Dziennik Gazeta Prawana logo

Ks. Pergół do Mazurka: W zasadzie całą Afrykę powinien zamknąć sanepid

10 sierpnia 2017, 20:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
ksiądz Adam Marek Pergół, fot. Darek Golik
ksiądz Adam Marek Pergół, fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
"Moi parafianie potrafią się ze mną dzielić, dają mi, co mają, więc jeśli mnie o coś proszą, to nie z egoizmu czy skąpstwa, tylko dlatego, że naprawdę potrzebują. Niedawno zjedli mi kazanie i wtedy zrozumiałem, że są głodni" - mówi w rozmowie z Robertem Mazurkiem ks. Adam Marek Pergół, misjonarz pracujący w Zambii od 2001 roku.

Robert Mazurek: Adamie, zawsze chciałeś być misjonarzem?
Ksiądz Adam Marek Pergół: Nie wiadomo skąd to przyszło. W seminarium jeździłem do sióstr misjonarek matki Teresy, bo zawsze chciałem pracować wśród biednych, ale też myślałem, że jak zostanę księdzem, dostanę jedną, drugą wypłatę, to mi przejdzie.

I nic?
Niestety, nie przeszło. Po pierwszym roku pracy w parafii w Płocku już wiedziałem, że chcę wyjechać.

Tak było źle?
Było bardzo fajnie, dobry proboszcz, świetnie rozkręcił parafię, ale ja już wiedziałem. I wiedziałem, że to będzie Afryka.

A co wtedy wiedziałeś o Afryce?
Nic, poza tym, że tam są biedni.

Biedni są wszędzie.
Ale moi biedni byli w Afryce. Jak powiedziałem rodzicom, to spodziewałem się szoku, a oni na spokojnie: „Myśmy wiedzieli”. Nie wiem skąd, bo nigdy z nimi o misjach nie rozmawiałem, ale wiedzieli.

Biskup się zgodził i co dalej?
Referent misyjny mówi, że potrzebują księdza w Zambii. Myślę tak: brzmi ładnie, prosta w wymowie, w pisowni też, niech będzie. Spojrzałem na mapę i już. Rok przygotowań w Polsce i 31 stycznia 2001 r. wylądowałem na lotnisku w Lusace. I prosto z lotniska śp. Jan Krzysztoń zawiózł mnie do Mpunde.

Pierwsze wrażenia?
Dużo czarnych, mało białych, czerwona ziemia.

A warunki?
Tuż potem doszedłem do wniosku, że w zasadzie całą Afrykę powinien zamknąć sanepid. Nie spełnia żadnych norm. Pamiętam, jak organizowaliśmy w Polsce obozy harcerskie, ile było koło tego zamieszania, a tu żadnych norm i wszyscy żyją.

Nie znałeś języka.
W cibemba ani słowa. Na początku Janek dał mi nauczyciela, dziadka bez wykształcenia, otwieramy mszał i zaczynamy od znaku krzyża: „Kwishina lyakwa Tata, na Mwana, na Mweo Mutakatifu. Amen”. Po dwóch tygodniach mogłem czytając odprawić mszę. Miałem nadzieję, że w mszale żadnych głupot nie napisali, więc odprawiałem. Na kurs języka zostałem wysłany do jednej z wiosek…

Kurs języka?
Pojechałem do wykwintnego domku w Butwie. Wykwintnego, bo murowanego i z dachem z blachy. Woda i wszystkie wygody były na zewnątrz. A kurs? Przychodziło do mnie trzech panów i próbowaliśmy się dogadać. Na początku była jakaś książka, ale to nie szło, bo nie potrafili wytłumaczyć mi zasad gramatyki, a nasza mentalność jest taka, że musimy zrozumieć, dlaczego tak się mówi. W momencie kiedy przestałem dociekać, a zacząłem powtarzać i uczyć się całymi zdaniami, sentencjami, to poznałem bemba. No i tak spędziłem trzy miesiące.

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj