Małgorzata Pietkiewicz: Panie premierze, jak pan skomentuje wypowiedzi marszałka Sejmu Ludwika Dorna.
Kazimierz Marcinkiewicz: Ja już wypowiadałem się w tej sprawie, proszę mnie nie męczyć, ja już nie mogę.
To krótko: czy zamierza pan odejść z PiS? Niektórzy politycy sugerują taki scenariusz po przeczytaniu pana ostatniego wywiadu i po wczorajszych ostrych wypowiedziach marszałka Dorna pod
pana adresem?
Radzę wszystkim, by czytali teksty powoli i ze zrozumieniem, będzie wtedy wiadomo, że nic takiego nie ma miejsca, to jest samonakręcająca się historia. W Polsce
dzieje się to naprawdę już codziennie.
Co ma pan na myśli?
Jak już nie ma o czym pisać, to nakręca się jakąś historię. Jeśli DZIENNIK chce nakręcać to proszę bardzo, ale beze mnie! Ja już nie jestem
premierem, pracuję w banku.
Ale przecież krytykuje pan partię, która uczyniła pana premierem, partię, w której nadal pan jest. To nie ma o czym pisać?
Ja nic nie krytykuję! To, co powiedziałem o prezesie, to nie krytyka. Proszę dokładnie przeczytać to, co powiedziałem. Straciłem, zmarnowałem dzień, aby specjalnie wysłuchać wszystkich
słów, jakie padły w tej sprawie, żadne nie są ostre. To wy zaostrzacie. Naprawdę nakręcacie. Umiecie to robić.
Coraz częstsza krytyka władz PiS ze strony byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza oznacza, że dystansuje się on od partii - cytuję panu słowa Ludwika Dorna z konferencji
prasowej.
On zapewne nie przeczytał mojego tekstu, bo ja nie krytykowałem władz PiS, tylko wskazałem na jedno ze zjawisk, to wszystko. Przepraszam, nie mogę dalej rozmawiać, mówię po polsku i tu , w
banku, patrzą na mnie wymownie. Muszę kończyć.
Ostatnie pytanie: jeżeli Marek Jurek mówi, że reakcja Dorna jest zbyt gwałtowna i jej nie rozumie, to co pan na to?
Muszę kończyć, muszę, naprawdę, do widzenia.
*Kazimierz Marcinkiewicz, były premier, dyrektor w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju