Anna Sobańda: "Kto ty jesteś – Polak mały, jak znak twój – orzeł biały" – chyba każdy z nas ma te słowa wdrukowane w głowę od dzieciństwa. Dlaczego postanowił pan napisać nową wersję słynnego "Katechizmu polskiego dziecka"?

Michał Rusinek: Odpowiadając na to pytanie chciałbym zacząć od anegdoty. Jakiś czas temu grupie dzieci późnoprzedszkolnych i wczesnoszkolnych zadałem pytanie, "kto to jest patriota?”. Jedna z dziewczynek odpowiedziała, że to jest ktoś, kto zginął, poległ, nie żyje. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale zadałem kolejne pytanie – "czy chcielibyście być patriotami?". Dzieci chórem odpowiedziały, że nie, ponieważ nie mają ochoty umierać. "Katechizm polskiego dziecka" Bełzy jest bowiem trochę przysięgą małego kamikaze. Autor zmusza nas do tego, żebyśmy poświęcili się dla ojczyzny. W dodatku ojczyzna jest przedstawiona jako przestrzeń, która ma swoje granice i nie można być prawdziwym Polakiem poza nią. Spotkałem się z opiniami, że jest to nacjonalistyczna grafomania, jednak ja bym tak drastyczny w swojej ocenie nie był. Powiedziałbym raczej, że ten wierszyk wymaga świadomości kontekstu historycznego.

Bełza napisał go w 1900 roku, kiedy Polski nie było na mapach, a tożsamość narodową trzeba było podtrzymywać wszelkimi sposobami.

Oczywiście, był to wierszyk pisany na tamte czasy, z bardzo specyficznej zresztą perspektywy. W tej chwili zaś utrwala on raczej zniechęcający i odległy od współczesnych realiów model patriotyzmu. Drugim impulsem do tego, by na nowo przyjrzeć się tej wyliczance były słowa Adama Hanuszkiewicza, który powiedział, że o patriotyzmie powinno się mówić wyłącznie w czasie wojny, okupacji albo zaborów, czyli wtedy, gdy naród walczy o wolność i niepodległość. Natomiast kiedy nastają czasy wolności i suwerenności, jego zdaniem powinno się tę szablę schować do pochwy i zawiesić nad łóżkiem, a słowo patriotyzm zamienić na obywatelskość. Ja bym nie był aż tak radykalny, ale mówiłbym o patriotyzmie opartym na obywatelskości.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że odpowiedzi, które pojawiają się w oryginale wierszyka Bełzy, mogą być niebezpieczna. Co pan miał na myśli?

Po pierwsze, o czym już wspominałem, patriotyzm XIX-wieczny jest tak egzotyczny dla współczesnego dziecka, że bez świadomości kontekstu może być pojęciem w najlepszym przypadku pustym, a w najgorszym – traumatycznym. Po drugie, uważam, że uprawiany dziś w naszym kraju patriotyczno-militarny, gloryfikujący czyn zbrojny, dyskurs, w którym jest krew, blizna i walka, jest jak wywoływanie wilka z lasu. Jeżeli w czasie pokoju gloryfikujemy wojnę, to możemy w końcu do niej doprowadzić. Tatuując się w te szable, mury i kotwice, albo nosząc koszulki z ich wizerunkami, zachowujemy się tak, jakbyśmy tęsknili za przelewaniem krwi.

W oryginale na pytanie "Coś jej winien?" pojawia się odpowiedź "Oddać życie". U pana zaś zastępują ją takie czynności, jak kasowanie biletu czy sprzątanie po swoim psie. Nie sądzi pan, że dla niektórych może to być mniej romantyczna, a tym samym atrakcyjna wizja?

Jeśli o patriotyzmie będzie decydować kategoria wyłącznie atrakcyjności, to będziemy mieli pop-patriotyzm. Umieranie za ojczyznę jest zapewne atrakcyjne literacko. Ale i atrakcyjna literacko jest anegdota o generale Pattonie, który twierdził, że nie chodzi o to, by umrzeć za swoją ojczyznę, ale sprawienie, by wrogowie umierali za swoją. Obie wizje mają sens wyłącznie w czasie wojny. A w czasie pokoju? Owszem, należy znać historię wojen, ale należy też mieć świadomość, że nie składa się ona wyłącznie z nich. I że naszym celem powinno być sprawienie, by do wojen nie dochodziło.

