Ten nieoczekiwany twór polityczny, jak zapewnia Lepper, ma być mężny jak lew i sprytny jak lis. Obie partie starają się w ten sposób odreagować trudną koalicję rządową z braćmi Kaczyńskimi. Trzeba przyznać, że premier obu panów nie zwykł był rozpieszczać. W ciągu roku mieliśmy ze trzy rozwody, ze dwa odnowione śluby koalicyjne, aż wszystko nieomal skończyło się nagle... przyskrzynieniem za kratkami Andrzeja Leppera. Jak na standardy europejskie koalicja okazała się więc nieobliczalna. Gdy partnerzy PiS - mimo pohukiwań - byli krnąbrni, to Kaczyński - niczym treser - co i raz przywoływał ich do porządku. Mimo wszystko trzem panom w tym związku od czasu do czasu musiało być całkiem znośnie, skoro na ostatnim kongresie Samoobrony pan Lepper zapowiedział, że koalicja rządowa przetrwa w zdrowiu jeszcze cztery kadencje parlamentarne...
Dziś twórcy LiS-a liczą, że odreagują na Kaczyńskich wszystkie upokorzenia i bez łaski premiera dostaną się do nowego parlamentu. Lepper odgraża się, że obie partie wespół w zespół mogą nawet zdobyć piętnaście procent głosów. Jest pewne, że jeśli nie uda się premierowi rozbić tego politycznego małżeństwa, to utraci on inicjatywę polityczną, bowiem o istnieniu rządu z dnia na dzień zadecydują panowie Giertych z Lepperem.
Wiadomo, że na dzień rozstania wybiorą moment najbardziej niekorzystny dla premiera. Uczynią tak, aby zabrać mu jak najwięcej głosów. Wszystkie trzy partie buszują bowiem w tym samym elektoracie, tak więc wspólnie będą chciały pokazać teraz, jak bliscy im są wyborcy odtrąceni przez III RP. Premier musi błysnąć talentem politycznym, jeśli nie chce, aby nadgryzły go przystawki. Lato polityczne tego roku zapowiada się bardzo gorące.
Janusz Rolicki, komentator "Faktu".