Dziennik Gazeta Prawana logo

"Pułapki partyjnej tożsamości"

13 października 2007, 15:04
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
"Niepodejmowanie niektórych politycznych tematów przez partie służy utrwalaniu i potwierdzaniu własnej politycznej tożsamości. To po części efekt swoistej niewoli, jaką nakłada dziś na nie ich własna retoryka walki i sporu" - mówi DZIENNIKOWI prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog.
WITOLD GŁOWACKI: Dlaczego pewne obszary życia społecznego są zastrzeżone wyłącznie dla lewicy, jak feminizm, albo tylko dla prawicy, jak polityka historyczna? Czy w polskiej polityce obowiązuje na ten temat jakaś niepisana umowa, by nie rzec: układ?
JADWIGA STANISZKIS: Rzeczywiście, oprócz ideologicznych problemów dzielących polskie społeczeństwo jak spory o aborcję czy lustrację istnieją takie społeczne tematy, w których znacznie wyraźniej słyszalny jest głos jednej tylko politycznej opcji. Z pewnością jest tak w wypadku feminizmu. Na temat praw kobiet wypowiadają się przede wszystkim politycy lewicy. Być może dlatego, że strona lewicowo-liberalna jest bliższa poglądowi, że pewne rozstrzygnięcia o charakterze kulturowym mogą być przedmiotem indywidualnych wyborów, a nie ideologicznych czy prawnych rozstrzygnięć.

Lewica więc wygrywa w temacie praw kobiet dzięki pozostawieniu im wolnego wyboru co do modelu życia?
Prawica zaś skłania się na ogół ku modelowi tradycyjnemu, rodzinnemu. Nie oznacza to jednak, że nie ma w Polsce nowoczesnych prób tworzenia przez prawicę czy konserwatystów rozwiązań prawnych, które umacniałyby pozycję kobiet. Symbolem takiej postawy jest dla mnie Joanna Kluzik-Rostkowska, która, będąc ministrem w prawicowym rządzie, działa na rzecz zabezpieczenia emerytalnego dla kobiet pozostających w domu. A ostatnio przedstawiła pakiet rozwiązań dla pracujących matek. To znak, że i prawica może formułować swoje propozycje skierowane do kobiet.

Nie wiem, czy pani minister nie jest wśród polskiej prawicy ewenementem. Przykładem program „Warto rozmawiać, w którym była ona gościem skonfrontowanym z Janem Marią Jackowskim. W ogóle nie było tam rozmowy o tym, czy i jak wspierać tradycyjny model rodziny przez rozwiązania prawne dla pracujących matek. Dyskusję zdominował za to anachroniczny wybór: praca czy rodzina? Na inne rozwiązania wciąż brak chyba miejsca w myśleniu polskiej prawicy.
Owszem, wciąż przeważa bardzo tradycyjne rozumienie modelu rodziny i potencjalnej roli kobiety w życiu politycznym. Ważne jest jednak to, że Jarosław Kaczyński bardzo broni minister Kluzik-Rostkowskiej przed takim myśleniem. A trzeba przyznać, że Kluzik-Rostkowska jest ciągle atakowana. Premier wszak dość twardo popiera jej projekty walcząc o to zresztą z własnymi koalicjantami, którzy na miejscu Joanny Kluzik-Rostkowskiej najchętniej widzieliby Annę Sobecką. Niemniej jednak rewolucyjna retoryka Prawa i Sprawiedliwości, a także narastający spór z Platformą Obywatelską, nie tworzą właściwego klimatu dla tego rodzaju propozycji. W atmosferze powszechnego boju wszystkich ze wszystkimi głosy takie jak Joanny Kluzik-Rostkowskiej nie są słyszane. Wszelkie propozycje, które choć trochę zbliżają program koalicji do programu Platformy, są tępione. To oznacza, że niepodejmowanie niektórych politycznych tematów służy utrwalaniu i potwierdzaniu własnej politycznej tożsamości. To po części efekt swoistej niewoli, jaką na partie nakłada dziś ich własna retoryka walki i sporu.

Ta sama retoryczna niewola sprawia, że polska prawica trzyma się w bezpiecznym dystansie w stosunku do wszystkiego, co kojarzy się z ekologią?
Oprócz Marii Kaczyńskiej oczywiście. Korzysta na tym lewica, bo dla niej to możliwość odwołania się do kolejnego potencjalnego elektoratu. Przez ostry, często histeryczny sprzeciw prawicy wobec inicjatyw związanych z ochroną środowiska ekologowie stają się grupą „wykluczoną, odrzuconą przez większość. To zaś od razu skierowuje ich w orbitę zainteresowań lewicy.

