Jednak, gdybyśmy zaakceptowali taką praktykę, podważylibyśmy sens nowożytnego, a już na pewno współczesnego państwa, które opiera się na zasadzie (z reguły konstytucyjnej) równości wobec prawa. O taką równość liberalne partie polityczne walczyły przez dziesiątki lat i taka równość stanowi chlubę współczesnej demokracji. A jej najlepszym wyrazem jest powszechne przestrzeganie praw człowieka i obywatela, powszechne, niestety, w ramach cywilizacji zachodniej, a nie na całym świecie.
Otóż, pamiętając o tym wszystkim, można wciąż mieć wątpliwości, czy i w jakim stopniu Polska należy do świata zachodniego. Nierówność wobec prawa jest w Polsce wciąż faktem i to faktem po cichu aprobowanym zarówno przez tych, którzy mają lepszy dostęp do prawa, jak i przez kolejne władze polityczne. Nie wynika to ze złej woli, tylko z niskiej kultury prawnej oraz z wciąż hierarchicznej struktury polskiego społeczeństwa.
Problem niskiej kultury prawnej to - innymi słowy - problem polegający na tym, że obywatele nie są traktowani identycznie przez sądy, a to dlatego, że sądy, przy całej ich niezależności, składają się z ludzi, którzy są świadomi tego, że człowiek z głuchej prowincji ma z reguły gorszy dostęp do usług prawnych (zwłaszcza adwokata) i nieświadomie oraz bez złej woli gorzej, a zwłaszcza szybciej, podejmują decyzje.
Problem hierarchicznej struktury polskiego społeczeństwa polega na tym, że decentralizacja, która objęła władzę wykonawczą i ustawodawczą (samorządy) nie objęła ciągle dusz. I dlatego, zwłaszcza na mało widocznym poziomie lokalnym, ludzie wciąż tworzą elity, które nie są elitami rozumu, ale elitami wpływu. I jest na to przyzwolenie społeczne, bo dostęp do tych elit jest stosunkowo łatwy - wystarczy mieć dość pieniędzy. A większość z mieszkańców prowincji ma gdzieś jakiegoś krewnego lub znajomego i stara się wywalczyć, także w dziedzinie dostępu do usług prawnych, ile może.
Tak wygląda struktura państwa postszlacheckiego i posttotalitarnego. Może trochę i powoli się w tym zakresie zmienia, ale potrzeba co najmniej jednego pokolenia, żeby polscy obywatele mieli
świadomość równości wobec prawa i z tej równości korzystali. Czy to dużo, czy mało? Zależy od tego, co znaczy dwadzieścia lat dla każdego z nas.