Magdalena Środa, filozof, etyk
Jestem przeciw mundurkom z dziewięciu powodów. Po pierwsze: nie znoszę hipokryzji. Mundurek niczego nie wyrówna, nie zaprowadzi ani równości, ani sprawiedliwości społecznej, bo dzieci, które chcą się wyróżniać i dominować bogactwem, i tak będą to robić poprzez inne elementy stylu bycia.
Po drugie: nie znoszę autorytaryzmu. Z czasów komunizmu pozostała mi niechęć do władzy, która interesuje się życiem osobistym (lub jego częściami składowymi). Strój szkolny (poza pewnymi elementami w rodzaju tarczy) jest sprawą osobistą.
Po trzecie: cenię sobie indywidualizm, nawet ten wyrażony tylko w stylu bycia. Jak mówił J.S. Mill, dobrobyt rodzi się w społecznościach, gdzie panuje wolność, i to zarówno od woli innego człowieka, jak i od opinii publicznej. Tej wolności trzeba się uczyć od dziecka.
Po czwarte: nie znoszę uniformów, urawniłowki, szarości, jednolitości i wojskowości. Mundur, mundurek, garnitur, więzienny pasiak i habit wywołują u mnie repulsję. Bo każdy z nas jest wyjątkowy i nie powinniśmy naśladować termitów oraz innych owadów błonkoskrzydłych, które przyroda stworzyła w innym celu niż ludzi.
Po piąte: cenię sobie samorządność i uważam za złą praktykę centralizowanie decyzji dotyczących majtek, kapci, fartuszków i innych elementów odzieży przez szczebel ministerialny. O stroju szkolnym powinny decydować władze szkoły, rodzice i dzieci.
Po szóste: uważam, że dziecko jest podmiotem posiadającym prawa. W dodatku dla dziecka ważne jest to, w co się ubiera, uważam więc, że dzieci - poprzez debatę - powinny wspólnie ustalić, w czym chcą chodzić do szkoły. Nie chodzi o rewię mody, tylko o naukę samorządności.
Po siódme: jestem za tradycją, która traktuje mundurek jako element przynależności do pewnej wyróżnionej szkolnej wspólnoty. Mundurek może być przedmiotem dumy, ale tylko wtedy, gdy jest - zarazem - przedmiotem wyboru, to znaczy gdy wybiera się szkołę, gdzie panuje tradycja mundurków.
Po ósme: coroczny wydatek na mundurek (bo dzieci szybko rosną), zwłaszcza w wielodzietnej rodzinie, jest z pewnością niemałym i zupełnie niepotrzebnym obciążeniem domowego budżetu. Lepiej kupić dziecku "Ferdydurke" Gombrowicza lub "W oparach absurdu" Słonimskiego, żeby lepiej rozumiało świat, który je otacza.
Po dziewiąte: chcę zapomnieć o tym kompromitującym epizodzie w dziejach polskiej szkoły. I niechaj dzieci od tej pamięci też będą wolne.
Szkoła potrzebuje choć odrobiny rygoru i dyscypliny
Dorota Gawryluk, TVN Biznes
W tym roku mój syn po raz pierwszy jak wszyscy jego koledzy będzie musiał włożyć mundurek. On sam ostro się przeciw temu buntuje. Jednak moim zdaniem obowiązkowe mundurki mogą przynieść same korzyści. Każdy rodzic, który ma dziecko w wieku szkolnym, na pewno zauważył, że strój to dla dzieci ważna sprawa. W szkole panuje stały wyścig - kto ma lepsze ciuchy i kto jest fajniej ubrany.
A popisywanie się markowymi ubraniami jest ważniejsze dla dzieci niż popisywanie się swoją wiedzą czy osobowością. Większość dzieci marzy o nowych ubraniach, jeszcze modniejszych i jeszcze droższych, niż mają koledzy. Obowiązkowe mundurki załatwiają dwa kłopoty za jednym zamachem. Po pierwsze wszyscy mają takie same stroje, więc nie ma już czym szpanować. Po drugie rodzice nie mają problemu, jak znaleźć co miesiąc pieniądze na nowe stroje dla dziecka. To podważa argumenty przeciwników mundurków, którzy twierdzą, że stanowi one ogromny wydatek dla biednych rodzin.
Oczywiście trzeba wyłożyć najpierw pieniądze na dwa komplety mundurków, ale potem nie trzeba się już martwić. Mam wrażenie, że głosy krytyczne wobec wprowadzenia mundurków są formułowane z wielkomiejskich wyżyn polskiej publicystyki - tak bowiem mogą twierdzić osoby, które nigdy nie miały problemu z tym, że ich dziecko płacze, bo kolega z klasy miał lepsze spodnie czy buty.
Mundurki nie tylko ułatwiają kwestie praktyczne, mogą też przynieść korzyści edukacyjne. To bowiem pierwszy krok do przywrócenia normalności w szkole. Liberalne podejście do wychowywania, w którym brakowało stałych reguł i zasad, a które przeniosło się do szkół, nie sprawdziło się. W szkole brakuje dyscypliny i pewnego rygoru, co powoduje zagubienie młodych ludzi. Warto więc, by te słowa wróciły do naszego słownika i straciły swój negatywny wydźwięk.
Mundurki zaś wprowadzają właśnie dyscyplinę, przynajmniej estetyczną. Dają też poczucie przynależności do szkolnej wspólnoty i identyfikacji z własną szkołą. Dzięki temu dzieciom będzie łatwiej budować szacunek do miejsca, w którym się uczy. Zmiana formy pozwoli na zmianę treści. Uczniowie będą mogli się skupiać na nauce, a nie na rzeczach powierzchownych, jak np. rywalizacja w kwestiach stroju. Dzięki temu będą zmuszone, by wyróżniać się osobowością, inteligencją, wartościami wewnętrznymi - zmusi je to do rozwoju indywidualizmu na innym polu niż tylko ubranie.
W dobrych szkołach na Zachodzie obowiązkowe mundurki to podstawa. Mam nadzieję, że polskie szkoły będą je coraz bardziej przypominać.