Dziennik Gazeta Prawana logo

Parafianowicz: Nowe otwarcie polskich władz rozbija się o rafy dyplomatycznego tupolewizmu i zwykłej głupoty

Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki/PAP
Jedna z wersji opisujących początek sporu Polska – Izrael mówi o tym, że Mateusz Morawiecki – gdy tylko dowiedział się o planowanej zmianie przemówienia ambasador Anny Azari w Auschwitz – poprosił o informacje na temat problematycznej dla Żydów ustawy. Szef rządu został natychmiast zbriefowany. Ale – jak pisaliśmy wczoraj w DGP – na temat regulacji dotyczących reprywatyzacji, a nie IPN.

W szczycie konfliktu z Jerozolimą, gdy już było wiadomo, że przeciw Polsce są również Stany Zjednoczone, prezydencki doradca prof. Andrzej Zybertowicz w wywiadzie dla „Polski The Times” skomentował, że „antypolonizm w Izraelu bierze się z poczucia wstydu za bierność Żydów w czasie Holokaustu. To forma odreagowania”. Z kolei w ostatnią niedzielę podczas wykładu na temat relacji polsko-żydowskich w Chełmie Mateusz Morawiecki przekonywał, że „pierwszym aktem zbrodni na Żydach, która w historiografii żydowskiej jest czasami przyrównywana wręcz do Holokaustu, było powstanie Chmielnickiego”.

W zasadzie nawet miał rację. Rocznicę wymordowania przez Kozaków Żydów z Podola w 1648 r. wybitny rabin Sabataj ben Meir ha-Kohen ogłosił dniem surowego postu i żałoby – Chuf Sywn. Nie wiadomo tylko, czemu miało służyć posługiwanie się tym akurat przykładem w samym środku sporów o historię. To jednak nie koniec. Zaledwie chwilę po zaproszeniu wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa do Warszawy, które ma być początkiem ocieplania relacji z Brukselą, policja na polecenie prokuratury i zgodnie ze sztuką stosowaną wobec najgroźniejszych przestępców zakuła w kajdanki Władysława Frasyniuka.

Tych kilka pozornie ze sobą niezwiązanych wydarzeń z ostatnich dni rodzi poważne wątpliwości co do zdolności dokonania przez polskie władze nowego otwarcia na arenie międzynarodowej. Nawet jeżeli jest taki plan, ma on ogromną szansę rozbić się o rafy dyplomatycznego tupolewizmu i zwykłej głupoty. Jak można wierzyć w zdolność do unormowania stosunków z Izraelem i USA, jeśli główny ideolog machiny bezpieczeństwa narracyjnego pozwala sobie na szczerość, której nie powstydziłby się publicysta „Szczerbca”? Przecież nikt w Jerozolimie czy Waszyngtonie nie będzie się zastanawiał nad metasensem słów prof. Zybertowicza. Przyjmie je w najgorszej z możliwych dla Polski interpretacji.

920a15c5-9e45-4715-a0c0-99a748f13e0a

Jak można wierzyć w finezję w stosunkach międzynarodowych, jeśli szef rządu przed wybuchem największego kryzysu dyplomatycznego po 1989 r. jest zwyczajnie nieprzygotowany, bo znów dała o sobie znać Polska resortowa? Jak przekonywać Unię Europejską, że w Polsce dokonuje się reforma wymiaru sprawiedliwości, a nie demontaż demokracji, jeśli po przeciwnika PiS o szóstej nad ranem spektakularnie przychodzi policja? Poza Polską nikt nie będzie analizował tego, ile razy Władysław Frasyniuk nie stawił się na przesłuchanie. W świat pójdzie prosty komunikat: „PiS aresztowało ikonę walki z komunizmem”.

W końcu, czy jest jeszcze sens mówić o szukaniu porozumienia z Ukraińcami, jeśli polskie władze poszerzają tematykę historyczną o antysemityzm Bohdana Chmielnickiego? Niezależnie od tego, jak absurdalne i pełne hipokryzji są reakcje Kijowa na ustawę o IPN (wiosną 2015 r. to Ukraińcy pierwsi spenalizowali kwestionowanie bohaterstwa UPA, a stosowne prawo przegłosowali niecałe cztery godziny po wystąpieniu w ukraińskim parlamencie prezydenta Bronisława Komorowskiego), szef rządu nie musiał podgrzewać atmosfery, odwołując się do powstań kozackich.

Dziś jest dokładnie tak jak w „Księdze śmiechu i zapomnienia” Milana Kundery. Prozaik przypomina w niej czeskie hasło z 1968 r.: „My nie chcemy kompromisu, chcemy zwycięstwa!” i definiuje pojęcie „litosti”, które jest znakiem szczególnym narodów środkowoeuropejskich. „Historia wielkich buntów przeciw silniejszym, historia słynnych porażek, które wprawiły w ruch świat i doprowadziły naród do zguby – to historia »litosti«” – pisze Kundera.

"Nie chcemy kompromisu, chcemy zwycięstwa", a „do wyboru było w tym momencie kilka wariantów porażki, nic więcej (...). Tu nie przemawiał rozum, przemawiała »litost«”. Według Kundery „temu, kto odrzuca kompromis, pozostaje w końcu do wyboru tylko najgorszy wariant klęski”. Problem w tym, że "litost" właśnie tego pragnie, ponieważ „człowiek opanowany przez to uczucie mści się za pomocą własnej zagłady”. Można odnieść wrażenie, że od pewnego czasu według tej zasady działa polskie państwo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj