Naszym najważniejszym partnerem bilateralnym są USA. Jesteśmy lojalnymi członkami Unii Europejskiej. Jesteśmy dumni z roli, jaką odgrywamy w ONZ. Sojusze te zasadzają się na wspólnych wartościach i są umocowane we wspólnych instytucjach. Ewolucja w polityce zagranicznej nie dotyczy naszych wartości ani sojuszy, lecz uzależniona jest od zmieniających się okoliczności i zmieniającego się rozkładu sił. To właśnie wymaga nowego sposobu myślenia i nowych rozwiązań
Jeszcze nigdy polityka zagraniczna nie decydowała w takim stopniu o sukcesach na własnym podwórku. Nasz dobrobyt zależy od otwartości Wielkiej Brytanii - otwartości na nowe inwestycje i handel, na nowych ludzi i nowe pomysły. Nasze bezpieczeństwo zależy od podejścia do przejawów niesprawiedliwości w kraju i za granicą, od naszej współpracy z innymi krajami w walce z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną, w rozwiązywaniu problemów związanych z imigracją.
Powodzenie naszej misji, jaką jest upodmiotowienie obywateli, zależy od porozumień na szczeblu globalnym oraz od instytucji zajmujących się problemami globalnymi, jak również od większej odpowiedzialności społeczności lokalnych za sprawy lokalne. Polityka zagraniczna powinna być siłą działającą zarówno dla dobra Wielkiej Brytanii, jak i świata. Jesteśmy od siebie wzajemnie uzależnieni. Ale nowy rozkład sił wymaga nowej dyplomacji.
Przez większą część minionego stulecia nasze obawy odnośnie do bezpieczeństwa wiązały się przede wszystkim ze zbyt silną i ekspansywną władzą państwową. Dzisiaj największe zagrożenia pojawiają się w krajach, gdzie władza państwowa nie jest zbyt silna, lecz zbyt wątła, w krajach słabych, nie dość mocno stojących na własnych nogach. Jednocześnie obserwujemy nową aktywność Chin, Indii i Rosji. W ciągu dwudziestu lat geograficzne rozproszenie sił politycznych, gospodarczych i militarnych może przybrać największe rozmiary od upadku cesarstwa rzymskiego.
Równie ważne jest jednak to, że możliwości koordynacji w skali międzynarodowej nie są już uzależnione od dostępu do zbiurokratyzowanych hierarchii. Koordynacja może następować poprzez sieci. W formie łagodnej zjawisko to można zaobserwować na przykładzie Linuxa, który stawia wyzwanie Microsoftowi, lub kampanii politycznych w rodzaju "Niech ubóstwo przejdzie do historii", "Zatrzymać klimatyczny chaos" czy "Bierzcie sprawy w swoje ręce". Szkodliwy aspekt tego zjawiska to zwiększone możliwości ekstremistów i terrorystów, którzy dzięki temu mogą koordynować różnorodne działania, nie narażając się na żadną kontrol. Te przesunicia w rozkładzie sił mają konsekwencje dla naszej polityki zagranicznej.
Nasze wpływy w świecie będą zależeć od czterech głównych narzędzi. Narzędzie pierwsze to przywództwo intelektualne - zwycięstwo w walce ideologii. Oznacza to, że musimy jasno stawiać sprawy dotyczące pryncypiów. Na przykład odpierać nieprawdziwe zarzuty, że nasza polityka zagraniczna wymierzona jest w jakąś konkretną grupę ludzi lub państw. Postępujemy właściwie, opowiadając się za dwupaństwowym rozwiązaniem na Bliskim Wschodzie. Ale postępujemy tak, ponieważ tak właśnie powinniśmy postępować, a nie po to, aby zadowolić Al-Kaidę.
Musimy również jasno stawiać sprawę wartości. Na przykład porozumienie "Obowiązek zapewnienia ochrony" zawarte podczas Światowego Szczytu ONZ w 2005 roku otworzyło nowy, ważny etap w dyskusji o prawach człowieka i suwerenności narodowej. A przywództwo oznacza konieczność wyraźnego wskazywania na fakty i dowody - na przykład konsekwencje zmian klimatycznych dla bezpieczeństwa gospodarczego i narodowego.
