Dziennik Gazeta Prawana logo

Rybiński: Między nami jaskiniowcami i Maksymiukiem

5 listopada 2007, 23:14
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Już wydawało się, że znaleźliśmy się na dnie, kiedy od dołu zapukał poseł Maksymiuk z Samoobrony. Oświadczył, że Andrzej Lepper nie nagrywał posiedzeń rządu. Cóż za szlachetność, jaka zasługa. Wicepremier rządu Rzeczypospolitej nie nagrywał potajemnie obrad najwyższego gremium kierowniczego państwa - pisze w "Fakcie" publicysta Maciej Rybiński.

A przecież mógł. Jakież możliwości otwierały się przed posiadaczem takich nagrań. Za ich przekazanie w odpowiednie ręce mógłby pozostać wicepremierem w każdym innym rządzie, zostać uznany za polityka roku przez "Gazetę Wyborczą", a nawet otrzymać tytuł profesora jakiejś moskiewskiej uczelni.

Zaczynam się poważnie zastanawiać, gdzie my żyjemy, skoro polityk pragnący uchodzić za męża stanu, poseł na Sejm RP składa poważnie takie oświadczenie jak Maksymiuk, a tabuny żurnalistów i moralistów przyjmują to bez protestu i nawet zdziwienia.

Czy zasługujemy, czy powinniśmy mieć - Polacy - państwo i rząd, skoro to wszystko, co decyduje o naszym życiu, o miejscu w świecie i Europie jest tylko igraszką w rękach jaskiniowców? Walka z obrzydłym reżimem Kaczyńskich jest już po prostu walką z państwem i jego instytucjami. To już nie jest polityka, to burda. Od kaprysu jakiegoś Leppera, wystylizowanego na szlachetność zależy, czy obrady rządu są podstępnie nagrywane, czy zostaną upublicznione. I nikt nie dostrzega, jakie to ponure i odrażające.

Dla politycznych estetów, którzy zawsze pogardzali Andrzejem Lepperem i jego Samoobroną mityczne taśmy - o których nie wiadomo, czy zawierają zwierzenia Jarosława Kaczyńskiego o jego życiu intymnym, czy wyznania dotyczące finansowania Porozumienia Centrum z FOZZ-u (obie groteskowe możliwości wyczytałem w prasie) - stały się jądrem polskiej polityki i punktem odniesienia.

Ludzie, jak wam nie wstyd. Wydaje się wam, że wykorzystujecie głupiego, naiwnego chama do własnych celów, a tymczasem to on posługuje się wami, jak marionetkami na sznurku. Niszcząc w dodatku ostatnie zasady, jakie przetrwały jeszcze w sferze publicznej od czasu pamiętnej deklaracji Leppera, że Wersalu już tu nie będzie i budując nowe obyczaje polityczne, od których może już nie być odwrotu.

Z uczuciem zażenowania obserwuję wysyp rzeczników prasowych Leppera, obrońców i miłośników Samoobrony, dyszących żądzą poznania wstrząsającej ponoć zawartości jego taśm z nadzieją, że da się na nich zbudować inną Polskę. Owszem, już na samej gadaninie o tych taśmach buduje się inna Polska. Polska rynsztokowa, bagnista, gnojówkowa.

Platforma Obywatelska zachowywała w sprawie taśm godną pochwały wstrzemięźliwość, aż nagle Bronisław Komorowski oświadczył, że opinia publiczna ma prawo poznać ich zawartość. A to niby dlaczego? Opinia publiczna, gdyby była zdrowa i normalna, nie chciałaby poznać zawartości, tylko pogoniłaby posiadacza tych rzekomo porażających tajemnic z życia publicznego.

Opinia publiczna to nie jest baba z magla, chociaż politycy i media wiele robią, aby nią była. Już teraz statystyki i fakty małą odgrywają rolę w ocenie rzeczywistości, ważniejsze są ploty i pomówienia. Już wkrótce dojdziemy do ideału: społeczeństwem rządzić będą z tygodnia na tydzień akcje propagandowe na poziomie rewelacji, że jedna baba drugiej babie wpakowała w dupę grabie.

Oczywiście, można powiedzieć, że Kaczyńscy sami są winni, bo wzięli sobie na głowę Leppera, i jeszcze z Giertychem. Widziały gały, co brały. Ale prawda jest taka, że Leppera wsadziła na głowę Kaczyńskim Platforma. I niestety, nie tylko im - nam wszystkim, Polakom. Jest to grzech trudny do wybaczenia, bo jego skutki - jak to w polityce - nie ustaną już nigdy. Zmian, jakie nastąpiły w mentalności i moralności publicznej nie da się szybko i prosto odwrócić.

Rąbka tajemnicy na temat kompromitujących Jarosława Kaczyńskiego rewelacji uchyla wczorajsza "Polityka" w wywiadzie Jacka Żakowskiego z Lepperem. Najbardziej obciążający Jarosława Kaczyńskiego fragment wyznań Leppera, to posiadanie własnej wizji Polski, Polski jego marzeń i konsekwentne dążenie do jej realizacji. To rzeczywiście porażające - jest tyle wizji Polski, choćby Leppera, albo Żakowskiego, a Kaczyński uparł się akurat na swoją. Tego mu ani Lepper, ani Żakowski nie darują. Niestety, ofiarami vendetty będziemy my wszyscy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj