"Jeżeli bym kupił perfumy <Henryk Jankowski>, to tylko jako dowcip. Zresztą zakup takich przedmiotów może być traktowany jako zabawna ciekawostka. Chociaż mydełko z twarzą księdza Jankowskiego... to naprawdę niecodzienne" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego".
Piotr Nisztor: Jak ksiądz ocenia pomysł wprowadzania do sprzedaży gadżetów z wizerunkiem ks. Henryka Jankowskiego?
Ks. Adam Boniecki: Zależy, z jakiego punktu widzenia?
Na przykład moralnego.
Z punktu widzenia moralnego jest to obojętne. Ks. Jankowski rozpoczął wiele dzieł, na przykład budowę ołtarza, nie ma się więc co dziwić, że szuka pieniędzy, aby je ukończyć. Jednak z punktu widzenia estetyki zawodu duchownego jest to dziwaczne i ekscentryczne.
Czy więc ksiądz byłby skłonny kupić komuś jako prezent perfumy "Henryk Jankowski"?
Jeżeli bym kupił, to tylko jako dowcip. Zresztą zakup takich przedmiotów może być traktowany jako zabawna ciekawostka. Chociaż mydełko z twarzą księdza Jankowskiego... (śmiech) to naprawdę niecodzienne.
A casting na kelnerki, które będą pracować w klubokawiarniach prowadzonych przez instytut?
Cóż, to rządzi się swoimi prawami. Wątpię jednak, aby ksiądz prałat sam zasiadł w jury. Nie chciałbym jednak tego komentować, bo informacje prasowe są nastawione na sensację, i do końca nie wiadomo, jak to jeszcze będzie.
A sama idea klubokawiarni jako miejsc, gdzie będzie można się spotkać z autorytetami z różnych dziedzin życia i porozmawiać z nimi na ważne tematy?
Sama idea jest dobra. Powinno się szukać rozmaitych sposobów rozmawiania z ludźmi tam, gdzie oni są, a nie tylko czekać, aż przyjdą do kościoła czy do sali parafialnej.
Czy więc promowanie przez ks. Jankowskiego swojego wizerunku jest dobrym pomysłem?
On się sprzedaje, a nie promuje. Jak mało kto w Polsce jest już dostatecznie wypromowany. Po co jednak ciągle czepiać się wszystkiego, co robi ks. Jankowski. Moim zdaniem to niefortunna impreza medialna, która niczemu dobremu nie służy. Z księdzem prałatem można prowadzić debatę na temat stosunku do Żydów, miejsca Kościoła czy patriotyzmu, ale nie dyskutować o jego mało poważnych pomysłach.
Ale zarobione dzięki wykorzystaniu wizerunku ks. Jankowskiego pieniądze mają pójść na drukowanie książek oraz promocję patriotyzmu i wartości chrześcijańskich.
Z punktu widzenia estetyki zawodu księdza, powołania księdza, jest dziwaczne, odstające od schematów, może nawet rażące. Ale z punktu widzenia skuteczności należy zastanowić się, jaki rzeczywiście ma to cel.
Czy zachowanie ks. Jankowskiego nie jest rozmienianiem się na drobne?
Legendarny kapelan "Solidarności" zamieszkał już chyba w swej legendzie, a wszystko, co zdarzyło się potem, spowodowało, że dziś mówimy już o dwóch różnych postaciach ks. Jankowskiego.
Ks. Adam Boniecki jest redaktorem naczelnym "Tygodnika Powszechnego"
Ks. Adam Boniecki: Zależy, z jakiego punktu widzenia?
Na przykład moralnego.
Z punktu widzenia moralnego jest to obojętne. Ks. Jankowski rozpoczął wiele dzieł, na przykład budowę ołtarza, nie ma się więc co dziwić, że szuka pieniędzy, aby je ukończyć. Jednak z punktu widzenia estetyki zawodu duchownego jest to dziwaczne i ekscentryczne.
Czy więc ksiądz byłby skłonny kupić komuś jako prezent perfumy "Henryk Jankowski"?
Jeżeli bym kupił, to tylko jako dowcip. Zresztą zakup takich przedmiotów może być traktowany jako zabawna ciekawostka. Chociaż mydełko z twarzą księdza Jankowskiego... (śmiech) to naprawdę niecodzienne.
A casting na kelnerki, które będą pracować w klubokawiarniach prowadzonych przez instytut?
Cóż, to rządzi się swoimi prawami. Wątpię jednak, aby ksiądz prałat sam zasiadł w jury. Nie chciałbym jednak tego komentować, bo informacje prasowe są nastawione na sensację, i do końca nie wiadomo, jak to jeszcze będzie.
A sama idea klubokawiarni jako miejsc, gdzie będzie można się spotkać z autorytetami z różnych dziedzin życia i porozmawiać z nimi na ważne tematy?
Sama idea jest dobra. Powinno się szukać rozmaitych sposobów rozmawiania z ludźmi tam, gdzie oni są, a nie tylko czekać, aż przyjdą do kościoła czy do sali parafialnej.
Czy więc promowanie przez ks. Jankowskiego swojego wizerunku jest dobrym pomysłem?
On się sprzedaje, a nie promuje. Jak mało kto w Polsce jest już dostatecznie wypromowany. Po co jednak ciągle czepiać się wszystkiego, co robi ks. Jankowski. Moim zdaniem to niefortunna impreza medialna, która niczemu dobremu nie służy. Z księdzem prałatem można prowadzić debatę na temat stosunku do Żydów, miejsca Kościoła czy patriotyzmu, ale nie dyskutować o jego mało poważnych pomysłach.
Ale zarobione dzięki wykorzystaniu wizerunku ks. Jankowskiego pieniądze mają pójść na drukowanie książek oraz promocję patriotyzmu i wartości chrześcijańskich.
Z punktu widzenia estetyki zawodu księdza, powołania księdza, jest dziwaczne, odstające od schematów, może nawet rażące. Ale z punktu widzenia skuteczności należy zastanowić się, jaki rzeczywiście ma to cel.
Czy zachowanie ks. Jankowskiego nie jest rozmienianiem się na drobne?
Legendarny kapelan "Solidarności" zamieszkał już chyba w swej legendzie, a wszystko, co zdarzyło się potem, spowodowało, że dziś mówimy już o dwóch różnych postaciach ks. Jankowskiego.
Ks. Adam Boniecki jest redaktorem naczelnym "Tygodnika Powszechnego"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|