Jednak nie pomija pan w książce symboli narodowych.

Nie pomijam, ponieważ jako grupa mamy poczucie tożsamości i przynależności dzięki sferze symbolicznej. Warto więc o niej pamiętać. Ona w tej chwili jest niebezpiecznie zawłaszczona przez jedną opcję polityczną, a tymczasem powinna nas łączyć, a nie dzielić. Warto więc pokazać, że ten znak, z którym jako grupa się utożsamiamy, może być nie tylko na czołgu, ale może pojawiać też na trybunach sportowych czy w momentach, kiedy cieszymy się na przykład z czyjejś nagrody literackiej, albo innych osiągnięć.

Nie boi się pan linczu za to, że "szarga pan świętości narodowe"?

Moim zdaniem szargają świętości narodowe neonaziści posługujący się symbolami Powstania Warszawskiego. W mojej książce staram się przybliżyć to, co stało się dalekie, bo myśleliśmy i mówiliśmy o tym za pomocą pojęć wypracowanych w czasach, gdy trzeba było o to coś walczyć. To nie jest szarganie, tylko próba nadania współczesnego znaczenia. Atakują mnie ci, którzy tego nie rozumieją. Ale i dostaję listy z podziękowaniem za to, że dałem język do rozmowy z dziećmi o patriotyzmie, obywatelskości, tożsamości narodowej historii. Taki miałem cel.

Jaki zatem jest patriotyzm na czasy pokoju?

To przede wszystkim odpowiedzialność za przestrzeń, w której żyjemy, rozumianą dosłownie oraz metaforycznie, czyli w sensie kultury czy języka. Jest w nim otwartość na innych, nie traktowania ich jak wrogów. To także postawa oparta na szacunku, dialogu i konsensusie, czyli rozumieniu, że się od siebie różnimy, ale staramy się wypracować wspólne stanowisko, by żyć w zgodzie pod jednym dachem. Jest jeszcze jeden wątek, który wydaje mi się u Bełzy bardzo krzywdzący: sugestia, że Polakiem można być tylko w Polsce. To jest bardzo nieadekwatne do dzisiejszych czasów, gdzie wielu ludzi postanowiło żyć poza Polską, ale nie zrezygnowało przecież z bycia Polakami. Chciałem więc podkreślić, że patriotyzm można uprawiać w różnych miejscach i że Polska żyje w nas, nawet jeśli w niej nie mieszkamy.

W książce zaznacza pan, że patriotyzm to nie tylko duma z jasnych stron naszej historii, ale także pamięć o tych wydarzeniach, które "wzbudzać wstyd powinny".

Oczywiście, ponieważ uważam, że wciąż nie przepracowaliśmy naszego stosunku do historii. W naszej świadomości historia to pasmo bitew z przeważającymi siłami wroga, bycie Winkelriedem, Chrystusem narodów i Sobieskim pod Wiedniem zarazem. W ogóle nie myślimy o historii w kategoriach błędów, jakie popełnialiśmy. Dlatego w książce chciałem zaznaczyć, że historia – ta narodowa i ta prywatna – składa się także z porażek i trzeba mieć ich świadomość, by nie powtarzać ich w przyszłości.
Uważam też, że elementem nowoczesnego patriotyzmu jest myślenie o przyszłości. Mamy tendencję, żeby myśleć o 100 latach niepodległości patrząc wyłącznie wstecz. Tymczasem wydaje mi się, że powinniśmy się także zastanowić, jak zaprojektować ciąg dalszy tej naszej niepodległości. Zastanowić się, jakie są dla niej zagrożenia, jakie szanse. Krytyczne spojrzenie na własną historię i próba zastanowienia się co dalej, to też obowiązek nowoczesnego, odpowiedzialnego patrioty.

Ma pan jakiś plan na świętowanie 11 listopada?

Szczerze mówiąc nie mam jeszcze planu. Może będziemy słuchać polskich piosenek, chociażby jedynych w swoim rodzaju Starszych Panów? A może obejrzymy sobie jakiś polski film, na przykład "Rękopis znaleziony w Saragossie"? On się przecież w ogóle nie zestarzał!