Choć oczywiście nie może spełnić wszystkich żądań. To groziłoby zwiększeniem deficytu budżetowego. A przecież rząd i tak przedstawia środowisku służby zdrowia kolejne propozycje, w tym wzrost wynagrodzeń do następnego roku nawet do 50 proc.
Rządowi trudniej reagować na sytuację niż opozycji, bo opozycja może stawiać różne żądania, nie biorąc odpowiedzialności. Szkoda tylko, że nie są to żądania odpowiedzialne. Przecież Platforma jeszcze niedawno namawiała do zaciskania pasa i ograniczenia wydatków budżetowych. PO krytykuje rząd również za brak reformy finansów publicznych, nie wspominając, że są już projekty takich reform.
Czy można było uniknąć całego kryzysu? Sądzę, że nie. Może w początkowej fazie protestu nie spodziewaliśmy się, że sytuacja może się tak zaostrzyć. Delegacja strajkujących została zaproszona do Kancelarii Premiera, bo uważano, że paniom chodzi o przekazanie postulatów, a nie o to, by premier przyjął bez dyskusji wszystkie żądania. Na to nie można było się zgodzić.
Później panie składały kolejne żądania. Gdy nieco opadły emocje i pojawiła się znowu możliwość rozmów w lepszej atmosferze, premier spotkał się ze strajkującymi. Liczę, że dalej będzie toczył się dialog, a pielęgniarki nabiorą do nas zaufania.
Interwencja policji była niestety konieczna. Prawo należy szanować niezależnie od sytuacji. Z drugiej strony, rząd starał się postępować jak najdelikatniej, bo chodziło o kobiety.
Jolanta Szczypińska, posłanka PiS, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia