Udowodnienie korupcji jest rzeczą bardzo trudną, dlatego że biorący i dający łapówkę są zadowoleni z transakcji i obu stronom zależy na zachowaniu tajemnicy. Korumpującemu, bo za łapówkę uzyskuje pozytywne załatwienie jakiejś decyzji, a łapówkarzowi, bo za jeden podpis czy inne działanie omijające prawo otrzymuje nienależne, często ogromne sumy pieniędzy.
W wyniku działań korupcyjnych państwo polskie traci rocznie miliardy złotych. Przez wiele lat korupcja w Polsce nie była zwalczana z należytą determinacją. Dlatego rząd PiS powołał CBA - służbę wyspecjalizowaną do zwalczania przestępczości korupcyjnej. By działania CBA były skuteczne, może ono w swojej pracy wykorzystywać takie metody, jak: podsłuch, kontrola korespondencji, zakup kontrolowany. Stosowanie takich środków przewiduje prawo. Kontrolę nad tymi działaniami sprawuje Prokurator Generalny i sąd, który na ich zastosowanie musi wyrazić zgodę. CBA może także posługiwać się spreparowanymi dokumentami. Zgodne z prawem jest także używanie przez funkcjonariuszy CBA na użytek operacji specjalnych fałszywych dokumentów. Wszystkie te działania mają przecież służyć wykrywaniu i zapobieganiu korupcji.
Załóżmy hipotetyczną sytuację, że w środowisku biznesowym pojawiają się osoby będące współpracownikami wysokiego urzędnika państwowego.
W towarzyskich rozmowach deklarują, że za pieniądze są w stanie załatwić korzystne decyzje administracyjne, pozwolenia czy inne rzeczy potrzebne do prowadzenia działalności gospodarczej. Trzeba tylko wysoko opłacić ich i urzędnika, który ma wpływ na takie decyzje. Fakt, że urzędnik, na którego się powołują, pełni wysoką funkcję państwową, przekonuje ich, jak i inne osoby uczestniczące w tym procederze, o bezkarności ich działań. Są przecież pod jego parasolem ochronnym.
Gdy urząd powołany do zwalczania korupcji otrzymuje takie wiarygodne sygnały, musi to sprawdzić, używając wszelkich dozwolonych prawem metod! Co by się stało, gdyby CBA uznało, że "nie ruszamy sprawy, bo dotyczy wysokiego urzędnika, więc nie będziemy się narażać"? Gdyby taka informacja dotarła do mediów, to zapewne pełne oburzenia pisałyby, że CBA chroni polityków rządzących i ulega naciskom politycznym. I miałyby rację. Gdyby tak się działo, taki zarzut byłby w pełni słuszny.
Na szczęście tak nie jest. CBA zwalcza korupcję i jest "ślepa" na barwy partyjne czy prywatne znajomości osób dopuszczających się przestępstw. Wystarczy przypomnieć
ostatnie zatrzymania podejrzanych o korupcję dyrektorów Centralnego Ośrodka Sportu. W tamtym przypadku CBA posłużyło się tzw. kontrolowanym wręczeniem korzyści majątkowej. By złapać
podejrzanego na gorącym uczynku, podstawiona osoba wręczyła urzędnikowi łapówkę. Akcja zakończyła się sukcesem. Posłużono się działaniem standardowym w funkcjonowaniu służb
specjalnych na całym świecie i co ważniejsze - przewidzianym prawem, i jak się okazało - bardzo skutecznym. Służby specjalne, jak sama nazwa wskazuje, używają metod specjalnych. Nie są
naiwne i wiedzą, że pan X czy Y nie przyzna się do przyjęcia lub wręczenia łapówki, gdy zada mu się takie pytanie. Wiedzą, że same muszą zebrać taki materiał dowodowy, który pozwoli
postawić zarzuty naruszenia prawa.
Działania CBA wytyczają nowe standardy skutecznej walki z najgroźniejszymi przejawami korupcji, bo usytuowanej w obrębie ludzi sprawujących władzę.