Zbigniew Krzyżanowski: Odpadają nasi potencjalni sojusznicy, gotowi poprzeć system pierwiastkowy.
Marek Cichocki: Nic mi nie wiadomo, żeby ktokolwiek z czegoś odpadł.
Prezydent Francji Nocolas Sarkozy jeszcze przed wizytą w Warszawie zapowiedział, że jego kraj polskiej propozycji systemu liczenia głosów nie poprze.
Tego bym nie wykluczył. Ale jak rozumiem, Sarkozy chce, żeby w Brukseli przyjęto minitraktat. Tę sytuację można zatem odwrócić: żeby ten minitraktat przeszedł, Francja musi mieć po swojej
stronie także Polskę. To po pierwsze.
Po drugie, otwarcie konferencji międzyrządowej może nastąpić większością głosów, natomiast kwestia istotna dla nas jest taka, czy konferencja będzie miała mandat, czy nie. Konferencja
bez mandatu, czyli bez ustalonej listy spraw do negocjacji, oznacza, że wszystkie kwestie mogą być na niej omawiane, również system głosowania. Jeżeli konferencja ma mieć mandat, musi być w
nim uwzględniona nasza propozycja zmian w systemie głosowania.
Czyli mandat z pierwiastkami albo rozmowa na każdy temat. Ta rozmowa musi się jednak zakończyć konsensusem w sprawie traktatu, a my się przecież na traktat nie zgodzimy bez zmian w
systemie głosowania.
Leszek Miller też zerwał szczyt, który miał przyjąć traktat konstytucyjny, taka sytuacja już się wydarzyła. Myślę, że każdy wariant, każdy scenariusz może być wzięty pod uwagę,
wszystko będzie zależało od dynamiki sytuacji na szczycie Unii.
Czego możemy oczekiwać podczas szczytu w Brukseli?
Prezydencja niemiecka będzie prawdopodobnie stosowała strategię "salami": rozwiązywania problemów
poszczególnych krajów oddzielnie. Wtedy prowadziłoby to do sytuacji, że Polska zostałaby sama w kącie. Tłumaczymy naszym niemieckim partnerom, że to zła strategia: Polska, która już
uczestniczyła w kilku szczytach, zawsze w takiej sytuacji zwiększała tylko swoją determinację.
Niemcy zastosują taktykę „salami”, a Francuzi?
Ich postawa wobec Polski jest pozytywna i - moim zdaniem - jest lepszą alternatywą niż to, co próbuje realizować strona niemiecka.
Dlaczego?
Francuzi podkreślają cały czas, że Polski nie należy izolować, że o problemach Polski trzeba rozmawiać i że Polska jest zbyt dużym krajem, by go ignorować. Francja pozwala nam
zrównoważyć strategię Poeteringa, która jest właśnie za taką próbą izolowania. Ale to ślepy zaułek. Chociaż, jeżeli prezydencja niemiecka jest gotowa na fiasko szczytu, to trudno.
Obciąży to rząd kanclerz Angeli Merkel.
A nasza strategia: salami nie, pierwiastki tak?
I Francja, i Niemcy są zdeterminowane, żeby szczyt zakończył się sukcesem - to pracuje na naszą korzyść. Oba kraje będą chciały doprowadzić do kompromisu, który byłby do zaakceptowania
przez Polskę.
To może zagrać, ale nie musi. Mamy plan B?
Z punktu widzenia planu B mamy sytuację dość komfortową: nieprzyjęcie nowych rozwiązań w systemie głosowania powoduje, że pozostajemy na bazie traktatów nicejskich, czyli zachowujemy
uprzywilejowaną pozycję. Ale powtarzam: jesteśmy otwarci na wszelkiego rodzaju rozsądne kompromisy, ale nie kosztem naszej kapitulacji.
Ta sytuacja w ogóle nie wchodzi w rachubę. Jesteśmy zadowoleni z systemu nicejskiego, ale rozumiejąc potrzeby naszych partnerów, jesteśmy gotowi rozmawiać o jego zmianach. Bez rezygnowania z naszej pozycji, bo byłaby to sytuacja trudna do zrozumienia przez naszych obywateli. Byłaby też precedensem w historii integracji UE: jeden kraj rezygnuje ze wszystkiego, po to, by inne mogły mówić o sukcesie. Planu B oczekiwałbym raczej od innych krajów.
Marek Cichocki, doradca prezydenta do spraw unijnych, główny negocjator Polski z UE