"Ostatni wielki ślub królewski odbył się 30 lat temu w 1981 roku. Byłem wtedy w Polsce i Solidarność była dla mnie ciekawsza niż tamten ślub. Jak wiemy, zakończył się on straszną tragedią. Nie chodzi tu nawet o sam rozwód, lecz o tragiczną śmierć Diany. Naród i rodzina królewska chce teraz myśleć o czymś nowym, ponieważ duch Diany nadal w tej rodzinie jest obecny" - powiedział prof. Davies.

"William to portret swojej matki. Te same gesty, bezpośredniość. Diana miała piękne podejście do ludzi. Natomiast Karol żył w sztywnych, formalnych zwyczajach królewskich. Diana to złamała i widać, że William idzie po linii matki, a nie ojca. To jest zmiana i to będzie zapewne dobrze przyjęte przez publiczność. Jak długo to potrwa? Nie wiem" - powiedział Davies.

Jego zdaniem pochodzenie Kate Middleton nie jest przeszkodą dla Brytyjczyków, ale nowa rola może być trudna dla niej samej. "Middleton pochodzi z normalnej rodziny klasy średniej. Nie jest bardzo bogata, ale też nie jest biedna. Słyszałem, że kupili suknię ślubną wartą tyle, co samolot. To jest dziewczyna, która skończyła normalną szkołę i studia. Jej życie nie będzie teraz łatwe" - powiedział Davies.

Podkreśla jednak, że wielu Brytyjczyków trzyma kciuki, żeby Middleton nie miała takich doświadczeń jak Diana. "Diana miała 19 lat i nikt jej nie pomagał. Była pozostawiona sama sobie. Diana zrobiła dużo dobrego, a jej pogrzeb był ostatnim wielkim momentem w dziejach Wielkiej Brytanii. A teraz tak duże wydarzenie dotyczy jej syna" - mówił Davies. Przyznał, że książę William i Kate Middleton są parą znacznie lepiej przygotowaną do swojej roli.

Następcą tronu brytyjskiej monarchii jest książę Karol - ojciec Williama. Karol jest znacznie mniej lubiany niż książę William, lecz - zdaniem Daviesa - mało prawdopodobne jest to, żeby William zastąpił ojca.

"William jest delikatnym chłopakiem, ma dużo cech swojej matki i na pewno nie będzie chciał wejść w konflikt z ojcem. Z własnej woli tego nie zrobi, chyba że ktoś to wymyśli. Ale wtedy na pewno dobrze spełni swój obowiązek. Wątpię jednak, żeby tak się stało, ponieważ królowa jest monarchą 15 krajów i wszyscy musieliby się na to zgodzić. Dopóki żyje Elżbieta II będzie spokojnie. Ona jest powszechnie szanowana, lubiana, neutralna i skromna. Gdy jednak odejdzie, nastąpi zapewne pewien kryzys" - przewiduje.