roku, trzeba uwzględniać fakt, że chodzi o bardzo
specyficzny rodzaj inteligencji. To grupa ludzi wychowanych i ukształtowanych w komunizmie. Byli wbudowani w system, powiązani różnymi więziami towarzyskimi. Inteligencja była w jakimś sensie
zdziecinniała, odseparowana od świata, pozbawiona wpływu na zdarzenia polityczne, nieco skorumpowana i zdezorientowana. W latach 1980-1981 inteligencja odrzuciła pogardę dla
"ludu", w pewnym sensie nawet mu się podporządkowała. To był okres, w którym Wałęsa, Bujak - nieinteligenci, byli przywódcami narodu, a intelektualiści służyli im
radą.
Potem to się diametralnie zmieniło. Po 1989 roku kto inny nadawał tempo i kształt nowej rzeczywistości. Różne odłamy inteligencji PRL na nowo się spotkały i pojednały. Przy Okrągłym
Stole siedział po jednej stronie Bronisław Geremek, a po drugiej Janusz Reykowski. Dwa odłamy polskiej inteligencji dogadują się, tworzą zręby nowego państwa i odciskają na nim piętno
swoich słabości, niekompetencji. Największym problemem staje się ciemne społeczeństwo, które trzeba zmusić do reform. Z drugiej strony jest świetlany Zachód, do którego się aspiruje. To
postawa pawia i papugi bardzo dobrze opisana przez prof. Andrzeja Nowaka.
W tym sensie elity III RP były bardziej oderwane od rzeczywistości niż inteligencja, która budowała II Rzeczpospolitą. Wtedy państwo budowali ludzie mający już często doświadczenie w
administracji np. austriackiej, byli w armiach zawodowych, jeździli po Europie. Grupa, która przyszła do władzy w Polsce na początku lat 90., odziedziczyła wszystkie swoje uwikłania w system
totalitarny i miała dość dziecinne wyobrażenie na temat Zachodu. Głównym ośrodkiem myśli stało się środowisko lewicowo-liberalne, którego tubą stała się "Gazeta
Wyborcza". Ta część polskiej inteligencji dominowała w państwie. Gdyby była inna, wiele problemów, z którymi się dzisiaj borykamy, zostałoby dawno rozwiązanych.
Nie sądzę, żeby inteligencja przestała odgrywać w Polsce ważną rolę. Na pewno jednak będzie bardziej zróżnicowana i zdemokratyzowana. Obok radykalnych środowisk i ludzi o poglądach
lewicowo-liberalnych wzmocnią się na pewno środowiska o poglądach umiarkowanie konserwatywnych, inteligencja, którą w Niemczech nazywa się Bildungsbürgertum, czyli wykształconym,
kulturalnym mieszczaństwem.