Stanisław Dąbrowski stwierdził w rozmowie z "Super Expressem", że politycy bronią swoich wpływów na sądownictwo jak niepodległości. - mówił pierwszy prezes Sądu Najwyższego. I dodał, że chęć zachowania wpływu na sądy ostatnimi czasy się nasiliła.
Chwilę potem jednak przyznał, że nie dziwi się, iż . - pytał Dąbrowski.
Wyliczył też kolejne zmiany prawa, które prowadziły do większej kontroli polityków nad sądami. Pierwszą przeprowadziło w 2001 roku SLD. Odwrócono wówczas zasadę powoływania prezesa sądu. Wcześniej wskazywał go minister sprawiedliwości spośród grona kandydatów wskazanych mu przez zgromadzenie ogólne sędziów. Nowe prawo tę zasadę odwróciło.
W 2007 roku rządy PiS z kolei osłabiły kompetencje organów kolegialnych sądów. Sędzia podkreślił, że swoje nowelizacje idące w tym kierunki wprowadza też PO.
Mówiąc o niezależności sądów, Dąbrowski przyznał, że dotyczy ona z pewnością Sądu Najwyższego i sądów administracyjnych. W sądach powszechnych zaś, według niego - - grzmiał. I podkreślał, że zdecydowana większość sędziów taką odwagę ma.
Sam przyznał, że nie miał sygnałów o naciskach, które dotyczyłyby wydania konkretnego wyroku. - mówił.
Odnosząc się do prowokacji przeprowadzonej przez Pawła Mitera, który, dzwoniąc do prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, podał się za urzędnika kancelarii premiera, zastrzegł, że nie podoba mu się ściganie "sprawcy". - mówił.