Wojciech Tomczyk: Samo założenie, że musimy robić filmy, które mają koniecznie zmienić myślenie o historii i o Polsce, zakłada gigantyczny, polski kompleks. To nasza projekcja, świat wcale tak źle o nas nie myśli. Świat się nami nie przejmuje, to tylko my sądzimy, że nie robi nic innego, tylko na nas krzywo patrzy…

DGP: Więc musimy to naprawić.

Powtarzam, to tylko projekcja naszych lęków i naszych kompleksów. Ja już tego nie mogę znieść. Mną rzuca o ścianę, nie mogę tego słuchać. Przypomina mi to czasy podwórkowe, kiedy mówiono, że coś jest „niepolskie”, co oznaczało jakieś kosmiczne, o niebo lepsze.

Mieliśmy podobne doświadczenia podwórkowe.

A tymczasem ja jestem takim samym człowiekiem jak każdy inny żyjący na tej planecie i z faktu, że jestem Polakiem, nie wynika, że jestem lepszy, ale też nie wynika to, że jestem gorszy. Nie rozumiem, jak można wpaść na pomysł, byśmy koniecznie musieli robić film, który pokona uprzedzenia wobec Polaków? Jak ktoś ma uprzedzenia, to jego problem. Dlaczego te filmy miałyby się komuś podobać?

Bo chcemy, by o nas dobrze myślano?

Ranga Polski w Unii Europejskiej nie wynika z pozycji polskiego kina. Prędzej rzutuje na to poziom naszej ekstraklasy i rola chłopców do bicia w bardzo wczesnej fazie europejskich pucharów.

Ale Krzysztof Piątek uczy Włochów, że nie mówi się "Piatek" tylko "Piontek".

I bardzo dobrze mu idzie, choć w ostatniej kolejce to Milik strzelił dwie bramki, a trzecią Zieliński, inna sprawa, że kelnerom z Parmy…

Ja wiem, że z panem o piłce bez końca, ale wróćmy do naszej rozmowy. Jeśli to nie filmy mają zbudować pozytywny obraz Polski, to co? Książki, gry komputerowe jak "Wiedźmin"?

Wyprostujmy to: ja naprawdę myślę, że prawdziwe zbliżenie między narodami jest możliwe wyłącznie na podstawie kultury. Tylko uściślijmy: wzajemne zrozumienie i poznanie jest możliwe na fundamencie dzieł kultury, natomiast dzięki dziełom sztuki nie osiąga się celów polityki międzynarodowej. Polski film historyczny jest wtedy dobry, gdy budzi wściekłość Niemców i Rosjan.

Naprawdę pan tak uważa?

Tak, wtedy naprawdę jest dobry. Przepraszam, ale „Katyń” Andrzeja Wajdy był oskarżany przez Francuzów o to, że pokazuje Polaków jako ofiary II wojny światowej. Więc można nakręcić film, który idzie w poprzek strasznej poprawności politycznej w Europie, za to robienie czegoś pod publiczność zachodnią nie ma sensu.