Narzędzie drugie to wpływanie na sytuację poprzez instytucje i sieci. Wielka Brytania w pojedynkę nie jest wystarczająco silna ani uprawniona, aby generować zmiany. Natomiast współdziałając z innymi, ma takie możliwości. Wielka Brytania musi wykorzystać swoją siłę, odgrywając rolę globalnego centrum w kategoriach finansowych, kulturalnych i politycznych. Działanie międzynarodowe to nie jest opcja miękka.
Wystarczy spojrzeć na Afganistan - kraj symbolizujący nasz podwójny cel, jakim jest ochrona bezpieczeństwa narodowego i wspieranie praw człowieka. Nasze siły stacjonują tam w ramach operacji NATO mającej mandat ONZ. Operację wojskową wspierają wielostronne działania, między innymi inwestycje UE i ONZ w rozwój kraju oraz w pomoc humanitarną. Działanie międzynarodowe nie zastępuje potrzeby rozwijania stosunków dwustronnych. W praktyce działanie takie wymaga zaangażowania największych potęg światowych. USA to nasz najważniejszy partner bilateralny - z uwagi na wspólne wartości, ale także z uwagi na realia polityczne. Stany Zjednoczone to największa gospodarka świata.
Kiedy się angażują - czy to w proces pokojowy na Bliskim Wschodzie, czy w kwestie związane ze zmianami klimatycznymi lub rozwojem międzynarodowym - dysponują największymi możliwościami służenia dobrej sprawie spośród wszystkich krajów świata. Dlatego właśnie popieramy prezydenta Busha, który zobowiązał się nadać priorytet długofalowym negocjacjom politycznym w sprawie dwupaństwowego rozwiązania oraz krótkofalowej pomocy humanitarnej dla rządu palestyńskiego pod przywództwem prezydenta Abbasa i premiera Fajada.
Czasem porównuje się nasze stosunki z USA z naszą pozycją w Unii Europejskiej. Ale Unia nie jest partnerem bilateralnym - my jesteśmy jej członkiem. To członkostwo jest dla nas wartością - daje nam dostęp do rynków oraz ustalone standardy działania. To także wartość w postaci wspólnej walki z przestępczością. I musi ono być również dla nas wartością w polityce zagranicznej - nie chodzi o to, aby zastępować państwa narodowe, lecz o to, aby lepiej wyrażać wspólne zobowiązania państw narodowych. Unia została jednak utworzona po to, aby zająć się zagrożeniem, które już nie istnieje - konfliktem w Europie Zachodniej.
Jeżeli chce odnowić swój mandat, musi znaleźć nową rację bytu, według mnie skoncentrować się między innymi na zmianach klimatycznych. Stworzenie Unii przyjaznej środowisku jest w XXI
wieku wyzwaniem tak samo wielkim, jakim w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku było zapewnienie pokoju w Europie.
Narzędzie trzecie - zachęty i sankcje - przynależne jest władzy silniejszej. Historia dowodzi, że członkostwo w "klubach" takich jak Unia Europejska, Światowa Organizacja
Handlu czy NATO postrzegane jest jako wielka zachęta. Korzyści, jakie niesie wolny handel czy ochrona militarna, należą się krajom grającym zgodnie z zasadami. Zdecydowanie popieram rozmowy w
sprawie przystąpienia Turcji do UE. Perspektywa członkostwa zbudowała most do Turcji. W ostatnich latach zniesiono tam karę śmierci oraz wzmocniono prawa kobiet i mniejszości.
