Dziennik Gazeta Prawana logo

Stępień: Poszerzanie horyzontów sędziego poza akta spraw

12 czerwca 2013, 09:42
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Jerzy Stępień
Jerzy Stępień/Newspix
Trudno sobie wyobrazić coś bardziej sprzecznego ze statusem sędziego i w ogóle z zasadą odrębności władzy sądowniczej od pozostałych władz, jak praca sędziego w ministerstwie, czyli pod kontrolą polityków.

Byłem sędzią i wiem, co wiedziałem wtedy i co wiedziałem, gdy zostałem radcą – jak bardzo moje horyzonty, wiedza o funkcjonowaniu państwa się poszerzyły. Do zmiany została jedna trudna rzecz: mentalność prokuratorów i sędziów” – powiedział poseł Jerzy Kozdroń w wywiadzie przeprowadzonym przez Bogdana Wróblewskiego dla „Gazety Wyborczej” (1 czerwca br.).

To tak jakbym cytował samego siebie – taka była bowiem pierwsza myśl, jaka mi przemknęła przez głowę, kiedy przeczytałem powyższy fragment wywiadu.

Moje doświadczenie w chwili zdjęcia sędziowskiej togi było bowiem identyczne. I nie mogło być inne. Pomińmy już sam tok studiów, kiedy to w latach 60. mieliśmy w programie cztery semestry historii prawa, a z Rzymem to i sześć, trzy semestry filozofii, cztery ekonomii (a myliłby się ktoś, kto by sądził, że wykładano nam wtedy ekonomię księżycową – wiedza z wykładów prof. Jarosława Semkowa z ekonomii politycznej kapitalizmu jeszcze dzisiaj broni się z powodzeniem sama), dwa logiki, trzy doktryn polityczno-prawnych, a ćwiczenia odbywały się w grupach kilkunastoosobowych. Dzisiejsi studenci prawa mogą, nam, starym tylko pozazdrościć tego poziomu ogólności, która stanowiła niezbędny fundament do bardziej już samodzielnego przyswajania sobie wiedzy w trakcie ostatnich dwóch, trzech lat studiów, a przede wszystkim podczas aplikacji odbywanych na zasadzie mistrz – uczeń.

Potem była asesura, czyli okres, kiedy to w większości przypadków młodzi ludzie zabiegają o swoje sprawy bytowe, zakładają rodziny, tak wtedy jak i dziś muszą myśleć o oddzielnym mieszkaniu, opiece nad dziećmi itd. I na to nakładają się w naszych warunkach jeszcze wysiłki, by niejako równolegle zdobyć odpowiednią pozycję w sądzie. Siłą rzeczy tak ustawiona droga kariery zawodowej musi zamykać adeptów tej sztuki w sędziowskim getcie.

Po kilku latach (w moim przypadku, licząc od skończenia aplikacji, po ośmiu) trudno było dostrzec, że poza murami sądów i własnych mieszkań jest jakiś inny świat – co najwyżej w telewizji i w gazetach – jeśli sędziowie czytają gazety...

Rozstanie z sądem przyniosło rozliczne, jak się później miało okazać, bardzo pozytywne, pouczające doświadczenia. Naraz przestają się kłaniać prokuratorzy, adwokaci i radcowie, a przecież jeszcze wczoraj przed trzydziestolatkiem czapkowali wszyscy bez wyjątku. Okazuje się, że poza sądami jest jeszcze jakaś administracja, jakieś urzędy, ba – fabryki, zakłady pracy, w których pracują nie tylko ubiegający się o rozwody i podwyższenie alimentów, że w społeczeństwie żyją także tacy, którzy nie kradną, nie biją, nie powodują wypadków pod wpływem alkoholu. Słowem – jakiś inny świat, który na dodatek nie chce się kręcić tak jak dotychczas wokół nas.

Ten upadek, choć z niezbyt przecież wysokiego konia, jest mimo wszystko bolesny, ale na szczęście życie toczy się dalej i stwarza wyjątkową okazję do dalszej nauki. To jest ten moment, o którym mówi poseł Kozdroń – został radcą i od tej chwili zaczęły się mu poszerzać horyzonty, ujawniając rzeczywistość prawdziwą – nie tę z akt sądowych.

Te nowe doświadczenia mogłyby być po latach bazą przydatną sędziemu, ale to w Polsce se ne vrati, pane Havranek...

Funkcjonująca od czasów zaborów urzędnicza kariera sędziowska, której nie byliśmy w stanie zmienić w międzywojniu i wygodna po 1926 r., zrozumiała jeszcze w czasach komunizmu, dziś jest już anachronizmem, ale paradoksalnie najtrudniej to wytłumaczyć samym sędziom i prokuratorom z uwagi – jak zauważa pan poseł – na ich mentalność.

Gdyby nie to, już dawno nikt w Ministerstwie Sprawiedliwości by ich nie uświadczył. Trudno sobie wyobrazić bowiem coś bardziej sprzecznego ze statusem sędziego i w ogóle z zasadą odrębności władzy sądowniczej od pozostałych władz, jak praca sędziego w ministerstwie, czyli pod kontrolą polityków.

Na szczęście są już pewne symptomy poprawy – do niedawna pracowało tam 360 sędziów, a obecnie pozostaje ich tu jeszcze tyko 120. Może nawet doczekamy takich czasów, kiedy znikną z korytarzy tego ministerstwa strażnicy więzienni, pracujący tam w charakterze portierów...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
były prezes TK i współautor reformy samorządowej
Jerzy Stępień
Prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu, w grupie roboczej do spraw samorządu terytorialnego. W rządzie Jerzego Buzka był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. W 2008 r. zakończył kadencję sędziego i zarazem prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Został później dyrektorem Instytutu Przestrzeni Obywatelskiej i Polityki Społecznej przy Uczelni Łazarskiego. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Wielkiego Księcia Giedymina. Wyróżniony Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Gloria Artis, oraz medalem Zasłużony dla Wymiaru Sprawiedliwości przyznawanym przez KRS.
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj