Dziennik Gazeta Prawana logo
"Byliśmy głupi" – wyznał Marcin Król w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim w roku 2014. Ale było już za późno. Rok późnej obóz liberalny przegrał sromotnie grę o władzę. Dlaczego? Bo przez lata nie umiał zbudować mechanizmów wykrywania i korygowania własnych słabości. Dziś nowy PiS-owski salon idzie tą samą drogą. A raczej biegnie. Z zamkniętymi oczami.

Tydzień temu na zjeździe Zjednoczonej Prawicy (PiS i sojusznicy) w Przysusze przemawiał Jarosław Kaczyński. Bardzo ciekawy był fragmencik o krytykach rządu. Bo prezes ich – owszem – dostrzega. Ale radzi, by sobie nimi w ogóle nie zawracać głowy. mówił prezes PiS. I zaraz dodawał:

Dokładnie to samo nastawienie opisał w niedawnym wywiadzie dla "Kultury Liberalnej" Piotr Skwieciński, wicenaczelny otwarcie sprzyjającego rządowi tygodnika "wSieci". Skwieciński mówił, że na prawicy wygrał po 2015 r. wariant, zgodnie z którym "zamykamy oczy i idziemy do przodu”. Zwyciężyło przekonanie, że taka strategia to dla PiS jedyna szansa. tłumaczył Skwieciński.

Lider obozu władzy Jarosław Kaczyński wyraża, a publicysta Piotr Skwieciński opisuje tu bardzo poważny i rzeczywisty problem obozu "dobrej zmiany". Świadome poświęcenie na ołtarzu krótkofalowej skuteczności najważniejszych mechanizmów samokontroli i autokorekty. Fundamentalnych dla bardziej długofalowego powodzenia projektów. Zapiekli i niestroniący od cynizmu antypisowcy powiedzą zapewne, że ich to nie zaskakuje. Po prostu po 2015 r. Kaczyński i jego środowisko zrzucili maski, pokazując swoje prawdziwe, autorytarne oblicze. Ja widzę w tym jakiś rodzaj samookaleczenia. Zupełnie jak u bohatera popularnego pod koniec lat 90. filmu "Pi", który wywiercił sobie dziurę w mózgu, żeby usunąć stamtąd zbytnio go angażujące uzdolnienia matematyczne.

Bardzo dobrze widać to dziś w mediach. Możemy godzinami rozprawiać o kryzysie etosu dziennikarskiego, o stronniczości nadawców/wydawców albo zmierzchu starych modeli biznesowych w prasie i telewizji. Media wciąż pozostają jednak ważnym bezpiecznikiem ładu społecznego. A co się dzieje, gdy takiego bezpiecznika zabraknie, mogliśmy się przekonać, gdy po 1989 r. zniszczeniu uległy instytucje reprezentujące interesy świata pracy, takie jak związki zawodowe i dialog społeczny. W pierwszej chwili nie było tego oczywiście widać, ale po dwóch dekadach już zdecydowanie tak. Dostaliśmy bowiem rynek pracy uśmieciowiony i folwarczny. A naprawa tego stanu rzeczy będzie kluczowym wyzwaniem dla polskich decydentów politycznych jeszcze przez kilka dekad.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRafał Woś: Jak PiS sobie mózg rozwiercił [OPINIA] »
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj