Co pozwala mu sugerować iż pewne publikacje, czy - szerzej - linia polityczna były powiązane z transakcjami danego wydawcy prasowego? Trudno wyobrazić sobie gorsze oskarżenie wolnej prasy. Trudno o gorszy cios w wiarygodność nie tylko konkretnego tytułu, ale wszystkich ludzi serio traktujących kontrolną funkcję mediów. Nawet jeden potwierdzony przypadek organizowania przez którąś z gazet politycznej "nagonki medialnej" w zamian za domniemane - chyba trzeba tak to nazwać - łapówki, podważyłby zaufanie do nas wszystkich.

Reklama

Dlatego teraz nie można poprzestać na wzdrygnięciu ramionami, nawet jeśli pamiętamy, iż w przeszłości zdarzało się liderowi Ligi Polskich Rodzin bardzo, ale to bardzo naciągać oskarżenia i tezy. Teraz musimy zobaczyć papiery - jeśli są. Jeśli zaś ich nie ma, to Giertych powinien odejść. Bo tak jak w dziennikarstwie nie może być miejsca dla ludzi nieetycznych, tak w polityce dla kłamców, oszukujących publiczność. Tak jak hańbą byłoby handlowanie tekstami dziennikarskimi przez wielki koncern medialny, tak próby bezpodstawnego oczerniania przez polityka niezależnego wydawcy powinny kończyć jego karierę. Tu musimy być bezkompromisowi.

Koledzy z "Wyborczej" zasługują na wsparcie w dążeniu do przecięcia dziwacznych insynuacji, nawet jeśli podobne chwyty zdarza im się stosować wobec ludzi pracujących dla DZIENNIKA, "Faktu" i "Newsweeka" wydawanych przez Axel Springer Polska. Taki charakter ma na przykład uparte i haniebne podnoszenie rzekomej niemieckości obu gazet, te szokujące próby grania na nacjonalistycznej nucie, zupełnie abstrahujące od faktu, że tytuły te powstają całkowicie w Polsce, redagowane przez niezależnych redaktorów i dziennikarzy. Pomijające milczeniem oczywistość, jaką jest powszechna obecność kapitału zagranicznego w większości mediów w Polsce. Obecność wspierana przez część środowisk medialnych, ale tylko do czasu, gdy nie zaczęła być dla nich realnym wyzwaniem zawodowym.

Wtedy włączono język agresji, sięgnięto do najgorszych instynktów. Podobnie ciągłe ataki na "Fakt", najczęściej wyolbrzymiające lub przekręcające rzekome błędy najpopularniejszej od lat gazety w Polsce. Smutne, jak często rzekoma troska o standardy jest po prostu narzędziem w konkurencyjnej walce, podobnie jak przyczepiane innym gazetom i dziennikarzom polityczne stempelki. Aż chce się zawołać: troszkę pokory, więcej lusterka. Warto, bo gdy pojawi się prawdziwe zagrożenie dla standardów i wolności, możemy go nie zauważyć.

Właśnie jesteśmy w takim momencie. Słowa Romana Giertych są wielkim oskarżeniem wobec polskich dziennikarzy i nie mogą być uznane po prostu za kolejny wybryk lidera LPR. Zwłaszcza, że w pozostałych wątkach argumentacji za reaktywacją komisji śledczej do spraw afery Orlenu dotyka on spraw naprawdę ważnych, jak niewyjaśniona do końca rola niektórych polityków w próbach szkodliwej dla kraju prywatyzacji rafinerii.

Mieszając jednak kwestie istotne z pochopnymi oskarżeniami, poważnie podważa własne kwalifikacje jako potencjalnego członka takiej komisji. Dostarcza też paliwa tym uczestnikom debaty publicznej, którzy nigdy nie dostrzegą żadnej nieprawidłowości, choćby kradziono w biały dzień. Dlatego właśnie - powtórzmy - poprosimy papiery na stół.