Wyważony pakiet zachęt i sankcji jest również potrzebny do wywierania nacisku na niektóre kraje i regiony. Iran ma pełne prawo być krajem bezpiecznym i bogatym. Nie ma on jednak prawa rozpętywać nuklearnego wyścigu zbrojeń na Bliskim Wschodzie ani zagrażać stabilizacji swoich sąsiadów. Dlatego nasze podejście jest dwutorowe. W dalszym ciągu dyskutujemy na temat kolejnych sankcji w ramach grupy E3+3 (Wielka Brytania, Francja, Niemcy + USA, Rosja i Chiny), międzynarodowej koalicji, której zadaniem jest odniesienie się do obaw związanych z irańskim programem jądrowym. Jednocześnie, poprzez proces E3+3, proponujemy całościowy pakiet zachęt, w tym pomoc przy cywilnym programie jądrowym oraz środki mające pomóc Iranowi w uzyskaniu dostępu do międzynarodowych rynków i kapitału.
Bywa, że zachęty i sankcje trzeba stosować w połączeniu lub zastępować czwartym narzędziem - interwencją bezpośrednią. W 1999 roku słuszna była reakcja na straszliwe czystki etniczne mające miejsce w Kosowie. Prawie dekadę później słuszne jest to, że ONZ i Unia Afrykańska współpracują ze sobą na rzecz wzmocnienia sił w Darfurze, aby chronić bezbronną ludność cywilną. Słuszne jest także i to, że pod przewodnictwem Francji Unia dąży do rozmieszczenia niewielkich sił wojskowych wzdłuż granicy Czadu i Darfuru. Jeżeli chodzi o Irak, to podczas wizyty w tym kraju premier powiedział wyraźnie, że wypełnimy swoje zobowiązania międzynarodowe oraz zobowiązania wobec narodu irackiego, i tak właśnie zdecydowani jesteśmy postąpić.
W dalszej pracy nad tymi propozycjami powinniśmy wykorzystać wiedzę i doświadczenie tkwiące zarówno w tradycyjnych kręgach dyplomacji, jak i poza nimi. Proces ten rozpoczyna się w tym tygodniu rozmową na temat sposobów dalszego działania. Sprawa pierwsza to priorytety. Biorąc pod uwagę narzędzia, które opisałem powyżej, powinniśmy się zastanowić, na czym Wielka Brytania powinna skoncentrować swoje działania w skali globalnej: gdzie jesteśmy najbardziej potrzebni oraz gdzie możemy najskuteczniej wpłynąć na zmianę sytuacji? Według mnie, jeżeli chcemy cokolwiek osiągnąć, musimy najpierw pokonać radykalizację postaw i terroryzm, zbudować Unię Europejską tworzącą dobro u siebie i poza swoimi granicami oraz kształtować globalny trend mający na celu przejście do gospodarki zapewniającej dobrobyt przy niskich emisjach dwutlenku węgla.
Sprawa druga to współpraca wszystkich resortów brytyjskiego rządu. Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych to wartość unikalna w skali globalnej. Ale dyplomację trzeba łączyć ze środkami będącymi w gestii innych resortów, takimi jak pomoc, handel, instytucje finansowe czy interwencja wojskowa. Jak możemy usprawnić koordynację pomiędzy Ministerstwem Spraw Zagranicznych i innymi resortami w odniesieniu do konkretnych krajów i wyzwań?
Sprawa trzecia to nasza aktywność poza rządem, współpraca z grupami wyznaniowymi, organizacjami pozarządowymi, biznesem i środowiskiem akademickim. Nowa dyplomacja jest zarówno publiczna, jak i prywatna, zarówno masowa, jak i elitarna, szybko reagująca, a jednocześnie rozważna. To wszystko musi znaleźć odzwierciedlenie w naszych działaniach.
Ci z nas, którzy pragną otwierać się na świat, stoją przed trudnym pytaniem, jak należy to robić. Spotykamy się ze sceptycyzmem i fatalizmem. Dobrze to ujął John F. Kennedy. Powiedział, że polityka zagraniczna powinna się opierać na "idealizmie bez złudzeń". Nie mam żadnych złudzeń, jeżeli chodzi o wyzwania i przeszkody. Ale wciąż widzę miejsce na idealizm - przede wszystkim wiarę w to, że Wielka Brytania może się stać globalnym centrum prowadzenia dyskusji i podejmowania decyzji dotyczących wielkich problemów gospodarczych, społecznych i politycznych, przed którymi stoimy.