Magdalena Rigamonti: To marketing.

Sandra Borowiecka: Nie tylko. To też dobry uczynek. Opowiadam historie kilku milionów Polaków – te wyszperane z okruchów i odłamków rozbitego szkła; powymiatane spod dywanów szczypnięcia i całuski wujka Henia czy wujka Zdzisia, klepnięcia po pupce dziadka Kazia. Przecież wszyscy mamy nieumiejętność zauważania i widzenia zła w rodzinie. Mówiłam, że lubimy popatrzeć, co tam u sąsiadów, ale jak już usłyszymy, że on ją bije, znęca się nad nią, krzywdzi dzieci, to już udajemy, że to nas nie dotyczy, że to nie nasza sprawa. Potem te dzieci dojrzewają, mają swoje dzieci. I gdzieś znowu wychodzi jakiś smród, jakiś gnój, że dziadek zrobił to albo tamto. Przez ostatnie lata nie spotkałam chyba ani jednej polskiej rodziny, w którym nie byłoby jakiegoś numeru w rodzaju psychicznego znęcania się, maltretowania czy molestowania seksualnego.

Reklama

Co pani dziadek zrobił?

Chce pani znać szczegóły? A ja chcę przywalić Polakom, głównie kobietom w łeb. Głównie po to, żeby je obudzić. Sama nie chcę być chodzącym hashtagiem #metoo.

Kiedy rozmawiałyśmy kilka miesięcy temu, mówiła pani, że jest gotowa o tym opowiedzieć.

Proszę zobaczyć, co się porobiło, co ludzie wypisują, zresztą głównie mężczyźni: "Byłem molestowany, zanim to się zrobiło modne" (odwołanie do felietonu byłego redaktora naczelnego "Super Expressu" Sławomira Jastrzębowskiego "Byłem molestowany", 3.08.2018, sdp.pl - red). Absurdalne, straszne, upokarzające. Jak to działa na kobiety, które od lat zmagają się z taką traumą.

O sobie miała pani mówić.

Reklama

O wielkiej miłości dziadka do wnuczki, która to miłość bywała zbyt mocna.

Co to znaczy?

Bywają miłości toksyczne, bywają miłości złe.

Tak chce pani ze mną rozmawiać?

Nie chcę być hashtagiem.

Co to jest toksyczna miłość w relacji dziadek – wnuczka?

To jest molestowanie.

Molestowane dzieci nie zostają hashtagiem.

Uściślijmy - molestowane, maltretowane psychicznie, będące częścią awantur, afer, problemów. Takie dzieci, dorosłe, łatwo wsadzić w hashtag. Tak uważam.

Dziadek panią molestował?

Próbował molestować.

Pani Sandro...

Nie wiem, co jest gorsze, czy molestowanie, czy ciągłe próby molestowania. Wiedziałam, że to nie jest miłość. Teraz wiem, że to dewiacja, spaczenie miłości. Ta książka to zamknięcie pewnych drzwi, przeprowadzenie mojej własnej terapii.

Książka to taka bezpieczna terapia. Można przecież powiedzieć, że fikcja, że historie zebrane z większości polskich rodzin, że można się zasłonić.

Ja też jestem winna, bo nie powiedziałam mamie, nie powiedziałam babci wtedy, kiedy to się działo.

*Sandra Borowiecka - autorka książek wydawanych w formule self-publishing pod pseudonimem S.M. Borowiecky, była dziennikarka, pracowała m.in. w "Super Expressie" i Radiu Kolor