Aleksander Kwaśniewski jako były prezydent, ale też jako polityk mający aspiracje uczestniczenia w życiu politycznym, nie powinien przyjmować pieniędzy na konto swojej fundacji od ukraińskiego biznesmena - pisze w "Fakcie" Monika Olejnik, dziennikarka Radia Zet i TVN24.
W tym kontekście walka Kwaśniewskiego o europejskie standardy demokracji, ogłoszona podczas czwartkowej konferencji na UW, straciła trochę na sile. Branie pieniędzy
od Wiktora Pińczuka znacznie bowiem odbiega od standardów europejskich.
Politycy - nieważne czy byli, czy obecni - nie powinni przyjmować pieniędzy od przedsiębiorców. Nie ma większego znaczenia, czy są to biznesmeni ukraińscy, amerykańscy czy francuscy. Korzystanie z funduszy przedsiębiorców zawsze budzi podejrzenia i każe zadać pytanie, czy polityk nie zechce się temu biznesmenowi zrewanżować.
Aleksander Kwaśniewski - jako doświadczony polityk - powinien wiedzieć, że posiadanie fundacji wiąże się z koniecznością pozyskiwania środków na jej działalność. Nie zawsze jednak wiadomo, czy otrzymane pieniądze nie pochodzą z nielegalnych źródeł.
Pińczuk jest zięciem byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy i oligarchą naftowym. Możemy mieć pewne podejrzenia, w jaki sposób doszedł do swojego majątku, czy czasami nie dzięki swoim koneksjom politycznym i rodzinnym. Jedno jest pewne: sytuacja nie jest czysta.
Cieniem na całej sprawie kładzie się też fakt, że Pińczuk podczas pomarańczowej rewolucji stał po przeciwnej stronie niż demokraci skupieni wokół Wiktora Juszczenki. A przecież obecnego prezydenta Ukrainy popierał Aleksander Kwaśniewski. Poza tym ciekawe, czy Pińczuk, skoro jest takim filantropem, wspiera organizacje na rzecz demokracji we własnym kraju.
Jest jeszcze jedna okoliczność, która powinna powstrzymać Kwaśniewskiego od wzięcia datków od ukraińskiego biznesmena. To za czasów Leonida Kuczmy w 2000 roku zamordowano na Ukrainie dziennikarza Georgija Gongadze. Sprawa jest do dziś niewyjaśniona. W imię jego pamięci warto się zastanowić, od kogo się bierze pieniądze.
Politycy - nieważne czy byli, czy obecni - nie powinni przyjmować pieniędzy od przedsiębiorców. Nie ma większego znaczenia, czy są to biznesmeni ukraińscy, amerykańscy czy francuscy. Korzystanie z funduszy przedsiębiorców zawsze budzi podejrzenia i każe zadać pytanie, czy polityk nie zechce się temu biznesmenowi zrewanżować.
Aleksander Kwaśniewski - jako doświadczony polityk - powinien wiedzieć, że posiadanie fundacji wiąże się z koniecznością pozyskiwania środków na jej działalność. Nie zawsze jednak wiadomo, czy otrzymane pieniądze nie pochodzą z nielegalnych źródeł.
Pińczuk jest zięciem byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy i oligarchą naftowym. Możemy mieć pewne podejrzenia, w jaki sposób doszedł do swojego majątku, czy czasami nie dzięki swoim koneksjom politycznym i rodzinnym. Jedno jest pewne: sytuacja nie jest czysta.
Cieniem na całej sprawie kładzie się też fakt, że Pińczuk podczas pomarańczowej rewolucji stał po przeciwnej stronie niż demokraci skupieni wokół Wiktora Juszczenki. A przecież obecnego prezydenta Ukrainy popierał Aleksander Kwaśniewski. Poza tym ciekawe, czy Pińczuk, skoro jest takim filantropem, wspiera organizacje na rzecz demokracji we własnym kraju.
Jest jeszcze jedna okoliczność, która powinna powstrzymać Kwaśniewskiego od wzięcia datków od ukraińskiego biznesmena. To za czasów Leonida Kuczmy w 2000 roku zamordowano na Ukrainie dziennikarza Georgija Gongadze. Sprawa jest do dziś niewyjaśniona. W imię jego pamięci warto się zastanowić, od kogo się bierze pieniądze.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|