Właściwie trudno znaleźć inne uzasadnienie dla automatycznego skojarzenia ekologii z lewicowością. Ochrona środowiska wraz z ochroną dziedzictwa kulturowego wpisywałyby się raczej w myślenie konserwatywne.
Owszem szacunek dla przyrody to na przykład dla mnie element postawy patriotycznej. I jak najbardziej przystaje on do konserwatywnego obrazu świata. Wiedział o tym Jan Paweł II, który podczas każdej pielgrzymki do Polski z takim pietyzmem odwiedzał najpiękniejsze miejsca w naszym kraju jak okolice jeziora Wigry czy Tatry. Myślę, że polska prawica nie idzie w kwestii szacunku dla przyrody w ślad Jana Pawła II między innymi dlatego, że ulega bardzo silnym w Polsce chłopskim czy drobnomieszczańskim wzorcom kultury. Według tych wzorców natura jest albo obszarem, który należy zdobyć i zawłaszczyć według tradycji chłopskiej, albo terenem obcym i wrogim wedle tradycji drobnomieszczańskich. Dlatego naturę należy albo eksploatować, albo się jej bać. W takim myśleniu ekologia jest luksusem, na który nie należy sobie pozwalać, bo oznacza to niewykorzystanie możliwości, pozostawienie niezagospodarowanych obszarów, które mogłyby być źródłem zysku. Dla ludzi, których życie było walką o byt, ekologia po prostu nie jest obszarem, który wart byłby zachodu. Jeśli przyjrzymy się ludziom tworzącym dziś Prawo i Sprawiedliwość, zobaczymy, że są wśród nich tacy, którzy nigdy nie jeździli na wakacje...

Prawica woli więc dziedzictwo kulturowe od naturalnego. Od historii, która dla prawicy bywa skutecznym narzędziem prowadzenia bieżącej polityki, ucieka natomiast lewica.
Polityka historyczna jest dla polskiej lewicy mówię tu o SLD tematem o tyle trudnym, że ewentualne odwołania z jej strony do dawniejszej przeszłości ruchów lewicowych powodowałyby chęć zapytania o przeszłość zupełnie niedawną. Zarówno o naturę często bliską kryminalnej transformacji po roku 1989, o początki kapitalizmu politycznego, jak i o ocenę działań Wojciecha Jaruzelskiego, stan wojenny czy inne tego rodzaju trudne tematy.

Może jednak polskiej lewicy dyskusja o przeszłości by się przydała? I może mogłaby ona przynieść jej polityczne zyski?
Ale taką ewentualną potrzebę paraliżuje obawa o ujawnienie natury polskiej transformacji. Bo to może zostać użyte przeciwko eseldowcom. Niechęć do podejmowania dyskusji o historii wynika więc w wypadku polskiej lewicy ze zwykłego politycznego konformizmu. Dlatego młodsze pokolenie SLD woli raczej poświęcić pokolenie poprzedników Jaruzelskiego czy Mieczysława Rakowskiego niż samemu poruszać trudny temat, za który można zebrać baty. Zdecydowanie bardziej polska postkomunistyczna lewica woli odgrywać rolę nowoczesnej prozachodniej socjaldemokracji. To znacznie wygodniejsze niż rozliczanie się z trudną przeszłością. Dlatego zwycięża oportunizm.

Ten oportunizm pojawia się też w wypadku innych politycznych tabu?
Owszem. To jedna z przyczyn, dla których prawica i lewica nie próbują podejmować tematów „zastrzeżonych dla tej drugiej strony. Nie jest to jednak przyczyna najważniejsza a o istnieniu politycznych tabu decydują przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, to uwarunkowania wynikające z tradycyjnej dla lewicy i prawicy retoryki ukierunkowanej na zdobycie wyborców i pokonanie politycznych przeciwników co w warunkach brutalnej walki, jaka toczy się dziś w polityce, jeszcze się intensyfikuje. Po drugie, to wynik kresu tradycyjnej polityki reprezentacji klasowej. W wypadku prawicy wyjście z tego modelu oznacza pretensje do reprezentowania ogółu społeczeństwa politykę odwołującą się na każdym kroku do pojęcia narodu czy interesu państwa. W wypadku lewicy zaś to szukanie nowego zaplecza na ogół wśród „wykluczonych w rozumieniu mniejszości nieakceptowanych przez tradycyjną większość. I dopiero po trzecie, istnienie politycznych stref „zastrzeżonych wynika z politycznego oportunizmu.

Jest jakaś szansa na przełamanie tych politycznych schematów?
Wydaje mi się, że już teraz można mówić o dwóch przynajmniej obszarach życia społecznego, w których przy atakowaniu tych samych problemów obie strony mają rzeczywiste propozycje, a nie poprzestają tylko na tradycyjnych postawach służących wyłącznie potwierdzaniu własnej tożsamości. Pierwszym z nich jest sprawiedliwość w tym zakresie koncepcje sprawiedliwości redystrybucyjnej zderzają się z różnymi odmianami lewicowego etatyzmu. Drugim jest zaś sfera zderzania się fundamentalnych dla demokracji wartości jak prawo naturalne skonfrontowane z prawami człowieka które to zderzenia muszą w końcu doprowadzić do wypracowania w Polsce reguł samoograniczania się władzy. To są w przeciwieństwie do „politycznych tabu obszary autentycznych różnic, w których konfrontacja poglądów może doprowadzić do wzajemnego uczenia się obu stron. Jadwiga Staniszkis socjolog, publicystka, profesor UW. Uwięziona po „wydarzeniach marcowych w 1968 r., związana z opozycją demokratyczną w PRL. Ostatnio opublikowała „O władzy i bezsilności.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj