Dziennik Gazeta Prawana logo

Cosić: Niemcy nie chcą drażnić Rosji. Dowód? Wstrzemięźliwość NATO

20 sierpnia 2014, 06:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Cosić: Niemcy nie chcą drażnić Rosji. Dowód? Wstrzemięźliwość NATO
Shutterstock
Solidarność tak, ale bazy NATO nie – tak w największym skrócie brzmi przesłanie kanclerz Angeli Merkel do krajów nadbałtyckich. Nie jest to zaskakujące, postawa Niemiec jako członka NATO sprowadza się do prostej zasady „nie drażnić Rosji”. Na cud niemal zakrawa to, że 10 lat temu Niemcy zgodziły się na przyjęcie do sojuszu trzech byłych republik radzieckich.

Polityka Niemiec w stosunku do Rosji opiera się na uprzywilejowanym partnerstwie, popartym obopólnymi korzyściami (vide – gazociąg Nord Stream ) i podszytym strachem. Podstawowa zasada to „nie drażnić Rosji”. Otwiera to szeroki obszar aktywności, która w mniemaniu Berlina mogłaby zostać źle odebrana przez Moskwę.

Z dzisiejszej perspektywy cudem się wydaje zgoda Niemiec na przyjęcie do NATO Litwy, Łotwy i Estonii w 2004 roku. Tym bardziej, że w samych Niemczech miało to wielu oponentów.

Cztery lata później, podczas szczytu NATO w Bukareszcie Niemcy były już znacznie bardziej wstrzemięźliwe. Gra toczyła się wtedy o przyznanie tzw. MAP (mapa drogowa członkostwa) dla Gruzji i Ukrainy. Decyzja miała mieć wymiar bardziej polityczny niż praktyczny, o członkostwie w krótkiej perspektywie nikt nie myślał na poważnie. Francja i Niemcy zablokowały jednak tę decyzję.

Owszem, obu aspirującym krajom można było zarzucić niespełnienie wielu kryteriów, ale dopóki miały perspektywę, mobilizowały się. Decyzja tandemu niemiecko-francuskiego podyktowana była głównie lękiem przed prowokowaniem Rosji.

Byłam wtedy w Bukareszcie i pamiętam próbę obronienia tej fatalnej w sumie decyzji, tłumaczeniem, że oba kraje otrzymały w zamian obietnicę członkostwa w NATO. Na skutki tego błędu nie trzeba było długo czekać – zaledwie cztery miesiące później Rosja zaatakowała Gruzję, pozbawioną parasola ochronnego NATO.

Teraz nikt już nie mówi o członkostwie Ukrainy – mówię o sytuacji sprzed wybuchu wojny, bo i sama Ukraina nie jest też już tym zainteresowana. Gruzja teoretycznie ma drogę otwartą, ale to raczej pobożne życzenia. 

Podobnie zachowawczo zachowują się Niemcy w obliczu wojny na Ukrainie. Oświadczenie kanclerz Angeli Merkel na kilkanaście dni przed planowanym wrześniowym szczytem NATO ma szczególną wagę. To odpowiedź zarówno na oczekiwania Litwy, Łotwy i Estonii, że bazy NATO zostaną u nich rozlokowane.

Wniosek z niej jest jeden – Niemcy dalej uważają kraje nadbałtyckie za strefę wpływów rosyjskich i nie chcą narazić swoich dobrych relacji z Rosją na szwank. Ale to także zapowiedź tego, z jaką pozycją kanclerz jedzie do Walii, na szczyt.

Można się spodziewać, że nie jest to pozycja sprzyjająca reformom i usprawnieniu NATO. Bardzo ładnie brzmią słowa zapewnienia o solidarności z krajami nadbałtyckimi i pełne zrozumienie obaw ich i Polski. Co jednak z tego wynika?

Niewiele, bo polityczne deklaracje, a nawet mniej niż deklaracje nie zapewniły nigdy nikomu bezpieczeństwa. Nie jest to dobra wiadomość dla sąsiadów Rosji Niemcy jako jeden z ważniejszych krajów NATO mogą zablokować inicjatywy, mające na celu zapewnienie nam prawdziwego bezpieczeństwa. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj