Najbardziej wpływową i głośną grupą są Jawolnicy, wśród których najgorliwsi ewoluują w stronę Cumbefelizmu (od zum Befehl). W zasadzie więc mamy bogactwo doktryn w polityce międzynarodowej i nic dziwnego, że dochodzi na tym polu do ostrych sporów, bo są to światopoglądy nie do pogodzenia.
Dopiero taki przegląd doktrynalny pozwala właściwie umiejscowić i lepiej zrozumieć konflikty pomiędzy PiS-em i opozycją na tym akurat polu, na którym w cywilizowanym państwie, w którym wszyscy rozumieją, co to jest racja stanu, powinna panować powszechna zgoda. Ale nie u nas. U nas każdy, kto był na urlopie na Majorce, albo przynajmniej zjadł obiad w pizzerii, ma własną wizję polityki zagranicznej. To co mówić o tych, którzy dostali za darmo currywurst z frytkami w kantynie Bundestagu albo zostali poklepani po plecach przez urzędnika Komisji Europejskiej w Brukseli. Ci chcą jeszcze jedną kiełbaskę i jeszcze jednego przyjacielskiego klapsa. Nigdy dość zaszczytów.
Prezydent Lech Kaczyński poleciał właśnie do USA na spotkanie z prezydentem Bushem. Nawet się nie domyślam, jakie będą rezultaty tej wizyty, ale już wiem, jak będzie oceniona. Katastrofa, kompromitacja, wstyd. Albo staniemy się, wedle wykwintnej kwalifikacji Tomasza Lisa, pudlem Ameryki, merdającym chwostem i jednocześnie podnoszącym tylną łapkę na Europę, albo się wyszczerzymy dumnie na tą Amerykę. Prezydent może w Waszyngtonie zaognić stosunki z Rosją, narazić się Niemcom, Francji i w ogóle Unii Europejskiej albo popaść w niewolniczą zależność od USA.
Żaden pozytywny scenariusz w ogóle nie jest możliwy, bo niemożliwe jest przyznanie, że ten rząd i ten prezydent robią cokolwiek korzystnego dla Polski. A nie jest możliwe, bo nie uprawiają żadnej z wyżej wymienionych doktryn. Najciekawsze jest jednak to, że zwolennicy Yesizmu-Seryzmu nie są w konflikcie z Tocznotakistami, a Koniecpolskiści z Jawolnikami. Wszyscy, kolektywnie, są w konflikcie z Kaczyńskimi.
Jest to jedyny konsensus, jaki udało się osiągnąć w polityce zagranicznej. Czytelników o słabszych nerwach, którzy za chwilę dowiedzą się o klęsce waszyngtońskiej, proszę o wyrozumiałość. W tym wszystkim naprawdę nie chodzi o miejsce Polski w świecie. Chodzi o stadne interesy groteskowych doktrynerów tu, na miejscu.