Wczorajsze media ogłosiły przełom w sprawie tarczy rakietowej. Wszystko przez jedno zdanie prezydenta: tarcza będzie, bo sama w sobie jest dobra. To zdanie jednak uwidoczniło coś zupełnie innego, z czego wszyscy zdawali sobie sprawę od początku, a czego nikt jasno nie formułował. Że Polska od początku mówiła amerykańskim bazom rakietowym: tak. Pozostawała tylko kwestia: na jakich warunkach i co za to?
Podczas ostatniego objazdu George'a Busha po Europie i jego wizyty w Juracie, czeski premier ogłosił, że jego kraj z miejsca zgadza się na instalację amerykańskich systemów antyrakietowych. Polska ogłosiła, że będzie się zastanawiać i negocjować. Ale tak naprawdę, jedni i drudzy zadecydowali o tym samym. Przyjęli tylko inne strategie negocjacyjne. By uzyskać za sprawą tarczy jak najwięcej, Czesi najpierw obnieśli się ze swoim entuzjazmem, potem wskazując na koszta. Polacy przejawiali dystans, by skracać go za cenę ustępstw.
Tematy dyskusji, i czeskie, i polskie, to oczywiście też to, na jakich zasadach będą stacjonować amerykańscy żołnierze i gdzie będą rozlokowane bazy. Ale przede wszystkim to odpowiedź na pytanie, jak nasz kraj będzie traktowany przez zamorskiego sojusznika. Na ile poważnie można traktować zapewnienia o sojuszu strategicznym, o bezpieczeństwie, także energetycznym. A także, czy możliwe jest prawdziwe partnerstwo w sytuacji, w której Polacy są nadal poddawani poniżającej procedurze wizowej.
Te pytania zostały postawione podczas ostatniego amerykański spotkania prezydentów. Jak relacjonuje jeden ze świadków rozmowy Lecha Kaczyńskiego z George'em Bushem polski prezydent mocno zaakcentował sprawę wiz. Nic dziwnego, że przywódca USA swoje oświadczenie po rozmowach zaczął od tego tematu. Od tego, że będzie robił, co może, by rozwiązać tę sprawę. Te słowa to nie tylko rytualny gest. To także czytelny sygnał dla decydujących o tej sprawie kongresmanów, jakie jest stanowisko prezydenta.
Spotkanie z George'em Bushem, uhonorowanie Orderem Orła Białego dwóch sprzyjających nam senatorów, w końcu spotkanie z Nancy Reagan, której mąż też pośmiertnie został odznaczony. To wszystko miało między innym skutecznie budować "dobrą atmosferę", jak to eufemistycznie określa szefowa gabinetu prezydenta Elżbieta Jakubiak. Ta "Dobra atmosfera" to po prostu lobbing na rzecz polskich interesów.
Senatorowie Levin i Lugar, faktycznie zasłużeni dla walki o polską sprawę, mogli utwierdzić się w przekonaniu, że obrali słuszną drogę, która oprócz profitów moralnych przyniesie też takie bardzo doczesne, w postaci poparcia polskiego elektoratu w ich okręgach wyborczych. Po odznaczeniu, w rezydencji prezydenckiej w Blair House, wpływowy demokrata Carl Lewin chwalił Lecha Kaczyńskiego między innymi za tolerancję i dobre relacje państwa w Polsce z kościołami różnych wyznań. Lewinowi najwyraźniej daleka jest modna dziś diagnoza europejskiej lewicy, która utrzymuje, że nad Wisłą katuje się gejów i inne mniejszości.
Na lunchu z Nancy Reagan prezydentowej towarzyszyła śmietanka polityczna reaganowskiej administracji. Ci sędziwi już panowie to w dużej części amerykańscy neokonserwatyści. Intelektualne zaplecze Reagana. Ludzie, których koncepcje w ogromnym stopniu przyczyniły się do upadku komunizmu. Których wpływ na politykę USA Reagana, ale także Bushów i seniora, i juniora, jest nie do przecenienia. Dziś to nasi sojusznicy. A ich głosu w USA uważnie się słucha.
To, o co można mieć pretensje do naszych negocjatorów z prezydentem na czele to sączenie informacji dla polskiej opinii publicznej kropelka po kropelce. Po konferencji prasowej, na której Lech Kaczyński powiedział, że tarcza będzie, ministrowie rzucili się do wykładania słów prezydenta, że to właściwie tylko deklaracja, "że my poważnie rozważamy tarczę", wmawiając dziennikarzom, że prezydent nie powiedział tego, co powiedział.
Opinia publiczna ma jednak prawo być informowana jasno i konkretnie. I powinniśmy mieć klarowną informację o wszystkim, poza tym, co jest elementem strategii negocjacyjnej i nie może być jeszcze ujawnione. Tymczasem nie można nie odczuć, że wiadomości odnośnie tarczy są także uzależniane od strategii prezydenckiego PR i bieżącej polityki krajowej.
Pozostaje jeszcze jedno pytanie. Czy sprawa montażu elementów tarczy w Polsce będzie głosowana przez parlament? Jak tłumaczy jeden z negocjatorów, wiele zależy od tego, jak skonstruowana zostanie umowa. Ale jednak tak ważna kwestia nie powinna chyba pominąć debaty sejmowej. Tylko, czy rząd i prezydent będą gotowi podjąć takie ryzyko?
Czy akcja Lecha Kaczyńskiego w USA będzie skuteczna? Zobaczymy po efektach. Po tym, jak mocno USA będą bronić naszych interesów energetycznych. Po tym, czy polepszy się sposób i rodzaj
pozostawiających dziś wiele do życzenia dostaw amerykańskiego sprzętu dla naszej armii. W końcu, czy coś się zmieni w kwestii wizowej.
Wiktor Świetlik, szef działu Opinie "Faktu"