Jednak proste rozumowanie podsuwa ideę, że raczej by nas prof. Gliński – z całym szacunkiem – nie wstrząsnął z posad, a ponadto był typowany przez niewątpliwie największą siłę opozycyjną i wreszcie, co to by był za zły precedens, gdyby nawet jeszcze pięciu kandydatów na premierów wystąpiło w Sejmie w ciągu najbliższych kilku miesięcy. A czy to w Sejmie tak ten czas jest cenny i same mądre rzeczy są mówione? Raczej wprost przeciwnie.
Reklama
Argument z precedensu nie jest wcale taki zły, jak się przekonano w krajach anglosaskich, gdzie precedens w prawie karnym ma nieporównanie większe znaczenie. Ale nie tylko w prawie karnym. Otóż w Polsce od kilku tygodni – a to są takie przemijające mody na słowa i rzekomo na sposoby rozwiązywania problemów – panuje powszechna mania na procedury. Dzwonią do mnie dziennikarze i zadają wyjątkowo mądre pytanie, czy człowiek jest ważniejszy, czy procedury. Człowiek to brzmi dumnie i zawsze człowiek jest najważniejszy, także w pogotowiu medycznym i we wszystkich ludzkich działaniach. Procedury są po to, żeby było jak najmniej kolizji między ludźmi i żebyśmy w działaniu publicznym na siebie nie wpadali, a nie po to, żeby zastąpić człowieka.
Chyba że mamy tak niskie mniemanie o sobie samych i o naszych bliźnich, że obawiamy się, iż bez procedur kompletnie się wszyscy pogubią, gdyż są – po pierwsze – pozbawieni przyzwoitości oraz – po drugie – głupi. Precedens jest nawet dla nieprzyzwoitych i głupich, bo precedens, pozwolę sobie na ociupinę konserwatyzmu, to po prostu zestaw doświadczeń, jak zachowywać się w danych sytuacjach. Tyle że – w odróżnieniu od procedur – precedensy nie są spisane i nie stanowią ani prawa, ani reguł, do których można się odwołać, kiedy się nie wie, co robić. Korzystanie z precedensu jest zatem nieco łatwiejsze, bo nie trzeba kartkować księgi z przepisami i procedurami, tylko odwołać się do własnych i cudzych doświadczeń życiowych.
Doskonały przykład stanowi problem niedawno poruszony przez jednego z profesorów, czyli plagiat. Ja, kiedy uczę studentów, wychodzę z przekonania i doświadczenia, że część z nich i tak nie chce się uczyć, a większość, przynajmniej na Uniwersytecie Warszawskim – bardzo chce. Dlatego nie ścigam plagiatów, a raczej wolę porozmawiać z autorami bardzo dobrych prac pisemnych. Jeżeli studenci już to wiedzą, plagiatów jest coraz mniej, a kiedy co pewien czas znajdzie się idiota i uda się go zidentyfikować, to trzeba wszcząć procedury. Jednak procedury na wyższej uczelni powinny być najmniej ważne, bo nie po to się studiuje.
Podobnie jest w życiu towarzyskim. Nie potrzebuję procedur, żeby zrezygnować z przyjaźni z kimś, kto naruszył na przykład moje poczucie dobrego smaku. Analogicznie powinno być w niemal wszystkich sytuacjach, które nie mają w sposób oczywisty wymiaru prawnego. Należy więc – i nie jest to wezwanie o charakterze anarchistycznym, lecz zdroworozsądkowym – łamać procedury, kiedy tylko uważamy, że cokolwiek jest od nich ważniejsze: precedens, człowiek, nasze poczucie sprawiedliwości czy po prostu nasza ciekawość świata i przekonanie o tym, że zasada fair play jest bardzo istotna.
Z tych wszystkich punktów widzenia polityka, a zwłaszcza polityka sejmowa, czyli niewykonawcza, powinna podlegać władzy precedensów w znacznie większym stopniu niż reguł. Ogromnie mnie bawi, kiedy Sejm czy jego szefowie robią z siebie nadęte do niemożliwości ciało, w czasach kiedy tak bardzo mało mamy o nich dobrego do powiedzenia. A gdybyśmy nawet mieli, to i tak są tylko naszymi przedstawicielami i własnego, samodzielnego życia politycznego nie mają, z czego powinni sobie nieco lepiej zdawać sprawę, zamiast udawać mądrali. Mądrale są gdzie indziej, ale nikt ich nie słucha.
Należy łamać procedury, kiedy tylko uważamy, że cokolwiek jest od nich ważniejsze